• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Test Smaku: Lavenda ma duży potencjał

Beata Testsmaku
4 marca 2015 (artykuł sprzed 7 lat) 
Opinie (43)
Najnowszy artykuł na ten temat Test Smaku: niebanalne i smaczne Dwie Zmiany

W kolejnym odcinku cyklu Test Smaku odwiedzamy kawiarnię Lavenda Cafe & Galeria zobacz na mapie Gdyni w Gdyni. W ubiegłą środę pisaliśmy o sopockiej Pomarańczowej Plaży, za tydzień w środę opiszemy nasze wrażenia z restauracji Bohemia w Gdańsku (już tam byliśmy). Nasze recenzje są subiektywne, ale szczere - wszystkie restauracje odwiedzamy anonimowo, bez zapowiedzi i na własny koszt.



Lavenda Cafe & Galeria to niewielki lokal w Gdyni, w którym połączono kawiarnię, niewielkie bistro i kameralną galerię, w której można podziwiać prace młodych artystów z dziedziny fotografii, malarstwa i ceramiki.

Niewątpliwie owe dzieła dodają uroku i niepowtarzalnego klimatu temu wnętrzu. W ogóle wystrój zasługuje na pochwałę. Jest jasno, estetycznie, przytulnie. Z wielkim smakiem i wyczuciem dobrano wszelkie dekoracje. Bardzo lubię takie aranżacje, które sprawiają, że człowiek może poczuć się swobodnie. Z niczym nie przesadzono, dzięki czemu stworzono naprawdę bardzo ładne miejsce. Głównym elementem wystroju jest ceglana ściana, którą połączono z białymi deskami. Za barem stoi kredens, na nim słoiki z różnymi mieszankami herbat. Stoły ozdobiono flakonikami z lawendą. Na półce pod ścianą poukładano książki, gazety i kilka akcesoriów dla dzieci. Fakt, jest tutaj ciasno, zwłaszcza, gdy do lokalu zawita mnóstwo gości.



Menu jest proste i inspirowane w dużej mierze kuchnią śródziemnomorską. Właściciele deklarują, że "potrawy przygotowywane są codziennie ze świeżych składników, a w kuchni króluje włoska zasada materia prima, co oznacza, że produkty wykorzystywane do przyrządzania dań poddawane są tylko lekkiej obróbce". Obietnica niewątpliwie bardzo istotna. W Lavendzie można zjeść zupy, bagietki, kanapki, makarony, tarty i sałaty, które są specjalnością lokalu. Nie zabrakło również przeróżnej maści ciast i tortów.

Zdecydowaliśmy się na:
- Zupę krem z pietruszki (12 zł);
- Bagietkę z indykiem, grillowaną papryką, strączkami groszku cukrowego i sosem jogurtowym curry (15 zł);                                                          
- Sałatę Verde z grillowaną piersią z kurczaka, karmelizowanymi orzechami laskowymi, awokado, kiwi, ogórkiem, selerem naciowym i domowym sosem winegret (28 zł);
- Sałatę z pieczonym łososiem, pieczonymi talarkami ziemniaków, rzodkiewką, ogórkiem, kiełkami rzodkiewki, cykorią na kompozycji różnych sałat z domowym sosem jogurtowo-koperkowym (35 zł);
- Gnocchi z grillowaną polędwiczką wieprzową, sosem podgrzybków i kompozycją sałat (36 zł);
- Tartę z gruszkami, malinami i białą czekoladą (12 zł);
- Herbatę miodowo-imbirową (8 zł).

Najpierw skosztowaliśmy zupy kremu z pietruszki, która w pełni sprostała naszym wymaganiom. Była taka, jaką lubimy najbardziej. Pełna aromatu, z idealnie wyczuwalnym smakiem warzywa, z którego przygotowano potrawę, nie za ciężka, a przy tym sycąca i pozostawiająca w ustach przyjemny, orzeźwiający posmak. Słyszeliśmy kiedyś, że to właśnie zupy przygotowywane są w Lavendzie po mistrzowsku. Owa opinia, na szczęście, nie okazała się tylko plotką.



