Flexitarianizm: wegetarianizm na pół etatu

Obecnie jedyne mięso, jakie pojawia się w naszym domu, to parówki dla mojego przedszkolaka (tak, tak, dzieci lubią parówki i to nie zmienia się od pokoleń) i wiejski kurczak na rosół. Kurczęta przywozi mi z Kaszub teść, prosto od gospodarza. Gotuję z takiego drobiu energetyczny rosół na przeziębienie.
Obecnie jedyne mięso, jakie pojawia się w naszym domu, to parówki dla mojego przedszkolaka (tak, tak, dzieci lubią parówki i to nie zmienia się od pokoleń) i wiejski kurczak na rosół. Kurczęta przywozi mi z Kaszub teść, prosto od gospodarza. Gotuję z takiego drobiu energetyczny rosół na przeziębienie. fot. Anna Włodarczyk/Trojmiasto.pl

W uproszczeniu można powiedzieć, że flexitarianie to tacy wegetarianie na pół etatu. Nie rezygnują zupełnie z jedzenia mięsa, ale ograniczają jego spożycie. U wielu osób to początek drogi do pełnego wegetarianizmu albo i weganizmu. Zdecydowanie łatwiej jest powoli eliminować z diety różne produkty, niż pewnego dnia postanowić, że rzuca się jedzenie mięsa i nabiału. Ostatnio w cyklu "Trójmiejskie historie kulinarne" pisałam o rozsądnym robieniu zapasów.



Dietetycy w Trójmieście


Jakie mięso jadasz najczęściej?

Zobacz wyniki (959)
Gdy byłam dzieckiem, nigdy nie wchodziłam do sklepu mięsnego. Odrzucało mnie od tego dziwnego, słodko-metalicznego zapachu. Pamiętam, jak stałam pod sklepem, czekając, aż babcia zrobi zakupy. Nie przeszkadzało mi to później w jedzeniu pieczonego kurczaka, którego uwielbiałam, czy rumianych kotletów schabowych. Jakoś nie łączyłam tych dwóch rzeczy: surowego, poćwiartowanego mięsa z późniejszym obiadem.

Potem ta niechęć mi pozostała. Na studiach praktycznie byłam wegetarianką, w mojej studenckiej lodówce nigdy nie pojawiała się szynka, parówki czy ulubieniec żaków - pierś z kurczaka. Namiętnie smażyłam placki ziemniaczane, omlety i zajadałam się tostami z serem. Mięso jadłam podczas wizyt w domu albo na pizzy. Tkwiłam w słodkiej nieświadomości, że wyprzedzam trendy o jakieś piętnaście lat, bo już od najmłodszych lat byłam... flexitarianką. Oczywiście piszę o tym z przymrużeniem oka, ale moją ówczesną (i obecną, ale o tym zaraz) dietę można określić właśnie tym mianem.

Okiem dietetyka: czym zastąpić mięso w diecie?



Gdy założyłam rodzinę, w mojej diecie sporo się zmieniło. Na niekorzyść. Poczułam wtedy, że wyprawy do sklepu mięsnego są częścią mojej matczynej powinności. Że mój synek powinien zjeść królika, cielęcinę czy dobry rosół, że w niedzielę fajnie zrobić na obiad klopsiki w sosie pomidorowym.

Mimo niechęci do przygotowywania mięsa zaczęłam wprowadzać je do naszej diety. Jak na polskie standardy, nadal nie jedliśmy go często, bo jakieś trzy-cztery razy w tygodniu. Z czasem zaczęło mnie to jednak uwierać. Założyłam, że nie będziemy jeść młodych zwierząt - cieląt czy jagnięciny (ok, tę drugą przygotowałam w domu raz, ale postanowienie to postanowienie!).

Potem wyeliminowałam wołowinę, co nie było trudne, bo praktycznie jej nie jedliśmy. Zdecydowanie najciężej było z wieprzowiną, bo chrupiący boczek był mięsem, po które sięgałam najczęściej, a szynkę lubili wszyscy domownicy. Ale i to się udało.

Założyłam, że w kuchni raz na jakiś czas może pojawić się pierś indycza, kaczka albo kurczak dobrej jakości, słowem, zostawiłam w naszej diecie drób. Jednak i on coraz rzadziej gościł na naszym stole. Uznałam, że nie będę kupować plastikowego, marketowego mięsa niewiadomego pochodzenia. Wybrałam się więc na zakupy na targ z ekożywnością z mocnym postanowieniem, że od dzisiaj będę zaopatrywać się w mięso tylko tam. Gdy zapłaciłam za jedną pierś kurczaka 40 złotych, szybko otrzeźwiałam i porzuciłam to postanowienie. Uznałam, że zdecydowanie łatwiej, a już na pewno o wiele oszczędniej, będzie nie jeść drobiu w ogóle.

