Wiadomości

stat

Zespół i pokora. Film o szefie kuchni Jacku Koprowskim

Film o Jacku Koprowskim:

- Zawsze przejmujemy się wizerunkiem, co ludzie powiedzą, jak nas odbiorą i niezależnie od przebiegu zdarzeń ludzie są z nami lub nie. Ludzie zarzucają mi przesadną skromność, ale ja nie uważam, żebym robił coś niezwykłego - mówi Jacek Koprowski, szef kuchni i współwłaściciel restauracji FinoOsteria Fino, o których własnie powstał film.



Łukasz Stafiej: Skąd pomysł na film o tobie?

Jacek Koprowski: To pomysł świetnej ekipy filmowej Frame By Frame z Poznania. Poznaliśmy się jakiś czas temu, polubiliśmy i zaproponowali mi ten projekt. Na początku podszedłem do niego sceptycznie. Film o mnie? Tylko o mnie? Po co? W końcu mnie przekonali, ale nie mieli ze mną łatwo. To dla mnie ogromne wyróżnienie i ogromna presja. Zawsze przejmujemy się wizerunkiem, co ludzie powiedzą, jak nas odbiorą i niezależnie od przebiegu zdarzeń ludzie są z nami lub nie. Ludzie zarzucają mi przesadną skromność, ale ja nie uważam, żebym robił coś niezwykłego.

Tak naprawdę to nie jest film tylko o tobie, ale też o twoich pracownikach w restauracjach Fino i Osteria Fino.

Moja jedyna sugestia do Frame By Frame była taka, że nie chcę być w tym filmie sam, bo film o mnie to film o ludziach, którzy za mną stoją, bez nich byłbym nikim, a dzięki nim jestem sobą, czyli kimś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju, tak jak każdy z nas. Bliskie mi jest powiedzenie Oskara Wilde'a, który pisał: "Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci".

Zespół to moi wspólnicy, bez których nie powstałby koncept Fino, ale zespół to przede wszystkim obie ekipy dwóch restauracji. Bez pań na zmywaku (najcięższe stanowisko), bez moich zastępców, kucharzy, kelnerek, kelnerów nie osiągnąłbym zbyt wiele. Dla mnie ważne jest, by być liderem, ale w sensie inspiracji, motywacji i odpowiedniego delegowania obowiązków. Uczę się powoli tego wszystkiego, uczę się odpuszczać, bo zajechać się jest nietrudno.

W tym filmie dominuje twoja pokora. To rzadka cecha wśród szefów kuchni, którzy w mediach często są kreowani na dominujących, wręcz agresywnych gości. Pokora procentuje w kuchni?

Pokora, bo zawsze wiem, że mogę zrobić coś lepiej. Pokora, bo wiem, że robię błędy i staram się z nich wyciągać wnioski. Pokora, bo też mam czasem gorszy dzień. Pokora, bo wiem, że to, co robię, nie musi wszystkim smakować. Agresywnie reaguję na głupotę i bezmyślność i brak konsekwencji, ale zamiast przemocy fizycznej preferuję docisk intelektualny. Moi pracownicy wiedzą, na co mogą sobie pozwolić, a co mnie wkurza, ale każdego staram się traktować indywidualnie. Jeśli wiem, że ktoś ma problemy poza pracą, to zawsze szukam sposobu, by pomóc, bo czysta głowa na serwisie to większa szansa na mniej błędów.


Jacek Koprowski prowadzi dwie restauracje - Fino i Osteria Fino.
Jacek Koprowski prowadzi dwie restauracje - Fino i Osteria Fino. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl
Prowadzisz dwie restauracje. Jak to godzisz ze sportem i rodziną?

Koszykówka w moim życiu przeminęła wraz z kartonem, w którym - oprócz koszulki Shaquille'a O'Neala - było sporo innych gadżetów i który oddałem pewnemu małolatowi. Wciągnęła mnie kuchnia i to na dobre. Doszedłem do etapu, na którym próbuję sobie wszystko poukładać, znaleźć czas dla rodziny i zadbać o siebie. Mam taki charakter, że sam z siebie na siłowni za dużo nie porobię, plecy same się nie zrobią, za to garb jak najbardziej. Ktoś musi mnie wziąć za mordę i porządnie przemielić. Tu z pomocą przyszedł boks i Tomasz Laska z Ring raiders Gdynia. Boks to, moim zdaniem, najlepsza forma treningu, bo pracuje całe ciało, a z podejściem Tomka zaangażowana jest też głowa. Muszę skończyć z wymówkami i tam wrócić.

