• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Test Smaku: Morska wymaga kilku szlifów

Beata Testsmaku
20 maja 2015 (artykuł sprzed 7 lat) 
Opinie (57)
Najnowszy artykuł na ten temat Test Smaku: niebanalne i smaczne Dwie Zmiany

W kolejnym odcinku cyklu Test Smaku odwiedzamy restaurację Morska zobacz na mapie Sopotu w Sopocie. W ubiegłą środę pisaliśmy o Otwartej w Gdańsku, za tydzień w środę opiszemy nasze wrażenia z restauracji Trafik w Gdyni (już tam byliśmy). Nasze recenzje są subiektywne, ale szczere - wszystkie restauracje odwiedzamy anonimowo, bez zapowiedzi i na własny koszt.



Restauracja Morska znajduje się na parterze Willi Morskiej, poza słynną ulicą Bohaterów Monte Cassino. Dla niektórych to zaleta, dla innych wręcz przeciwnie. To niewątpliwie doskonały lokal dla osób, które chcą chociaż na chwilę odsapnąć od tłumów, bo miejsce wydaje się być ciche i nad wyraz spokojne jak na Sopot.

Szczerze mówiąc, przechodziliśmy obok Morskiej wielokrotnie i za każdym razem było w restauracji pusto. Zastanawialiśmy się dlaczego? Bo i wystrój wydawał się być przyjemny i karta dań całkiem ciekawa. Zrzucaliśmy winę na lokalizację. Może i jest blisko do centrum, ale niewiele osób się tamtędy przechadza. Cóż... poszliśmy, zjedliśmy i piszemy. I, co ważne, nasze nastawienie było bardzo pozytywne, chcieliśmy zaprezentować smaczne miejsce, o którym być może nie słyszeliście, a warto byłoby pokosztować tutejszych specjałów.

Wystrój, tak jak już wspomniałam, przyjemny, nieprzytłaczający, estetyczny, utrzymany w charakterze marinistycznym. Dominuje szarość, błękit, biel i brąz. Przy suficie wiszą bardzo modne ostatnio czarne kable. Niekwestionowanym "królem" lokalu jest wielki bar. Ciekawie prezentują się ścianki z różnokolorowych szyb. Jest ładnie i przytulnie.

Menu to ciekawie skonstruowana lista dań. Praktycznie każda potrawa to wymyślne połączenia kreatywnego szefa kuchni Adama Głowińskiego. Trzeba przyznać, że jego pomysłowość jest godna podziwu. Dlatego tym bardziej nastawiliśmy się na wyjątkowe doznania smakowe, wizualne i aromatyczne.

Na nasz stół trafiły:
- Krem z cukinii z białą czekoladą i marakują (19 zł);
- Bulion z kaczki z makaronem soba (19 zł);
- Szparagi z parmezanem (26 zł);
- Polędwiczka wieprzowa sous vide z puree z selera i pianą ze szpinaku (41 zł);
- Łosoś z pistacjami z puree z cukinii i kopru włoskiego, z bobem i quinoą (41 zł)
- Barwena z guacamole, baby szpinakiem i puree z batatów (43 zł);
- Ravioli z krewetkami, awokado, limetą, kolendrą i mascarpone (29 zł);
- Tarta na kruchym cieście z karmelem, orzechami i gorzką czekoladą (21 zł);
- Panna cotta z białą czekoladą, wanilią, truskawkami i pistacjami (19 zł);
- Sernik nowojorski (21 zł);
- Crème brulee z mango z lodami z marakui (19 zł);
- Lody imbirowo-wiśniowe i z mirabelki (8zł/gałka).

W ramach czekadełka przygotowano niewielki poczęstunek, który ułożono tuż przy wejściu na wysokiej półce. Szczerze mówiąc tylko się domyślamy, że te wszystkie pasty i pity nie były dekoracją, bo pani kelnerka nie udzieliła nam stosownej informacji.

Pozostając już przy temacie obsługi, musimy stwierdzić, że obsługująca nas pani, owszem, była sympatyczna i uśmiechnięta. Jednak to tyle z walorów, bo ani strojem (który był raczej pubowy, aniżeli elegancki i estetyczny), ani podstawową wiedzą na temat serwowanych dań nie zaimponowała nam w żaden sposób. Cóż, ewidentny brak szkolenia dał o sobie znać.

Jednak wrócimy do jedzenia. Krem z cukinii z dodatkiem białej czekolady bardzo smaczny, gęsty, delikatny, z wyraźnie wyczuwalną nutą czekolady, ale na tyle subtelną, że nie zdominowała ona cukinii. Bardzo ciekawa propozycja.

