Wiadomości

Test Smaku: przytulne Neighbours Kitchen

Najnowszy artukuł na ten temat

Test Smaku: niebanalne i smaczne Dwie Zmiany

fot. testsmaku.pl

W kolejnym odcinku cyklu Test Smaku odwiedzamy Neighbours Kitchen na Szafarni zobacz na mapie Gdańska. W ubiegłą środę pisaliśmy o gdyńskim bistro Bliżej, za tydzień w środę opiszemy nasze wrażenia z restauracji Browar Miejski Sopot (już tam byliśmy). Nasze recenzje są subiektywne, ale szczere - wszystkie restauracje odwiedzamy anonimowo, bez zapowiedzi i na własny koszt.



W zimowe, szare ranki, zachmurzone popołudnia i smętne wieczory nic tak nie poprawia nastroju jak smaczne kolorowe jedzenie w doborowym towarzystwie. A jeśli do tego trafimy do przytulnej restauracji, to na pewno możemy liczyć na solidną dawkę optymizmu. Wszystkie te aspekty zostały zapewnione, gdy wybraliśmy się do Neighbours Kitchen w Gdańsku.

Restauracja jest niewielka, w naszym odczuciu to raczej typowe bistro, gdzie można napić się dobrej kawy przy kontuarze oraz zjeść obiad przy stoliku. Dzięki tak małej powierzchni lokal zyskuje swój niepowtarzalny klimat. Miło było się rozsiąść na miękkich poduchach przy dużym oknie, z którego roztaczał się przepiękny widok. Wystrój bardzo skromny, bez przesadnych, przypadkowych dekoracji, zbyt wymyślnych gadżetów, rażących, wściekłych kolorów, niespójnych faktur. Wszystko jest na swoim miejscu. Nic nie razi, nie rozprasza, nie irytuje, nie przytłacza. Jest swobodnie, przytulnie, nowocześnie, po prostu ładny lokal, w którym odpoczywają wszelkie zmysły.
 


Menu wypisano na kredowej tablicy, która znalazła swoje miejsce na ścianie za barem. Szczerze mówiąc, brakuje tradycyjnej karty. Od długiego spoglądania w stronę menu może nas lekko rozboleć szyja. Chyba że zdecydujemy się na potrawy bardzo szybko, wówczas brak klasycznej karty nie przeszkadza.

Cóż znajdziemy w ofercie Neighbours? Cztery śniadaniowe zestawy, trzy zupy, jedną przystawkę, dziewięć doskonale skomponowanych dań głównych i trzy desery. Musicie pamiętać, że menu jest bardzo często zmieniane, więc i liczba dań, i składniki poszczególnych potraw nie są stałym elementem karty. Mimo że nie musieliśmy dokonać wyboru spośród mnóstwa propozycji, to i tak trochę to trwało, zanim złożyliśmy zamówienie. Dlaczego? Wszystkie połączenia wydawały nam się godne uwagi.

Wybraliśmy:
- Serca/wino/chleb/grzyby/śmietana/cebula (29 zł);
- Krem z cebuli i czosnku/kaszanka/kozi ser (18 zł);
- Otwarte ravioli/burak/kozi ser/orzechy (29 zł);
- Wieprz/kopytka/śliwka (49 zł);
- Szarlotka (12 zł);
- Ciasto z makiem i orzechami (13 zł);
- Kawa latte (11 zł).

Zupa krem z cebuli i czosnku przepięknie podana i jeśli tylko po zapachu mielibyśmy ocenić danie, to na pewno zachwycalibyśmy się bez końca. Aromat bowiem był niesamowity. Jednak, jak powszechnie wiadomo, zapach to tylko jeden z czynników, który decyduje o sukcesie potrawy. Co oprócz zapachu nas zachwyciło? Gęstość, aksamitność, esencjonalność, bogactwo smaku wydobyte z warzyw dzięki doskonale wyselekcjonowanym przyprawom. Kaszanka i kozi ser to nietypowe dodatki, ale jakże wyśmienicie podkręcające wszelkie walory tejże rozgrzewającej zupy. Świetna kompozycja.