Popularnymi daniami w Lavendzie są różne wariacje na temat sałat, które podaje się w dużych miskach w towarzystwie grzanek. Postanowiliśmy spróbować, jak te specjały będą nam smakowały.
Pierwsze sałatowe połączenie to: pieczony łosoś (Jest go raptem 100 g, więc nie najecie się nim za bardzo. Jeśli chodzi o jego ilość w stosunku do ilości innych składników to, w moim odczuciu, coś się zachwiało z proporcjami. Ryby trzeba szukać między liśćmi, a i te poszukiwania na niewiele się zdają, bo po prostu łososia jest mało); pieczone talarki ziemniaków (To znaczy cztery krążki. Owszem smaczne, ale to nawet nie jest cały ziemniak!), rzodkiewka, ogórek, kiełki rzodkiewki, cykoria, kompozycja różnych sałat (wszystkie warzywa świeże, chrupiące, pachnące, dobrej jakości), domowy sos jogurtowo-koperkowy (Bez smaku, mdły, nieprzyprawiony. Kompletnie nieudany). Także ta sałatowa wariacja nie skradła naszego podniebienia. Szkoda, bo za taką cenę liczyliśmy na coś "ekstra".



Na szczęście kolejna sałatowa propozycja była o wiele lepsza. Sałata Verde z grillowaną piersią z kurczaka (I to w ilości całkiem pokaźnej. Do smaku też nie mamy zastrzeżeń), karmelizowanymi orzechami laskowymi (bardzo ciekawe urozmaicenie), awokado, kiwi, ogórkiem, selerem naciowym i domowym sosem vinaigrette (sos, w przeciwieństwie do jogurtowo-koperkowego, był pyszny i nadał sałatce wyrazistości).Tę kompozycję możemy śmiało polecić.



Następne danie, czyli gnocchi z grillowaną polędwiczką wieprzową, sosem podgrzybków i kompozycją sałat to bardzo udana potrawa, którą szczerze się zachwyciliśmy. Miękkie, niegumiaste, przyjemnie doprawione kluseczki, do których nie dodano przesadnej ilości mąki. Do tego soczysta, świetnie wypieczona polędwiczka i ten sos... pełen aromatu grzybów. Taki uczciwy, prawdziwy, bez zbędnych dodatków. Dosłownie domowy sos, który w dzieciństwie wyjadało się z babcinego garnka. Pyszne.



Bagietka to na pewno potrawa na mniejszy głód lub śniadanie, bo na obiad może być ciut za mała. Pieczywo wypiekane jest na miejscu, co czuć w każdym kęsie. Nasze połączenie składało z cienkiego plastra soczystego indyka, grillowanej papryki, strączków groszku cukrowego i sosu jogurtowego curry. Ciekawa kompozycja. Fakt, ja nie przepadam za curry, ale moi współbiesiadnicy byli zadowoleni.



Oczywiście obiad trzeba zakończyć na słodko. W Lavendzie zjedliśmy tartę z gruszkami, malinami i białą czekoladą na kruchym nie za słodkim cieście. Owoce lekko kwaśne, o konsystencji galaretki, a czekolada dodała słodyczy. Nie był to ciężki deser. Świetnie wyważono wszelkie smaki. Tarta doskonale smakowała z orzeźwiającą miodowo-imbirową herbatą.



Trzeba przyznać, że Lavenda to popularne miejsce. Imponująca była liczba gości, którzy w niedzielne popołudnie zajadali się w przysmakach lavendowej kuchni. My również jesteśmy usatysfakcjonowani. Oprócz jednej sałatki wszystko nam smakowało i na pewno będziemy tutaj wracać. Obsługa też przyjemna, bardzo zabiegana i zapracowana, ale radząca sobie z tłumem wymagających gości. Myślę, że Lavenda cafe & Galeria to jedno z nielicznych miejsc w Gdyni, które ma duży potencjał i serwuje dość ciekawe połączenia smaków i aromatów.