O wspomnianym kartonie w jednym ze swoich kawałków nawija gdyński raper Michał "Leh" Leszner, który na początku roku zginął tragicznie w wypadku. Jego muzyka jest też w filmie o tobie.

Michał był wspaniałym człowiekiem i artystą. Mieszkaliśmy na jednej ulicy na Chwarznie, był dziesięć lat młodszy ode mnie, traktowałem go jak młodszego brata. Pracował jakiś czas u mnie w kuchni, mówiłem mu, że zanim zacznie na rapsach zarabiać, niech nauczy się gotować. Ale już wtedy wiedziałem, że stała praca i grafik to nie dla niego. Kiedy usłyszałem jego produkcję, to rozpierała mnie duma, że znam tego gościa. Długo nie mogłem sobie poradzić z tym, że zginął w wypadku samochodowym, jadąc ze swoimi przyjaciółmi. Teraz mogę uczcić jego pamięć chociaż w taki sposób.

Tłem klipu jest też Gdynia. Czujesz się mocno związany ze swoim miastem?

Gdynia, a dokładniej Chwarzno, to moje miejsce na ziemi. Tam spędziłem prawie całe życie i tam też zamierzam pozostać. Centrum miasta to moja podstawówka i liceum sportowe, to moje miejsca pracy, moja cudowna żona też jest z Gdyni. Druga restauracja w Gdańsku była testem tamtejszego rynku, który był dla mnie zupełnie obcy. Jesteśmy, działamy i to, co mi się podoba, to fakt, jak Trójmiasto cudownie się uzupełnia. Nie wyobrażam sobie życia z dala od tego miejsca.

Jakie masz gastronomiczne plany na przyszłość?

Plany na najbliższą przyszłość to póki co inwestycja poczyniona osiem miesięcy temu wraz z żoną, czekamy na rozwiązanie. Więc na razie przede wszystkim: dom i rodzina. Na razie ekspansji nie planuję. Zdecydowanie wystarczą mi dwa lokale do ogarnięcia.

Ekipa Frame By Frame i Jacek Koprowski.
Ekipa Frame By Frame i Jacek Koprowski. mat. prasowe
Ewelina Ghodsimaman, Frame by Frame

Razem z bratem jesteśmy miłośnikami kuchni. Uwielbiamy wspólnie gotować, a jeszcze bardziej jeść. Pewnego dnia wpadłam na dokument "Chef's Table" na Netflixie i odpłynęłam. Piękne kadry i ciekawe historie kucharzy tak bardzo zrobiły na mnie wrażenie, że zapragnęłam, by wspólnie z bratem stworzyć cykl filmów o polskich, młodych, utalentowanych kucharzach, którzy mają coś do powiedzenia, którzy nie boją się mówić prawdy o swoim zawodzie.

Zależało nam, by pokazać ludzi, którzy są ambitni, ale i pokorni w swoim sukcesie. Jacek urzekł mnie swoją skromnością oraz podejściem do swojego zespołu. Imponuje mi bardzo, kiedy z dumą mówi, że nie byłby w miejscu, w którym jest teraz, gdyby nie ludzie, którzy za nim stoją. Jest dowodem na to, że można stworzyć zespół na szacunku i wspólnym zaufaniu, a nie szykanowaniu pracownika. Myślę, że udało się nam ukazać postać Jacka w jak najbardziej autentyczny sposób, nie było naszym celem przerysowanie bądź wyidealizowanie jego osoby. On po prostu taki jest.

Opinie (30) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Rekordowo długi Jarmark Bożonarodzeniowy i sześć koncertów sylwestrowych
Rekordowy Jarmark Bożonarodzeniowy
Niepokojący debiut Mùlk
Niepokojący debiut Mùlk

Kultura

Dzieła sztuki i wyroby lokalnych artystów. Gdzie je kupić?
Gdzie kupić prace lokalnych artystów?
Muzyka Hansa Zimmera w Ergo Arenie
Muzyka Zimmera w Ergo Arenie

Planuj z nami tydzień

Planszówki, Peja i inne koncerty. Planuj tydzień
Planszówki, Peja i koncerty. Planuj tydzień