Podobnie jak wyrazisty bulion z kaczki, do którego podano cienki szaro-brązowy makaron soba, drobne, chrupiące grzyby enoki, słodki groszek cukrowy, delikatne kiełki fasoli i ostry marynowany imbir. Brzmi i smakuje orientalnie. Wszystkie smaki świetnie ze sobą współgrały. Oryginalna, bogata w różnorodne aromaty zupa. Dla miłośników egzotycznych połączeń.

Z niecierpliwością czekam zawsze na sezon szparagowy. Uwielbiam te wykwintne warzywa, które nie potrzebują wielkiej oprawy, aby były dobre. Najważniejsze, aby je odpowiednio ugotowano. Tak też było w Morskiej - szparagi miękkie, ale nierozpadające się, oprószone porządnym parmezanem. Z przyjemnością zjadłam i tym samym zainaugurowałam szparagowy czas w kuchni. Jednak to, co na pewno mnie nie urzekło, to wielkość i cena tejże porcji. Myślę, że każdy poczułby się trochę zawiedziony. Przypomnę, ta przystawka kosztowała 26 zł!

Łosoś, jak wiadomo, to jedna z najpopularniejszych ryb, a jej przygotowanie nie należy do skomplikowanych. Jednak, jak się okazało, można ją podać w taki sposób, aby pozostawiła niesmak. Niestety rybę zbyt długo pieczono i tym samym pozbawiono ją pożądanej soczystości. Po kilku kęsach miało się jej zwyczajnie dość. Na szczęście dodatki były całkiem do rzeczy. Puree z cukinii i kopru włoskiego, z bobem i quinoą (komosą ryżową) smakowało bardzo przyzwoicie i ciekawie. Jednak po łososiu w restauracji o zobowiązującej nazwie spodziewałam się o wiele więcej.

Kolejna ryba, której spróbowaliśmy, to barwena w towarzystwie puree z batatów, szpinaku i guacamole. Ryba niestety nie skradła mojego podniebienia i pozostała na talerzu. Puree całkiem smaczne, dobrze przetarte i słodycz batatów została odpowiednio przełamana, więc ów dodatek całkiem udany. Guacamole bardzo dobre. Jak i szpinak, który uwielbiam w każdej postaci.

Dość smaczną, aczkolwiek nie idealną, potrawą okazało się ravioli z krewetkami i awokado. O ile do farszu nie mamy zastrzeżeń, tak do ciasta niestety już tak. Było ono ciut za grube i zbyt gumiaste. Jednak drobno posiekane krewetki, połączone z awokado, mascarpone, limetką i kolendrą uratowały tę wariację na temat włoskich pierożków.

Polędwiczki wieprzowe to jedyne mięsne danie, które zamówiliśmy. Przygotowano je metodą (niezwykle ostatnio modną) sous vide. To dzięki temu sposobowi mięso powinno być bardzo soczyste i delikatne. Niestety z tą soczystością się nie udało, bo polędwiczki były raczej przesuszone. A szkoda, bo sam smak niczego sobie. Selerowe puree całkiem przyjemne, a piana ze szpinaku nadawała całości ciekawego charakteru. Konfitowane żółtko nie współgrało z resztą dania.

Desery. Spróbowaliśmy praktycznie wszystkich propozycji (to dzięki temu, że poszli z nami nasi przyjaciele). Konsystencja creme brulee przypominała raczej zwarzoną wersję tego deseru. Powodem zdecydowanie był dodatek mango, smak był dość osobliwy i niezadowalający. Sernik nowojorski puszysty, subtelny, nie za słodki. Zdecydowanie najciekawsza propozycja deserowa, którą zjedliśmy w Morskiej. Tarta niestety za słodka. Panna cotta smaczna i orzeźwiająca.

No i lody, o które trzeba pytać, bo nie ma ich, nie wiadomo czemu, w karcie. O tym, że jest możliwość zamówienia tychże smakołyków pani kelnerka również nas nie poinformowała. Czemu przygotowuje się tak różnorodne i pomysłowe smaki lodów, skoro większość gości nie ma szansy na ich spróbowanie? My spróbowaliśmy mirabelkowych, wiśniowo-imbirowych - dobre, przepełnione owocowym smakiem, w każdej gałce zamknięto aromat pysznych, soczystych owoców. Warte polecenia.

Po tak bogatej degustacji znaleźliśmy odpowiedź na pytanie, dlaczego jest tutaj tak pusto. Szczerze mówiąc, nie są to pozytywne wnioski. Gości trzeba czymś przyciągnąć, zachęcić, zaintrygować. W Morskiej może i jest ciekawa karta, może i szef kuchni jest kreatywny, ale porcje na pewno nie są satysfakcjonujące, a ceny nie do końca adekwatne do obecnego prestiżu tego miejsca. Bo restauracja ta ewidentnie pozycjonuje się w klasie eleganckiej restauracji z nowatorską kuchnią.