Podsumowanie
Lavenda Cafe & Galeria to doskonałe miejsce na śniadanie, lunch, obiad, czy kawę i ciastko.
Jedzenie jest smaczne i świeże. Ceny? Kwestia gustu i portfela. Za niektóre potrawy można byłoby żądać mniej.
Atmosfera przyjemna, swobodna, ale w porze obiadowej i w weekendy jest tutaj dość ciasno i głośno.

Pierwsze wrażenie: 100 proc.
Aranżacja/wystrój: 90 proc.
Atmosfera: 85 proc.
Obsługa: 70 proc.
Estetyka dań: 80 proc.
Toalety: 90 proc.
Dla maluchów: 40 proc.
Smak: 85 proc.
Cena/zadowolenie: 80 proc.

Ocena ogólna: 4.2


Cykl "Test Smaku" powstaje we współpracy z serwisem testsmaku.pl. Odwiedzając restauracje, bez zapowiedzi i na własny koszt, chcemy prezentować szczere spojrzenie na trójmiejską gastronomię. Doradzimy, gdzie warto się wybrać, a które miejsca omijać. Nowa recenzja co środę!
Beata Testsmaku

Miejsca

Opinie (43) 2 zablokowane

  • Fajny lokal chętnie wpadłbym na przetestowanie ale z Gdańska trochę daleko.

    • 11 5

  • Nie polecam

    Mieliśmy okazję wraz z mężem "skosztować" tart wytrawnych. Niestety prócz tego, że naprędce oba kawałki odgrzewane w mikrofali a co za tym idzie gąbczaste i niezjadliwe niczego dobrego nie powiem o serwowanych daniach. Sałatka podawana do kawałków tarty dyniowej mega kwaśna i oblana taką ilością sosu, że sałaty trudno tam odnaleźć. Jedynie herbata ratowała honor knajpki. Obsługa, eh... chyba za karę w tym miejscu pracuje :(

    • 19 11

  • (15)

    Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że te rzekome testy, są niczym innym jak "ustawkami" mającymi rezonować lepszą koniunkturą w wybranych lokalach a przy okazji, nieco klientów utrącić tym niepokornym.
    Tak po prawdzie, to w żadnym z dotychczasowych lokali ani menu ani wystrój ani sposób podania, nie różni się od siebie jakoś specjalnie, co oznacza iż recenzja dotyczy tego samego typu lokali oraz tego samego menu. Nic tu zatem więcej nie poznamy, prócz cen na te same lub niemal te same dania.
    Na pewno nie jest to kuchnia odkrywcza a wręcz będąca jedynie wtórną wersją, stylu kulinarnego, uprawianego od ok. 30 lat.
    Warto nadmienić, że autorka prowadzi tu nieco nachalną propagandę i manipulację poprzez naprowadzanie sugestii, co rzekomo ma być dobre a co nie.
    To jak nawiązanie do treści zawartej u autorki przed paroma tygodniami odnośnie barów osiedlowych. Dania serwowane w takich obiektach są tej samej jakości co dania serwowane w lokalach powyżej opisywanych w ramach Testu Smaku. Jest wiele doświadczeń, z których jasno i precyzyjnie wynika, że dokładnie takie same dania raz podane w barze na ceracie z zwykłymi sztućcami i nazwami w menu niezbyt wyszukanymi, typu pierś panierowana, będą uchodzić za dania byle jakie, czasem niesmaczne, ubogie itd, natomiast kiedy się je poda (dokładnie te same, tak samo sporządzone ręką tej samej osoby) w lokalu z obrusami, świecami na stole, na fantazyjnym talerzu i pod nazwą sznycel drobiowy w kruchej aromatycznej panierce, stanowić będą niezapomniane doznania kulinarne iraz zachwyty nad wysoką jakością oraz akceptację dla wydania kasy kilka razy większej niż w poprzednim przykładzie.
    Tak to bowiem działa, SUGESTIA a nie, zmyślone subiektywne smaki.

