Jemy na mieście: Magiel Towarzyski - domowa kuchnia w Małym Kacku

Do Magla Towarzyskiego wybieram się w pierwszą niedzielę bez handlu. To nie była moja pierwsza wizyta w lokalu po zmianach. Gdy byłam tam poprzednio, jeszcze wszystko było w powijakach i w zasadzie nie miałam czego oceniać.
Do Magla Towarzyskiego wybieram się w pierwszą niedzielę bez handlu. To nie była moja pierwsza wizyta w lokalu po zmianach. Gdy byłam tam poprzednio, jeszcze wszystko było w powijakach i w zasadzie nie miałam czego oceniać. fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl

Jemy na mieście to cykl artykułów, w których opisujemy trójmiejskie restauracje. Testowane dania zamawiamy na własny koszt i nie zapowiadamy naszej wizyty. Piszemy szczerze, lekko i unikając nadmiernej pretensjonalności. Dziś recenzujemy Magiel Towarzyski. W poprzednim odcinku jedliśmy w Bistro Pomelo w Gdańsku, a za dwa tygodnie w środę ocenimy Bangkok w Sopocie - już tam byliśmy.



W gdyńskiej dzielnicy Mały Kack przy ulicy Strzelców 1 zobacz na mapie Gdyni, w samym środku nowoczesnego osiedla mieści się Magiel Towarzyski - zjedz i wypij. Kilka miesięcy temu bistro zmieniło właściciela, ekipę i całe menu.

Do Magla Towarzyskiego wybieram się w pierwszą niedzielę bez handlu. To nie była moja pierwsza wizyta w lokalu po zmianach. Gdy byłam tam poprzednio, jeszcze wszystko było w powijakach i w zasadzie nie miałam czego oceniać. Restauracja była w okresie przejściowym i dopiero budowano zespół oraz układano nowe menu. Byłam zatem ciekawa, jak to się potoczyło dalej i na drugą wizytę zaprosiłam koleżankę wraz z jej mamą, mistrzynią i ekspertką od domowego jedzenia.

Lokal nie jest duży, panuje tu luźna i miła atmosfera. Widać, że bistro jest nastawione na spotkania rodzinne i sąsiedzkie. Znajduje się tutaj także niewielki kącik dla dzieci, w którym zabawy prowadzą dwie panie animatorki. Przy barze wisi tablica z ogłoszeniami mieszkańców osiedla, z której możemy wyczytać, że m.in. ktoś szuka męża dla przyjaciółki, ktoś sprzedaje yorki, a ktoś poszukuje mieszkania do wynajęcia.

Wystrój jest zgodny z panującymi obecnie trendami, a więc drewno, beton i pluszowe siedziska przy ścianie. Kolorystyka stonowana, gdzieniegdzie różne dekoracyjne bibeloty, np. różowa świnka skarbonka w koronie. Są też nieśmiertelne lustra, które optycznie powiększają wnętrze, nadając mu głębi.

Karta dań jest krótka, przemyślana: dominują tradycyjne dania polskiej kuchni domowej. Widać, że menu dedykowane jest rodzinom z dziećmi, czyli mieszkańcom osiedla, na którym bistro się znajduje.

Na poczekanie, zanim jeszcze złożyłyśmy zamówienie, poczęstowano nas bagietką z masłem i suszonymi pomidorami. To było smaczne danie i zaspokoiło pierwszy głód. I całe szczęście, bo... musiałyśmy długo czekać na zamówienie. Nie była to wina obsługi, nota bene bardzo sympatycznej, ale raczej menadżera, bo nie przewidział, że w niedzielę bez handlu na obiad może przyjść więcej gości niż zwykle (z czasem zrobiło się tłoczno). I tak właśnie się stało, a jedna pani kelnerka dwoiła się i troiła. Owszem dała radę, ale jakim kosztem.

