Wiadomości

Krzysztof Ilnicki z "Bake off": Widz chce czegoś pozytywnego

"Dziś już nie widzę kamery i wiem też jedno, choć to truizm: nie da się nikogo udawać, trzeba być sobą, bo tylko w taką wersję uwierzy widz."
"Dziś już nie widzę kamery i wiem też jedno, choć to truizm: nie da się nikogo udawać, trzeba być sobą, bo tylko w taką wersję uwierzy widz." fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

- Gdy nakręciliśmy pierwszą edycję byłem przekonany, że na tym skończymy, ale decyzja o piątej edycji dla dorosłych i pierwszej dla juniorów świadczy o czymś innym - widz jednak potrzebuje pozytywnych rzeczy, nie tylko agresji i krzyków - mówi Krzysztof Ilnicki, mistrz cukiernictwa z Gdańska, właściciel UMAM patisserie, jeden z jurorów kulinarnego programu "Bake off - ale ciacho!".



Alicja Olkowska: "Bake off - ale ciacho!" to twoja pierwsza przygoda z telewizją. Jak trafiłeś na plan programu?

Czy po obiedzie/kolacji w restauracji zamawiasz na koniec deser?

tak, niemal zawsze, to fajnie zakończenie spotkania 11%
tak, jeśli tylko jestem jeszcze w stanie coś zmieścić... 33%
rzadko, to musi być wyjątkowa uczta 29%
raczej nie, chyba że ktoś mnie namówi 17%
nie, nigdy, to mi nie pasuje 10%
zakończona Łącznie głosów: 222
Krzysztof Ilnicki: To zabawna historia. Pani, która odpowiadała za casting, na który zostałem zaproszony, zdradziła mi, że zadzwonił do nich Wojciech Amaro i powiedział, że muszą się ze mną skontaktować. Co ciekawe, Wojciech Amaro nie należy do moich znajomych, choć kiedyś, o mały włos bym pracował u niego w restauracji Amber Room w Warszawie, ale ostatecznie nie nawiązaliśmy współpracy. I to tak naprawdę wszystko, co mnie w tamtym momencie z nim łączyło: jedna rozmowa o współpracy, do której ostatecznie nie doszło.

I co, tak od razu przed kamerę?

Początkowo był z tym problem, musiałem się wszystkiego nauczyć. Jeśli zestawisz moje występy z pierwszego sezonu programu z tymi z np. trzeciego zobaczysz, jak wielką przeszedłem transformację. Od stresu, który mnie blokował, do pełnego luzu, który wywołuje wręcz słowotok (śmiech).

Dziś już nie widzę kamery i wiem też jedno, choć to truizm: nie da się nikogo udawać, trzeba być sobą, bo tylko w taką wersję uwierzy widz.

Zobacz także: Idealny deser - w czym tkwi jego sekret?

Ale ta wiedza pewnie przyszła z czasem. Jakie zatem były początki na planie?

Były gehenną (śmiech). Wszystkie zapowiedzi w odcinkach były napisane. Podkreślam: były, bo już nie są pisane dla mnie. Nie byłem w stanie się ich nauczyć, blokowałem się i całe studio, musieliśmy powtarzać scenę wiele razy. Świadomość, że wstrzymuję nagranie jeszcze mocniej mnie hamowała, wszystko się napędzało. Aż w końcu reżyser do mnie powiedział: Krzysiek, zignoruj te zapowiedzi i mów to, co myślisz. I ruszyło, dalej poszło jak z płatka.

Przyjmuje się, że około 35 proc. klientów zamawia deser, czyli coś, co nie jest obowiązkowe, dla wielu jest zbytkiem lub bez czego możemy się spokojnie obejść. Trochę podobnie jest z pieczeniem.

Polacy potrafią w ogóle piec?

Gotowanie jest podstawą, musimy przecież jeść, ale deser zawsze był gdzieś obok, także w restauracjach. Standardowo przyjmuje się, że około 35 proc. klientów zamawia tam deser, czyli coś, co nie jest obowiązkowe, dla wielu jest zbytkiem lub bez czego możemy się spokojnie obejść. Trochę podobnie jest z pieczeniem. Dużo łatwiej jest skompletować dwunastu uczestników do programu kulinarnego niż cukierniczego. To widać na castingach. Nie zapraszamy do "Bake off - ale ciacho!" uczestników na pierwszy casting do Warszawy, ale ruszamy na ich poszukiwania w Polskę.

Gotuję tylko trochę, zdecydowanie lepiej czuję się w cukiernictwie. Ale wiem, że jak coś w gotowaniu popsuję, to dość łatwo mogę to naprawić, np. jak przesolę, to dorzucę ziemniaka. Z cukiernictwem tak się nie da. Jak już ktoś coś popsuł, to potrzeba naprawdę dużych umiejętności i świadomości produktu, żeby uratować deser.