    • 51 22

    • Bo najważniejszy jest tu ten kleks z sosu. (12)

      Takiego kleksa trzeba "umić" postawić :)
      A jak go stawia sam Bartolini Bartłomiej herbu zielona pietruszka to możemy śmiało doliczyć 300% marży.
      Dziś nie przyczepię się do jedzenia.
      Numerem jeden zostaje sztuczny tłok nieobecny w innych odwiedzanych przez autorkę lokalach.

      • 9 13

      • No

        Z tego co się orientuję zdjęcia wnętrz robią następnego dnia po wizycie testerki.

        • 9 8

      • Gdybyś był bardziej inteligentny i błyskotliwy, (10)

        to byś zauważył, że zdjęcia są robione o różnych porach. To nie jest żaden sztuczny tłok, tylko zdjęcie zrobione w porze lunchu. Reszta zdjęć jest zrobiona tuż przed otwarciem lub zaraz po, nawet wszystkie światła jeszcze nie są zapalone.
        Ps. Nie dostań rozwolnienia od tego pisania postów i podszywania się pod moją osobę, bo jesteś bardzo nieudaną kopią.

        • 15 7

        • Nie ośmieszaj się. Gdzie to widać że zdjęcia są robione o różnych porach ? (9)

          Zapalone światła o niczym nie świadczą. Można je sobie zapalać i gasić jak się komu podoba do woli.
          I jakoś dziwne że wszyscy siedzą na dalszym planie, miejsca przy oknach gdzie wpada światło dzienne akurat są przypadkiem wolne. Żenada i tyle.

          Nie podszywam się pod nikogo a w szczególności pod ciebie. Nie mam najmniejszych szans stać się twoją kopią nikt nie doścignie takiej miernoty.

          • 5 15

          • Miernotą intelektualną jesteś ty, o czym świadczy twoja żenująca wypowiedź. (8)

            Ćwierćinteligent, który chciał zabłysnąć i sam sobie strzela z łuku w plecy.

            Mianowicie, może zacytuję: "I jakoś dziwne że wszyscy siedzą na dalszym planie, miejsca przy oknach gdzie wpada światło dzienne akurat są przypadkiem wolne. Żenada i tyle."

            Gdzie ty widzisz tam miejsca wolne przy oknie?? Gdzie ty na tym zdjęciu widzisz w ogóle miejsca i stoliki przy oknie?? hahaha Na zdjęciu z twoim rzekomym "sztucznym tłokiem" widać tylko jeden wolny, pojedyńczy stolik pod ścianą, który do tego jest stolikiem trzecim od okna i nie ma z oknami nic wspólnego, więc o czym ty piszesz? hahaha Takie tanie wypociny i argumentację na poziomie dosyć poważnego ograniczenia umysłowego, to możesz sobie uskuteczniać u siebie w domu, bo tu grając na inteligenta, dajesz tylko żenujący popis.

            • 11 3

            • Możesz nas wszystkich oswiecić jak można strzelić sobie samemu z łuku w swoje plecy ? (7)

              Przyjrzałem się jeszcze raz tym zdjęciom. Masz rację nie widzę wcale wolnych miejsc. Widzę za to kolejkę stojącą pod drzwiami i falujący tłum hipsterów żądny sałaty okraszonej sosem balsamicznym:)

              Nie nakręcaj się zbytnio bo ci jeszcze ciśnienie skoczy.
              A tak na marginesie znasz topografię tego lokalu chyba lepiej niż własnego mieszkania, co daje trochę do myślenia.
              Może czas do pracy, zaraz otwieracie.