fot. testsmaku.pl


Serca/wino/chleb/grzyby/śmietana/cebula to danie, na które chciało się patrzeć bez końca i podziwiać. I kolory, i kształty, i sposób ułożenia wszystkich składników zachwycał. Smak również spełnił nasze wielkie oczekiwania. Wszystko na talerzu stanowiło doskonałą całość. Niczego nie brakowało, żadnych przypraw, dodatkowych aromatów. Kucharz świetnie przemyślał każdy szczegół tej pysznej przystawki. Szczerze mówiąc, po takim początku miało się ochotę próbować bez końca potraw przygotowywanych przez tutejszego szefa kuchni.

fot. testsmaku.pl


Otwarte ravioli/burak/kozi ser/orzechy - tak, tak: otwarte, czyli płaty makaronu bez farszu. Taka oto wariacja na temat włoskiego specjału. Makaron doskonale ugotowany, jędrny, nieklejący. I te dodatki: burak, kozi ser, orzeszki, plasterki truskawki. Połączenie tych wszystkich składników w jednym kęsie wyzwalało ogrom przyjemności. Idealnie skomponowano, wyważono i doprawiono tę potrawę. Żaden składnik nie dominował, wszystko tworzyło wręcz doskonałą całość. Aromatyczny ser, słodka truskawka, purpurowy, soczysty, pełen smaku burak i na koniec chrupiący orzech. I to piękne podanie. Czy można chcieć więcej?

fot. testsmaku.pl

 
Wieprz/kopytka/śliwka, czyli jędrna, wysmażona w punkt, z różowym środkiem polędwiczka. I kawałek skręconego w zgrabnego ślimaka, nietłustego boczku. Mięsa podano w towarzystwie miękkich w środku, chrupiących na zewnątrz kopytek, których podsmażenie tuż po ugotowaniu uważamy za świetny pomysł. Do tego niezwykle aromatyczne pesto z pietruszki i słodko-kwaśna śliwka, która była takim orzeźwiającym smaczkiem wyśmienicie urozmaicającym całość. Nie dość, że talerz prezentował się jak małe arcydzieło, to i arcygenialny okazał się być smak tejże potrawy. Musimy przyznać, że była to dla naszego podniebienia niewątpliwa przygoda. Brawo za przemyślaną koncepcję i równie staranne wykonanie.

fot. testsmaku.pl


Po tak wyśmienitej uczcie, podczas której wszystkie nasze zmysły były w pełni ukontentowane, postanowiliśmy skosztować ciast. I niestety rozczarowanie spotkało nas już na początku. Po tak pięknych, wręcz idealnych obrazkach, które kucharz "namalował" na wcześniejszych talerzach, spodziewaliśmy się kolejnych arcydzieł. Jednak rzeczywistość dość brutalnie zniszczyła nasz idylliczny obraz.

Ciasta niedbale ukrojone, podane bardzo zwyczajnie, pretensjonalnie, tak jak w średniej kawiarni. Liczyliśmy na więcej! Jeśli chodzi o smak, to o ile makowe ciasto można uznać za dość smaczne, nie za słodkie, aromatyczne, to już o szarlotce tego niestety nie można powiedzieć. Kruche ciasto średnie, twarde jak kamień, z dość mocnym akcentem proszku do pieczenia. Mus z jabłek jak najbardziej na plus, ale nie zdołał on uratować tego deseru. I jeszcze jedna sprawa. Pierwszy raz w życiu jadłam tak zimną szarlotkę. Cóż, nic dziwnego, chwilę przed nałożeniem na talerz została wyjęta z lodówki. Podobno bez takiego przechowywania ciasto staje się zbyt miękkie (tak sprawę wyjaśniła kelnerka).