Obecnie jedyne mięso, jakie pojawia się w naszym domu, to parówki dla mojego przedszkolaka (tak, tak, dzieci lubią parówki i to nie zmienia się od pokoleń) i wiejski kurczak na rosół. Kurczęta przywozi mi z Kaszub teść, prosto od gospodarza. Gotuję z takiego drobiu energetyczny rosół na przeziębienie.

Historie kulinarne: menu dla dzieci. Czy musi być nudne?



Mięso zdarza się nam też zjeść podczas obiadu u rodziców - tam niezmiennie królują kotlety i zupy na kurzej wkładce. Jadamy je też podczas wizyt w restauracjach, niestety jeszcze nie dorosłam do tego, by wybierać bezmięsne menu. Ale i tak uważam, że jestem całkiem niezłą flexitarianką, bo w miesiącu jem mięso dwa-cztery razy. Moim kolejnym krokiem jest ograniczenie nabiału, ale to już materiał na inną opowieść.

Opinie (115) ponad 20 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Po prostu ograniczasz mięso

    Po co wymyślać, jakieś głupie nazwy? Ludzie teraz chwalą się wszystkim, tacy są oryginalni ... Nie zje schabowego i już jest powód do dumy. Zje marchewkę - kolejny! Wszyscy są tacy zarąbiście oryginalni z tymi swoimi -izmsmi. Tylko nie na w tym nic nadzwyczajnego... Flexi... Nikt nie je przecież wyłącznie mięsa. Jezu jest Flexi?
    Próżność ponad wszystko.

    • 0 0

  • Flexitarianizm

    Nie mylić z hipokryzja moi drodzy ;)

    • 0 0

  • Ja jestem prawie wegetarianinem. Mięsa praktycznie nie jadam, coś podobnie jak autorka. Zdarza mi się pizza z szynką, czasem plaster szynki na kromce i okazjonalnie malutki kawałek kurczaka na obiad raczej w formie dodatku do surówek. Nigdy nie lubilam mięsa i tak mi zostało do teraz:)

    • 0 0

  • Opinia wyróżniona

    (6)

    Dieta dash i semivegetarianizm to podobne okreslenia.
    Bardzo zdrowe diety. Mieso jadam bardzo rzadko. Nie robie ze swojego organizmu cmentarzyska nie mowiac juz o tym ile antybiotykow laduja w np kurczaki. Kobiety tym bardziej powinny unikac ich. Łosoś z supermarketu to tez trucizna.

    • 44 26

    • wszystko jest trucizna jak się je za dużo i przetworzone

      skrajności zawsze są chorobą

      • 0 0

    • ja staram się ograniczać mięso, ale też bez przesady

      jak mam ochote na przysłowiowego schabowego to go jem. Jedyne co, to staram się unikać drobiu, bo to chyba najbardziej chemiczne mięso w sklepach. Już wieprzowina jest lepsza.

      • 0 0

    • tylko sapidarianizm (3)

      z łac. sapidus = 'smaczny'. Jemy wyłącznie to co nam smakuje. Za zjedzenie czegoś niesmacznego jest pokuta (np.walenie głową w mur). Wchodzę do restauracji i zamiast spytać "czy macie potrawy koszerne lub wegetariańskie" zawsze pytam o jedzenie sapidariańskie. Są już nas miliardy, w większości nieświadomych wyznawców.

      • 13 4

      • Jak to mawiał Alan Watts - najgorsze co można zrobić zwierzęciu to zabić go i zrobić z niego niesmaczne danie! Jeśli już musisz zabić by przeżyć to złóż hołd temu stworzeniu robiąc cudowne jedzenie z każdej jego cząstki.

        • 5 0

      • Potwierdzam! Sapidarianizm jest jedynie słuszny!

        • 4 2

      • A poza tym wszystko w porzadku ?