              • 6 12

              • Z każdym komentarzem jesteś coraz bardziej żeujący. (6)

                Cytuję: "Możesz nas wszystkich oswiecić jak można strzelić sobie samemu z łuku w swoje plecy ?"
                - po pierwsze nie używaj zwrotu "nas wszystkich", bo ograniczenie umysłowe dotyczy wyłącznie ciebie, a nie innych tu osób. Jeśli nie wiesz co to znaczy "strzelić samemu sobie z łuku w plecy" to określa to jasno twój poziom inteligencji i bardzo wąziutkich horyzontów.

                Po drugie, cytuję: "A tak na marginesie znasz topografię tego lokalu chyba lepiej niż własnego mieszkania, co daje trochę do myślenia"
                - gdybyś nie był półgłówkiem, to byś spojrzał na dwa kolejne zdjęcia, po tym zdjęciu ze "sztucznym tłokiem" i poznałbyś również topografię tego lokalu... ale co dla jednych jest podłogą, to dla ciebie jest sufitem.

                • 13 3

              • " bo ograniczenie umysłowe dotyczy wyłącznie ciebie, a nie innych tu osób" (5)

                A w którym to miejscu napisałem o czyimś ograniczeniu umysłowym ?
                Proszę nie wkładać mi w moje usta nie moich słów.

                Liczę też na logiczne wytłumaczenie tego strzelenia sobie samemu z łuku w plecy. Może jakieś odniesienie, bo mimo usilnych poszukiwań nie mogę nic nigdzie znaleźć na ten temat.
                Jak na razie to sam sobie strzeliłeś ale w stopę. A ja strzelam ci dodatkowo w kolano.

                Nie powinno się używać słownictwa jakiego się nie rozumie tylko po to aby udawać mądrego.

                • 3 8

              • ... (4)

                Szukaj, aż znajdziesz... ;) a ironię całokształtu twej postaci zwielokrotnia fakt, iż nie rozumiesz prostych przenośni, miernie trolujesz, a co do wkładania w usta czegokolwiek, to zwróć się w tej sprawie do swojego proboszcza, mnie w to nie mieszaj :] ...a teraz sio do garów!

                • 6 4

              • Brak logicznej odpowidzi i motanie się na każdym kroku. (3)

                Ironią sytuacji jest to że sam na własne potrzeby tworzysz jakieś zwroty których to znaczenia sam nie rozumiesz lub rozumiesz ale na swój sposób.
                A twoje teksty z proboszczem utwierdzają mnie w przekonaniu że nie masz nic konstruktywnego do powiedzenia i zostałeś zapędzony w kozi róg.
                Do szkoły gimbazo.

                • 2 5

              • Lubisz rozmawiać sam ze sobą publicznie? (2)

                Może mule zaszkodziły?

                • 3 4

              • Kibic z dala się nie wpier...... (1)

                • 2 4

              • Pier..., pier....

                ja posłucham.

                • 2 5

    • ceny troszkę z kosmosu ale zycze powodzenia - owce strzyże sie tak długo jak ma welne

      • 13 3

    • W jaki sposób

      wg kulinarnej nowomowy, opchnąć zwykłe "kopytka" nie za klika ale kilkadziesiąt złotych?, nazwać je "gnocchi" i zaszumieć rzekomą odmiennością.

      • 3 7

  • Lokal na wysokim poziomie (1)

    W Lavendzie bywam od trzech lat. Nie za często, bo to nie jest pospolity lokal. Uważam, że Lavenda serwuje wspaniałe dania. Są zawsze bardzo świeże i niezwykle smaczne. Menu się zmienia, ale zawsze jest wyjątkowe. Ceny są wyższe niż przeciętne w mieście, ale to jest zupełnie inny rodzaj lokalu i kuchni. Dania są przygotowywane indywidualnie dla każdego klienta, co daje się od razu zauważyć. Pani Właścicielka na bardzo wysokim poziomie kultury, zajmuje się każdym klientem. W tym lokalu zwraca się uwagę na wysoką jakość kuchni. Nie ma mowy o jakichkolwiek sztuczkach i nieuczciwych posunięciach. Uważam, że warto zapłacić trochę więcej i otrzymać znacznie więcej niż w przeciętnym lokalu.