Na nasze zamówienie składają się dwie pozycje z menu dnia:
- zimne nóżki (10 zł);
- zupa krem z łososia (16 zł).

A z karty wybieramy:

- przystawkę - wątróbkę na grzankach - (18 zł);

oraz dwa dania główne:
- schabowy z kością, puree i kapusta zasmażana (36 zł);
- kotlety mielone, puree i buraczki na zimno (22 zł).

Deser, który poleciła nam obsługa:
- ciasto orzechowe z kajmakiem (17 zł).

Nie mogłam sobie odmówić zimnych nóżek. Galaretka okazała się być mocno skondensowana i pełna smaku, a mięso wieprzowe delikatne. Bardzo smaczna przekąska, do której brakowało mi tylko drobno posiekanej cebuli - zastąpiłabym nią kiszone ogórki i rzodkiewkę. Uważam, że te dodatki były zbędne.

Zimne nóżki.
Zimne nóżki. fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Krem z łososia to bardzo gęsta, pożywna zupa, lekko ostra, z której nieznacznie wyłaniał się smak wędzonego łososia. Owszem sycąca, nie najgorsza, ale też nie była porywająca.

Zupa krem z łososia.
Zupa krem z łososia. fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Za to wątróbka na grzankach była przyrządzona na medal. Po prostu pyszna! To, co mnie uwiodło w tym daniu, to małe kawałki, por i leciutko wyczuwalna kwaśna i słodka nuta smakowa. Doceniam, że nie było czuć charakterystycznego posmaku podrobów, za którym nie przepadam.

Muszę też przyznać, że zarówno przystawki, jak i zupa krem to były dość spore porcje i spokojnie można się nimi najeść.

Wątróbka na grzankach.
Wątróbka na grzankach. fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Schab z kością to porządny kawał dobrego mięsa, łagodnie przyprawionego solą i pieprzem. Był usmażony bez zarzutu, czyli soczysty, ale niestety panierka nieco odpadała, chociaż w smaku była poprawna. Kotlet schabowy uwiódł mamę mojej koleżanki, mnie nieco mniej, bo wydawał się mdły, gdyż wraz z panierką również odpadły przyprawy. Niestety, kapusta zasmażana okazała się być kwaśnym bigosem na koncentracie pomidorowym, nie dało się tego zjeść. A więc kapusta do poprawy i chłodne puree również.

Schab z kością.
Schab z kością. fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Kotlet mielony bardzo mnie rozczarował. Był kompletnie niedoprawiony, a więc mdły i bez wyrazu. Przypominał bardziej rumsztyk niż tradycyjne mielone. Zabrakło w nim również smażonej cebulki, a na domiar złego mięso było mało soczyste, suche. Buraczki na zimno takie sobie, z dużymi kawałkami niesmacznej cebuli. Ziemniakom także poskąpiono soli.

To danie mogłoby być smacznym domowym obiadem, gdyby kucharz nie bał się używać soli i pieprzu. Nie przyczepię się tylko do samej jakości mięsa, bo było świeże i czuć było jego strukturę.

Kotlet mielony.
Kotlet mielony. fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Ciasto orzechowe przekładane masą kajmakową nie było pierwszej świeżości, za mocno wysuszone. Wielka szkoda, bo myślę, że świeże smakuje wyśmienicie, ale to zdecydowanie za długo leżało w witrynie.

Ciasto orzechowe z kajmakiem.
Ciasto orzechowe z kajmakiem. fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Magiel Towarzyski oferuje kuchnię smaczną, choć nierówną. Co prawda moja druga wizyta była bardziej udana niż pierwsza, ale wciąż czegoś tu brakuje. Niektóre dania są niedopracowane, np. brakuje przypraw, coś jest za kwaśne lub zbyt chłodne. Ale ta kuchnia ma potencjał, bo mimo niedociągnięć są zadatki na pyszne, domowe jedzenie. Proszę się nie bać przypraw i pilnować, by dania były podawane ciepłe, a będzie dobrze. Daję ocenę 3 z plusem.