No i atmosfera - jakaś taka nijaka, smętna. Brak muzyki daje o sobie znać. Słychać każdy oddech, a i narzekania innych osób. Tak, mieliśmy to szczęście, że oprócz nas w lokalu były jeszcze dwie osoby, które znacząco kręciły nosami. My oczywiście nie skreślamy Morskiej z naszej listy restauracji, do której chętnie pójdziemy drugi raz. Odwiedzimy kiedyś to miejsce na pewno i skonfrontujemy nasze odczucia i wrażenia z obecnymi wnioskami.

Podsumowanie
Po kilku szlifach, dopracowaniu kilku detali, wiele potraw będzie naprawdę bardzo smacznych i oryginalnych.
Jest to świetne miejsce na rodzinną uroczystość.
Na pewno na pochwałę zasługują nietuzinkowe połączenia smaków, faktur, struktur i aromatów.

Pierwsze wrażenie: 100 proc.
Aranżacja/wystrój: 100 proc.
Atmosfera: 75 proc.
Obsługa: 50 proc.
Estetyka dań: 100 proc.
Toalety: 100 proc.
Dla maluchów: 70 proc.
Smak: 80 proc.
Cena/zadowolenie: 60 proc.

Ocena ogólna: 4.2


Cykl "Test Smaku" powstaje we współpracy z serwisem testsmaku.pl. Odwiedzając restauracje, bez zapowiedzi i na własny koszt, chcemy prezentować szczere spojrzenie na trójmiejską gastronomię. Doradzimy, gdzie warto się wybrać, a które miejsca omijać. Nowa recenzja co środę!
Beata Testsmaku

Miejsca

Opinie (57)

  • Chyba kogoś bóg opuścił z tymi cenami.

    • 76 3

  • Byłem, zjadłem, nie wrócę.

    Po prostu ta opinia odzwierciedla moje odczucia. Ceny kosmiczne a i atmosfera i jedzenie na to nie zasługują. Wielkie nadęcie.... małe p...

    • 45 3

  • Takie pytanie do autorki.

    Może zatem warto odwiedzić te lokale osiedlowe, te bary mleczne które swego czasu zostały tu tak opluwane.
    Chodzi o to, by dać jakiekolwiek argumenty porównawcze do stwierdzenia, iż opisywane przez autorkę lokale są w czymkolwiek lepsze od tych obśmiewanych.
    Szczerze mówiąc robi pani robotę podobną do występów Komorowskiego w kampanii prezydenckiej, im więcej on mówi tym bardziej wzrasta mu ilość niechętnych głosów, im bardziej pani pisze o lokalach w których bywa, tym bardziej odechciewa się do nich pójść. Wszystko na jedną modłę.

    A propos, co rozumie pani przez słowo styl marynistyczny, bo szczerze mówiąc oprócz zmyślnego abażura z lin, niczego w tym klimacie morskim w lokalu nie dostrzegłem. Tak się zastanawiam, zmyśliła to pani czy ktoś w tej knajpie tak zasugerował. Jeśli to pierwsze, to potwierdza me wcześniejsze opinie że na wielu sprawach się pani nie zna, jeśli to drugie, to z kolei oznacza że nie ma pani własnego zdania.

    • 45 36

  • Śmieszne to tamto.

    Fajny artykuł, bo po przeczytaniu wiem, że tam nie pójdę. :) Ceny z kosmosu, a wielkość dań? Szkoda gadać.

    • 45 2

  • Dobrze wiedzieć, gdzie nie chodzić.

    Wystrój przeciętny, a kompozycje na talerzu nie powalają, za to ich minimalizm robi 'wrażenie'.. Ceny stosunkowo do serwowanych dań to już jawna kpina.. Dziękuję za zobrazowanie sytuacji, nigdy nie byłam i na pewno nie pójdę.

    • 37 1

  • Szparagi

    No to pojechali z tymi szparagami, marża 1000.

    • 47 1

  • Cena do ilości... O losie... Aż mi się półkule rozjechały. :)

    • 27 1

  • Wiadomo że to restauracja i ceny są takie jakie są.

    Ale trzy szparagi 26 złotych lub kęs łososia 41 złotych?
    Bulion z kaczki w filiżance od kawy?
    Sernik 21 złotych za tą mikro porcyjkę?

    Powodzenia życzę w polowaniu na jelenia klienta.

    • 50 0

  • Gubię się, to jednak wielkość porcji ma znaczenie? Myślałem, że chodzi o orgię smaków a nie koryto dla prostaków.

    • 4 24

  • Rzucam robotę i zakładam knajpę!

    Będę Was łoił na cenach nielitościwie jak na frajerów przystało :)

    • 19 7

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Bufet włoski - Pasta e vino

degustacja

Niedzielne Rodzinne obiady w My Place Gdynia

degustacja

Piwa edycji limitowanej

degustacja, warsztaty

Kultura

Nowe Lokale