    • 14 14

    • Proszę się nie ośmieszać

      Ta świeżość połowy produktów, ma zamrożone pochodzenie.

      • 6 2

  • Cóż gdyby ta sałatka z odrobiną łososia kosztowała nie 35 a 25 zeta to wciąż byłaby taka sobie a lokal by na niej i tak nieźle przycinał - tak jak jest teraz to dla mnie cenowo-produktowy przewał.

    • 23 1

  • Lavenda ma swój styl i atmosferę (2)

    Ale - można by trochę zjechać z cen...
    Jadłem tam sałatki, ciacha i tartę, wszystko super, bardzo miła obsługa, nietuzinkowy oryginalny wystrój (chyba najładniejszy w Gdyni), piękna toaleta...
    Jedyny duży minus - to wejście wprost na stoły.
    Brak parawanu, wiatrołapu(korytarza) powoduje w porze zimowo jesiennej nieprzyjemne chłodzenie po plecach.. ech.

    • 13 1

    • to zgodnie z wymogami musz mieć kurtyne powietrzną

      • 3 2

    • To ja się wybiorę dla tej toalety.

      Lubię odczepiać wagon w miłej atmosferze.

      • 4 4

  • Wygląda jak każdy inny lokal teraz.. gołe cegły i biały z szarym. (3)

    Ceny zdecydowanie przesadzone.

    A wiatrołap czy parawan są zdecydowanie wskazane w takich miejscach. Trochę nie rozumiem, dlaczego się ich nie montuje - zwłaszcza parawany nie zajmują duża przestrzeni. W Cyganerii zlikwidowano wiatrołapy. Nie dość, że po remoncie wygląda jak wszystkie "hipsterskie" knajpy teraz, to jeszcze jesienio-zimą wieje po plecach.

    • 14 10

    • Jak ci wieje po plecach, to zmień dietę :D (2)

      • 8 3

      • - Przestań gadać do siebie!

        - Ale ja nie gadam do siebie!
        - Gadasz, jesteś nienormalny!
        - Sam jesteś nienormalny, nie gadam do siebie!

        • 3 4

      • ...

        Ale jaja

        • 1 1

  • Polecam

    Lavendę polecam każdemu znajomemu. Świeże jedzenie i pyszne zupy. Szczególnie warto zwrócić uwagę na asortyment ciast, które zmieniają się co jakiś czas. Największym minusem jest to, że lokal jest dosyć mały. Polecam.

    • 6 4

  • (2)

    Tandeta to taki sam wystrój w każdym lokalu teraz.

    • 9 10

    • Mistrzu a jaki ma być wystrój? (1)

      • 2 4

      • Inny

        • 5 3

  • Dziennikarska zj*bka (1)

    Najpierw skosztowaliśmy zupy kremu z pietruszki, która w pełni sprostała naszym wymaganiom.
    Cóż za wysublimowana polszczyzna, Paniusia zapewne jadała wcześniej w najlepszych lokalach.
    A deska w WC konweniowała z tym wszystkim, była podgrzewana i samoczyszcząca czy raczej popularna znanych polskich firm?

    • 11 14

    • Jadła gorące kubki to się zna.

      • 4 7

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Bufet włoski - Pasta e vino

degustacja

Niedzielne Rodzinne obiady w My Place Gdynia

degustacja

Włoskie czwartki na 32 piętrze!

street food, pubbing

Nowe Lokale

Wkrótce otwarcie