3.0 /6
Ocena autora

Opinie (144) ponad 20 zablokowanych

  • Po tytule spodziewałem się czegoś więcej (6)

    Po lekturze i zdjęciach jestem rozczarowany. Mały mielony z łyżką ziemniaków i buraków czyli danie z tanich składników i tanie proste w przygotowaniu 22 zł? Niewielki schabowy 36 zł??? Ciężko byłoby jeść tą domową kuchnię codziennie z rodziną.

    • 154 3

    • mielone

      rozumiem że to restauracja ale mielone i buraczki 22 zł, wole Akademicki Bar Mleczny albo Syrene za 12 zł :P zawsze smaczne

      • 46 2

    • Za drogo (3)

      4 zł schabowy, 0,7 zł ziemniaki 1 zł surówka. Razem 5,7 zł. 5,7/36=16. 16% taki mają food Coast. A uczciwy to 25%. Czyli schodowy powinien kosztować okolicy 24 zł. Chyba ktoś za szybko chce zarobić.

      • 30 2

      • 36 brutto (2)

        A food cost liczy się od ceny netto znawco.

        • 1 4

        • nie ma znaczenia

          • 4 1

        • Jak składniki były brutto, to i całość powinna być.

          • 1 0

    • strasznie drogo jak na bar osiedlowy

      • 33 0

  • (3)

    A ta mazia obok mielonego to co to?

    • 54 0

    • Ciasto właśnie dlatego zostało polecone przez obsługę;za długo leżało w witrynie. A wogóle to raczej sami ciast nie pieką.

      • 27 0

    • Obstawiam że to jest krem balsamiczny

      • 7 0

    • Jadam tam codziennie

      Ale teraz po negatywnej ocenie rozważę inny lokal. Normalnie to mi smakowało, ale widzę, że lokal jest już passe. Chodzę tylko do modnych knajp. Swoją drogą to poprzedni właściciele zrobili interes życia sprzedając ten lokal. Pozdrowienia dla lokalnych celebrytów.

      • 3 1

  • Nie róbcie cyrku. (3)

    Schabowy za 36 zł? Naprawdę? Schab już jest produktem premium?
    Żeberka są droższe, a można w knajpach je zjeść za mniej niż 40 zł. No i żebra raczej są pomijane przy nastrzykiwaniu mięsa guanem wszelkiego rodzaju.
    Warto zauważyć, że schabu jest w dyskontach na potęgę, i to po 9 zł/kg. Nawet!
    A żeberka nie schodzą poniżej 20 zł/kg i nie ma ich wszędzie. Przypadek?

    • 115 1

    • "nie somdzem somsiedzie"

      Hue hue hue

      • 2 4

    • W tej chwili tak, schab już jest premium... :(

      Pamiętaj, że trendy prowadzą nas do głowizny, ogonów i skórek z ziemniaków...

      • 9 1

    • Odwieczny problem cen

      Polacy są zbyt biedni na stołowanie się w mieście

      • 1 1

  • (10)

    Powiem jedynie tyle, że tak powinny wyglądać normalne posiiłki.

    • 11 46

    • Biorąc pod uwagę na jakich peryferiach znajduje się knajpa i że są to w zasadzie dania typowo barowe to jest zdecydowanie za drogo. Knajpa nie przetrwa z takimi cenami.

      • 30 2

    • Posiłek z mięsem to nie jest normalny posiłek. To posiłek okupiony krwią i cierpieniem zwierząt. (7)

      • 6 22

      • Rośliny też cierpią tak biorąc sprawę.

        • 8 3

      • Posiłek wegański jest okupiony krwią i cierpieniem ludzi, więc? (4)

        • 9 6

        • najbardziej draznia mnie hipokryci jedzacy jedną reką miesko na obiad, drugą ręką głąszcząc w tym czasie psa. (3)

          • 2 5

          • Zwłaszcza w Chinach.