Zobacz także: Fotografia kulinarna ma znaczenie

Programy takie jak "Bake off - ale ciacho!" mogą to zmienić?

Program powstał w Wielkiej Brytanii, dla BBC, więc jest to format zagraniczny. W oryginale składa się z trzech konkurencji: technicznej, którą zadają jurorzy, autorskiej, która bazuje na temacie przewodnim odcinka, i tzw. showstopper, czyli uczestnicy przygotowują najbardziej okazałe i fantazyjne konstrukcje cukiernicze, coś absolutnie zaskakującego. W polskiej edycji nie ma tego, ponieważ nasza kultura cukiernictwa domowego jest odrobinę zaśniedziała, zatrzymała się na czasach PRL-u. Musi jeszcze upłynąć trochę czasu, aby to się wyraźnie zmieniło.

Jako naród otworzyliśmy się na kuchnię, chętnie gotujemy w domu, odkrywamy nowe kuchnie, chodzimy do restauracji, zaczynamy naprawdę rozumieć produkty. Ale nadal cukiernictwo jest na końcu. Ta moda jednak do nas dotrze, ale z opóźnieniem.

W polskiej wersji, jak już wspomniałem, nie ma showstoppera. Jest za to przerwa, a potem część, która pokazuje, jak technicznie zrobić konkurencję, którą uczestnicy mają już za sobą, czyli jak poprawnie wykonać deser. To jest przydatny instruktaż, bo widzowie mogą we własnej kuchni w domu, krok po kroku zrobić to samo, co w programie.

Zobacz także: Wielka degustacja deserów z Krzysztofem Ilnickim

Telewizja często idzie w parze z rozpoznawalnością, a ta z hejtem, zwłaszcza w internecie. Rozważałeś przed dołączeniem do programu, że anonimowi widzowie będą krytykować ciebie i twoje wyroby?

Hejt jest chyba obecnie wpisany we wszystko, co robimy. Jeśli się upublicznisz, nawet swój firmowy profil w mediach społecznościowych, zawsze pojawi się hejt. Nie śledzę takich komentarzy. Z drugiej strony, cały czas rośnie nam baza klientów...

A prywatnie? Odczułeś popularność?

Jestem krótkowidzem (śmiech). Bywam też rozkojarzony, więc raczej tego nie zauważam, ale gdy idę ulicą z żoną lub znajomymi wspominają, że ktoś np. wskazał na mnie, rozpoznał. Mimo wszystko wydaje mi się, że to jednak nadal nisza, więc nie przeszkadza mi mała skala rozpoznawalności. Miło mi, gdy dzieciaki podchodzą i proszą o wspólne zdjęcie, zwłaszcza gdy jeszcze dodają, że oglądają program i lubią piec.


A co do dzieciaków: ta jesień przyniosła nową edycję "Bake off", w której występują mali cukiernicy. Co jeszcze czeka widzów?

Tak, to prawda. Dzieci głównie zajmują się rzeczami pieczonymi, mniej tu czekolady, ale to nadal jest wyzwanie. Mimo że jest to program dla dzieci i o dzieciach, to jestem pewny, że niejeden dorosły miałby problem z wykonaniem naszych receptur.

Czym się różni "Bake off - ale ciacho!" od innych kulinarnych programów?

Przede wszystkim my nie doszkalamy ludzi, czyli z taką wiedzą, z jaką weszłaś do programu, z taką się pojawisz. Nie nauczamy cały czas, wchodzę i wychodzę w trakcie konkurencji, nie mam jako juror kontaktu z uczestnikami po programie - mieszkamy w osobnych hotelach i spotykamy się tylko na planie. Mój kontakt z nimi jest mocno ograniczony.

To jeden z tych programów, co zmienia uczestników i ich życie?

Tak, bo niektórzy dostali wiatru w żagle: otwierają własne cukiernie, szkolą w cukiernictwie dzieci, cały czas działają. Wykorzystują szansę, którą dał im program.

W Wielkiej Brytanii nakręcono już kilkanaście edycji "Bake off". Ten format pod względem oglądalności pokonuje inne tego typu produkcje, mimo że słychać głosy, że jest słodki do bólu. Tutaj nikt nie krzyczy na uczestników, nie przeklina. Gdy nakręciliśmy pierwszą edycję byłem przekonany, że na tym skończymy, ale decyzja o piątej edycji dla dorosłych i pierwszej dla juniorów świadczy o czymś innym - widz jednak potrzebuje pozytywnych rzeczy, nie tylko agresji i krzyków. W "Bake of - ale ciacho!" to znajdzie.