        • 1 9

  • To musi być strasznie ciężkie (2)

    Być modnym, trendy blogo-instagramerem promującym slow-life i inne cudaczne dziwy.. Do tego aby wypaść wiarygodnie w tych hipstersko-pozerskich czasach, obowiązkowo trzeba być przynajmniej wegetarianinem (a najlepiej free- weganinem i jeść warzywa ze śmietników). Ale co jeśli lubimy mięsko i bekonik? No jak to tak rezygnować z czegość?! Ale jednoznacznie zadeklarować mięsożernosci też nie wypada.. O! Flexitarianizm! Ideolo! "Wegetarianizm na pół etatu"! Bombowe i wygodne! Śmiać mi się chcę z wege-pozerków którzy ciągle lawirują ile mogą między tym wszystkim żeby jednak troche skubnąć tego mięska którego tak "nie jedzą z przekonania". Zaczęło się od przypisywania nazw mięsnych potraw do wege-wynalazków (klopsiko sojowe, burgery buraczane), potem pomysł z żarciem owadów, a teraz jakieś flexi-wege (czyli czasem zezre mięso, ale i tak jestem wege). Dorośnijcie, żryjcie sobie co tam chcecie, ale przestancie używać tych głupkowatych, zagranicznych nazw i oszukiwać samych siebie że jesteście bardziej wyjątkowi.

    • 15 7

    • (1)

      Co ci szkodzi? Uwiera cię to jakoś osobiście że ktoś chce ograniczać mięso w diecie i jest świadomy że taka postawa ma swoją nazwę i dotyczy większej grupy ludzi na świecie ?

      • 4 8

      • No właśnie, chyba ich fizycznie boli, że ktoś tak żyje, i na dodatek nadaje swojej postawie nazwę :D I że z własnej woli rezygnują z kotleta ze świni (olaboga!) na rzecz wiejskiego kurczaka i warzyw. Nigdy nie zrozumiem, czemu takich ludzi tak mocno obchodzi tryb życia innych, zwłaszcza, jeśli ci inni poszukują drogi do bardziej etycznego i zdrowszego sposobu na odżywianie się. Ja z przyjemnością przeczytałam ten artykuł, bo także ograniczam mięso do minimum, kompletnie unikam wołowiny i wieprzowiny, czasem tylko jem ryby albo wiejskie kurczaki czy owoce morza. Jeśli ktoś mnie o moją dietę pyta, to ją polecam, ponieważ odkąd nie jadam mięsa, to czuję się znacznie lżej, po posiłku nie jestem "ciężka" i nie odbija mi się, więc czuję się po prostu dobrze. Dodatkowo, bez ciężkiego treningu trzymam smukłą sylwetkę i płaski brzuch od lat, więc i mąż jest zadowolony ;)

        • 0 0

  • Kocham wołowinę... ryby i indyka. (8)

    Ubóstwiam gulasz, grillowanie elektryczne.
    Chcesz jeść rośliny to sobie jedz. Ale nie narzucaj mi żarcia trawy.
    Ja mięso Ty trawę. Jedz i zyj swoim rytmem. Ale daj mi spokój.

    • 13 21

    • Zawsze mnie bawi jak ktoś myśli, że weganie jedzą trawę i sałatę (3)

      Zapewniam cię, że ta kuchnia jest tak różnorodna, że nie można się nudzić. W życiu nie jadłem nic przypominającego trawę, bo nie przepadam. Po drugie - kto ci tutaj cokolwiek narzuca? Może jeszcze dodaj coś o łamaniu tradycji spożywania prosiaka... Po trzecie - to co jesz spowoduje, że za kilka lat bedziesz się leczył z moich podatków, więc może to nie jest taka głupia sprawa, żeby zacząć się ciebie czepiać.

      • 19 11

      • Swietny przykład agresywnego weganina ,brednie bezmózgowcy jakie wypisujesz to nic nowego (1)

        Mieso jest było i będzie zdrowe nie zdrowa jest zato twoja ideologia i sekta bbo tak jak ty zachowuje się każdy weganin .Wiec ty leming będziesz się leczyć z powodu swojej głupoty .Produkty zwierzęce nie da się zastąpić niczym innym z prostego powodu taki jest organizm człowieka ze najlepiej przyswaja produkty zwierzęce bo i one maja najwięcej wartości. dlatego tacy jak ty lemin od dawna maja problemy ze zdrowiem i to czym zastapic wartościowe produkty zwierzęce.

        • 8 15

        • Co to znaczy, że najlepiej przyswaja? Czyli, że żywisz się samymi stekami, bo tylko to ci wystarcza? Jak dziecko ma 6 miesięcy i mama rozszerza mu dietę, to czy od razu pakuje w nie kotlety i kurczaka, czy jednak najpierw papki warzywne?