            • 4 0

          • co ma piernik do wiatraka? (1)

            Jedzą psy?Ani krowa ani świnka nie są moimi siostrami. Nie mam do niej stosunku emocjonalnego ale do własnego kota lub psa owszem. To tak jak z dziećmi, lubię tylko swoje.

            • 5 1

            • To cudze byś zjadła?

              • 5 1

      • Żart?

        • 0 0

    • Owszem.

      Ale w szpitalu. Nie restauracji.

      • 7 1

  • (2)

    nie utrzymają się, ceny dań głównych i zupy przesadzone, schabowy za 36 i mielony za 22, watrabki tyle co o ile za tę cenę !!! wygórowana cena schabowy max 24 mielony 17-to może by cos z tego było, skoro ma być to bistro lokalne -rodzinne to i ceny winny być umiarkowane

    • 57 0

    • Żeby artykuł wylądował tutaj

      To ktoś musi za to zapłacić. Potem to jest przenoszenie na klienta.

      • 11 1

    • Masz racje , ale za takie małe porcje to za mielonego góra 12 zł a schabowego 18 zł.

      • 9 0

  • (2)

    "menu dedykowane jest rodzinom z dziecmi" - znalazla tam Pani dedykacje? Prosze sprawdzic znaczenie tego slowa przed niepoprawnym uzyciem go w artykule.

    • 70 1

    • To ja pomogę ;) (1)

      "Jan Miodek: Przeznaczać, a nie dedykować!
      Tego typu konstrukcji, w których czasownik dedykować znaczy tyle, co "przeznaczać", Polacy używają coraz częściej, mnie zaś takie przejawy oddziaływania angielszczyzny na nasz język irytują najbardziej. Na czym zaś polega ich istota? - Ano na tym, że oto jakiś wyraz funkcjonujący w polszczyźnie z dawien dawna w określonym znaczeniu, będący brzmieniowym odpowiednikiem słowa angielskiego, mającego w tamtym języku jeszcze inne - szersze lub węższe - znaczenie, nagle w tym właśnie nowym znaczeniu zaczyna u nas funkcjonować.
      Dedykować to przecież "ofiarować, ofiarowywać, poświęcić, poświęcać komuś coś, np. wiersz, powieść, film" (tę piosenkę dedykuję moim rodzicom) - czytamy np. w Uniwersalnym słowniku języka polskiego pod red. prof. Stanisława Dubisza (Warszawa 2003, t. 1, s. 564). Tak rozumie ten czasownik przeciętny użytkownik polszczyzny. Angielskie dedicate to brzmieniowy i semantyczny odpowiednik naszego dedykować, który jednak może być także użyty w szerszym znaczeniu "przeznaczać" (Jan Stanisławski, Katarzyna Billip, Zofia Chochołowska, Podręczny słownik angielsko-polski, Warszawa 1981, s. 181). Otwarcie się Polski na świat po roku 1989, silniejsze kontakty językowe, a przede wszystkim coraz lepsza znajomość angielskiego sprawiły, że i w polszczyźnie zaczyna się to szersze znaczenie utrwalać - zwłaszcza w tekstach technicznych, elektronicznych czy ekonomicznych - jak choćby ten przywołany na początku dzisiejszego odcinka. Do opisanego zaś procesu ewolucji znaczeniowej czasownika dedykować w pełni się odnoszą słowa Andrzeja Markowskiego i Ewy Rudnickiej z artykułu Dwugłos w sprawie kultury języka polskiego dziś: "Jest zasadnicza różnica między tym, co działo się w języku niegdyś, a tym, co obserwujemy dzisiaj. Jest to różnica ilościowa: współcześnie wszelkie zmiany, także te, które przynajmniej niektórzy Polacy uznają za szkodliwe, niebezpieczne dla języka, są wskutek istnienia mass mediów upowszechniane błyskawicznie. Doskonale widać to na przykładzie kariery modnych słówek i powiedzeń. Innowacje są powielane, co sprzyja ich utrwalaniu się w języku. Tego dawniej nie było, zmiany nie docierały tak szybko do wszystkich użytkowników języka. Sytuacja dzisiejsza utrudnia więc skuteczną działalność kulturalnojęzykową, gdyż często innowacja wchodzi do uzusu (powszechnego), zanim normatywista wypowie się na jej temat" (w: Język żyje. Rzecz o współczesnej polszczyźnie pod red. Kazimierza Ożoga, Rzeszów 2009, s. 23-24)."