Będzie smacznie! Kulinarne wydarzenia w Trójmieście w najbliższym czasie

Opinie (20)

  • BRAVO

    czy ilnicki z,to pana brat

    • 2 2

  • usmiech schetyny (4)

    z tych zdjec to naprawde fajny szef. ciekawe czy w robocie tez sie tak caly dzien usmiecha do pracownikow?

    • 7 2

    • (2)

      rola szefa nie jest ciagle usmiechanie sie do ludzi oni maja zrobic swoje i juz, czym wiecej sie do nich usmiechasz tym mniej robia- tak to wyglada w naszym kraju nie wazne jaki zawod

      • 1 1

      • czyli co? usmiecha sie sztucznie do kamery? (1)

        no ładnie ładnie

        • 1 1

        • akamera to jego pracownik?
          ja sie usmiecham do zony, przyjaciol, a do ciebie bym sie nie usmiechnal.

          • 2 3

    • tak :D

      • 0 0

  • super

    potrzeba nam wiecej pzytywnych ludzi :)

    • 12 1

  • Na zdjęciu uśmiech.

    W programie bake off wielki znawca. Widać po jego sposobie bycia, że ciężki z niego szef. Nie chciałbym z nim pracować.

    • 7 9

  • program a czlowiek (1)

    Kiedys ogladalam a dzis to porazka
    Aby byc expertem w tej branzy nie tylko lans sie liczy ale takze smak i estetyka Niestety niektorym brak nawet tego :(

    • 0 6

    • Beznadziejny komentarz, bo z samych ruchów widać precyzję, znawstwo i profesjonalizm u p. Krzysztofa, no może u Michała Brysia wygląda to nieco inaczej ale to nie z tym ostatnim jest wywiad.
      Wyraźnie się obnażyłeś, że nigdy lub ledwie kilka razy coś udało ci się upiec i niekoniecznie dobrze.

      p.s. cukiernictwo to precyzja.
      Jeśli w przepisie jest 100 g cukru, to tyle ma być, mają być 3 jajka to 3 a nie 4 czy 2.
      Oczywiście coś wyjdzie ale nie to co się zamierzało, w tym tkwi różnica i znawstwo, szczerze mówiąc często nie doceniane.

      P.S.2. Są oczywiście chwalipięty ale cukiernik to mało popularne na razie zjawisko, więc taka krytyka póki co bardzo mocno na wyrost.

      • 0 0

  • Miło się czyta

    Jaki pozytywny człowiek i pozytywny wywiad.. miło się czyta!

    • 7 2

  • Jedzcie wiecej slodkiego

    a potem zdziwienie jacy grubi

    • 5 6

  • Lubie oglądać Bake Off

    w odróżnieniu od programów typu "miszcz patelenki" z jednego jedynego powodu, widząc tylko to co nam pokażą, jestem w stanie wyobrazić sobie ten smak, oczywiście nie zawsze a w większości przypadków.
    Chodzi o pamięć smaku, czyli cukier, czekolada, wypieki czyli ciasto, krem na bazie śmietany, lukier, malina, inne owoce, jak smakuje karmel i przypalone ciasto itd to wszystko mamy w pamięci, więc jesteśmy w stanie mniej więcej dopowiedzieć sobie smak.
    Tego w programach gdzie głównie drze się ryja albo bezczelnie łże prezentując danie jurorom, nie ma, bo tam kombinacji smakowych jest nieograniczona ilość.
    Cukiernictwo jednak w porównaniu do przeciętnej kulinarnej umiejętności, to jednak precyzja i zgoda z p. Krzysztofem, że w daniach da się czasem coś uratować w cukiernictwie najczęściej zły wypiek idzie do kosza.

    • 1 0

  • ??? (1)

    Niestety ceny wyrobów w jego cukierni na osiedlu Garnizon są horendalnie wysokie.
    Cena nie odzwierciedla jakości i wielkości wyrobów.

    • 5 11

    • 12-15 zł za te cuda to jak za darmo. Jestem w UMAM prawie codziennie.

      • 3 4

  • Uwielbiam Pana...

    Właśnie za klasę, grzecznosc....

    • 5 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Bary i puby komentują obecną sytuację
Bary i puby komentują obecną sytuację
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest

Kultura

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Hasztagi na plakaty. O czym i do kogo krzyczą protestujący?
O czym i do kogo krzyczą protestujący?

Nowe lokale

Umiko Sushi

Sushi
Gdynia
Świętojańska 130

Palec do budki

Pizzerie
Gdańsk
Śląska 17A

NOI pizza i wino

Pizzerie
Gdańsk
Obrońców Wybrzeża 3C/U13-14