          Oczywiste jest, że nawet ze względu na swoje uzębienie i słabe trawienie (nie trawienie nadpsutego mięsa na przykład), człowiek jest stworzony do diety mieszanej, w której żywi się roślinami i jajkami, oraz okazjonalnie mięsem, które dostarcza duży zastrzyk energii, ale na co dzień nie jest niezbędne do funkcjonowania. Zmuszony przez warunki, zdrowsze życie miałbyś, jeśli musiałbyś jeść tylko jajka i ziemniaki, niż schabowe (dostarczył byś więcej witamin i mikroelementów)

          • 0 1

      • Będę się leczył ze swoich podatków i wara od mojego stołu.

        Póki nie jest to zabronione będę jadł to, co będę chciał.

        • 6 11

    • Niema takiej mozliwosci by weganie cie nie namawiali byc przestał jesc mieso bo to jest sekta! (2)

      Przez to ze nie jedza nic zwierzęcego maja ogromne niedobory witamin składników co wpływa na hormony i sa bardzo agresywni . Ta sekta tez dorobiła sobie do tego ideologia tylko dlatego by zwiekszysc popularność.

      • 8 11

      • (1)

        A ty jesteś z sekty tych, którzy nie potrafią poprawnie pisać ? Sekta braków w edukacji ?

        • 1 3

        • Spacja przed znakiem zapytania? Sam w tej sekcie działałeś?

          • 0 1

    • A do to kogo mówisz ? Jesteś jednym z tych, którzy stojąc samotnie na ulicy mówią odejdź, odejdź! ?

      • 1 1

  • Ja tez typowo miedzy 23 a 6 rano nie jem miesa. Poza tym miedzy 10 a 11, 13 a 14 i 17 a 18. Właściwie to rzadko jem, poza tym to poszczę

    • 1 1

  • a mąż? Zadowolony ze zamiast kotleta ma zawsze placki ziemniaczane? Z ciekawości pytam

    • 1 1

  • "Że mój synek powinien zjeść królika, cielęcinę"

    nie, nie powinien. Jedzenie cielęciny to już w ogóle barbarzyństwo.

    • 4 1

  • (6)

    Jest i nowe modne określenie w zagranicznym języku. Wchodzę w to.

    • 79 12

    • I diety eliminacyjne wciąż modne (3)

      - ja nie jem glutenu, ryb, laktozy, fruktozy i sklerozy
      - a ja tylko mięsa, buuu, jestem niżej w rankingu
      Oczywiście ten "wyścig eliminacyjny" ma miejsce głównie na insta i pejsie, bo 90% uczestników po pieczołowitym wrzuceniu posta czego to oni nie wyeliminowali z diety idzie sobie wynagrodzić ten wielki trud do kebsa naprzeciwko :)

      • 6 0

      • (2)

        I właśnie to. Pani nie powinna używać w odniesieniu do siebie słowa wegetarianin. Jedyny przedrostek pasujący do ludzi jadających mięso to nie-wegetarianin. Sam bardzo chciałbym być wege ale mam jedną wredną słabość, którą jest hiszpańska szynka długodojrzewająca. Te 100g w tygodniu na tosty lub do pizzy eliminuje mnie z grona wegetarian.

        • 0 0

        • Chcesz ograniczyć mięso to to zrób. A nie się zamartwiasz, że z powodu zamiłowania do hiszpańskiej szynki nie możesz sobie przypiąć jakiejś bzdurnej etykietki.

          • 0 0

        • Ale ona siebie nie nazywa wegetarianką tylko flexitarianką. Umiesz czytać?

          • 1 1

    • Jasne, skupiaj się na nazwie a nie na sednie sprawy. To na pewno pomoże twojemu zdrowiu i planecie.

      • 2 1

    • Nowe? Pod jakim kamieniem się ukrywałeś przez ostatnią dekadę Lemingu XD

      • 8 14

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

BUFET WŁOSKI Pasta e Vino
BUFET WŁOSKI Pasta e Vino
degustacja
g. 18:00 - 22:30
Sopot, Sheraton
Brunch z Merą
Brunch z Merą
degustacja
g. 13:00
Sopot, Sopot Marriott Resort & Spa
Niedzielny brunch Sheraton Sopot
Niedzielny brunch Sheraton Sopot
degustacja
g. 13:30 - 17:30
Sopot, Sheraton

Nowe Lokale

Wkrótce otwarcie