      Problem jest jednak szerszy, bo w ilu reklamach słychać to nieszczęsne "dedykowanie" to ja już nie jestem w stanie zliczyć...

      • 28 1

      • Podobnie jest ze słowem tiara zamiast prawidłowego - diadem.

        tak piszą dziennikarze ( dziennikarki), którzy nie widzą różnicy między księżną a księżniczką.

        • 8 0

  • (1)

    Pójście na mielonego do knajpy.... Niezły challenge

    • 61 3

    • Nie zrobie chelendza

      W d*pie nam czekendza

      • 2 2

  • widziałem tam jedzącego psa a nie mam zamiaru jadać ze zwierzakami (5)

    do nie widzenia

    • 33 25

    • Zakaz wstępu dla takich ludzi.. (2)

      Tacy jak Pan mają zakaz wstępu do Magla Towarzyskiego. Lokal jest jak najbardziej przyjezny zwierzętom .

      • 9 21

      • Jest przyjazny zwierzętom podając jednoczesnie zwierzęta na talerzach ? Nie bardzo rozumiem taką logikę. (1)

        • 9 6

        • Świnia,

          • 3 0

    • Dzięki za informację. (1)

      Nie uczęszczamy z rodziną do lokali gdzie sierść fruwa w powietrzu i można ją znaleźć na talerzu.
      A jeszcze jak widać po opisie wizyty i zdjęciach że to lokal typu bar mleczny z cenami restauracyjnymi.

      • 17 8

      • nie wiesz o czym piszesz

        a o działalności barów mlecznych nie masz pojęcia.

        • 2 9

  • Nachalna promocja spozywania mięsa. (4)

    • 8 35

    • Jak dla mnie mozedz sie odzywiac brukwia,burakami pastewnymi itp

      • 3 1

    • Tylko mięsko, pół krwiste oczywiście (1)

      • 1 0

      • Odrodzisz sie jako serwisant toi toiów, warszawiaku.

        • 1 0

    • i do tego wieprzowiny,fuj

      • 0 0

  • Hmm (3)

    Z takimi cenami to nie na małym kacku.
    Schabowego za tyle samo mozna zjeść na monciaku i to całkiem sporą porcję.

    • 56 2

    • (2)

      Lokal jest w miejscu gdzie ludzie dużo uwagi zwracają na jakość jedzenia , miso czy jaja z wolnego wybiegu, miód ze sprawdzonej pasieki.... a to wszystko niestety kosztuje . ..

      • 4 9

      • Zaraz, macie schab wieprzowy z wolnego wybiegu?

        • 14 1

      • w Lidlu też sprzedają jaja z "wolnego wybiegu", a mięso pochodzi od "lokalnych dostawców".... to nie jest żaden argument

        • 10 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

BUFET WŁOSKI Pasta e Vino
BUFET WŁOSKI Pasta e Vino
degustacja
g. 18:00 - 22:30
Sopot, Sheraton
Brunch z Merą
Brunch z Merą
degustacja
g. 13:00
Sopot, Sopot Marriott Resort & Spa
Muzyka na żywo
Muzyka na żywo
muzyka na żywo, degustacja
g. 18:30
Gdańsk, Oranżeria

Rozrywka

Kultura

Nowe Lokale

Wkrótce otwarcie