fot. testsmaku.pl


Szczerze mówiąc wymazujemy z pamięci te dwa ciastka. Dlaczego? Bo cała reszta była wręcz doskonała, nietuzinkowa, niesztampowa, zaskakująca, piękna, aromatyczna, niezwykle barwna i przede wszystkim smaczna. Co ważne, w Neighbours Kitchen można poczuć się naprawdę swobodnie. Panuje tutaj nienadęta atmosfera, która jest rzadkością w wielu lokalach, w których podaje się tak eleganckie dania. Na obsługę również nie można narzekać. Pani była szybka, uśmiechnięta, chętnie odpowiadała na pytania. Także wszystko jak najbardziej na plus. I pamiętajcie, że Neighbours nie jest kolejnym drogim i przekombinowanym miejscem, w którym trzeba czuć się niezręcznie, gdy wasze dziecko zacznie głośno wyrażać swoje zdanie. Wręcz przeciwnie - jest to lokal, w którym jedyne, o co trzeba się martwić to o... czas, który tutaj płynie zbyt szybko.

Podsumowanie

- Jeżeli macie ochotę zjeść wręcz wykwintnie i nie wydać fortuny, to jest to idealne miejsce.
- W Neighbours Kitchen znajdziecie bogatą ofertę śniadań.
- To świetne miejsce na pogawędkę przy kawie, piwie, winie.
- Dobrze zlokalizowane miejsce, z przepięknym widokiem.
- Przytulne, klimatyczne bistro, w którym można poczuć się jak w domu, ale w domu nie zjecie aż tak wymyślnych potraw, więc naprawdę warto skorzystać z oferty.

Pierwsze wrażenie: 80 proc.
Aranżacja/wystrój: 80 proc.
Atmosfera: 90 proc.
Obsługa: 85 proc.
Estetyka dań: 100 proc.
Toalety: 90 proc.
Dla maluchów: 50 proc.
Smak: 95 proc.
Cena/zadowolenie: 100 proc.

Ocena ogólna: 4.7


Cykl "Test Smaku" powstaje we współpracy z serwisem testsmaku.pl. Odwiedzając restauracje, bez zapowiedzi i na własny koszt, chcemy prezentować szczere spojrzenie na trójmiejską gastronomię. Doradzimy, gdzie warto się wybrać, a które miejsca omijać. Nowa recenzja co środę!

Opinie (111) 3 zablokowane

  • gdzie ustawa o jezyku??? (15)

    Co mi tu z angielskim wszedzie?? To Polska ??

    • 53 9

    • miałem napisać... (2)

      Nie piszą po Polsku, nawet Polskiemu, to nie idę, ale się spóźniłem :( dodam jeszcze, że pomysł z tablicą jest średni jeśli jest tylko ona. Przychodzi taki człek, stoi i czyta co by tu zjeść, pracownik pyta no cococo podać, wywiera presję, człowiek się stresuje, pyta co polecacie i tak się to konczy.... danie które pasuje nie klientowi a obsłudze i wrzody stresu u klienta ;)

      • 12 3

      • Test barów mlecznych bardziej oczekiwany (1)

        To co na zdjęciach bardziej mi przypomina pozostałości po jedzeniu. Kawałki cebuli, jakieś liście. Proponuję testować ludzkie jedzenie a nie jakieś tutusrutu

        • 5 2

        • to się głównie je oczami a nie napycha d*psko

          • 3 3

    • W nosie. (11)

      A teraz prędziutko długopis w rękę i pisz donos do "organów", że doznałeś werbalnego gwałtu na języku.

      • 5 17

      • Naprawdę jeszcze nie widzisz dlaczego wprowadzanie anglojęzycznych nazw ZAMIAST nazw polskich, już istniejących (9)

        jest szkodliwe? W tym także dla Ciebie?

        • 11 0

        • Zabieg czysto marketingowy. (8)

          Zamiast biadolić otwórz konkurencyjny lokal i nadaj mu polską nazwę. A ten, posiadający tak rażącą Cię nazwę, omijaj szerokim łukiem. W czym problem?

          • 4 9

          • (6)

            w niczym. po prostu zwrócił uwagę, że nadawanie pretensjonalnych anglojęzycznych nazw zwykłej stołówce to wioska, i tyle.

            • 14 2

            • Wchodzę tylko do lokalu z normalną nazwą. (3)

              Np. "Zagroda wiejska Zdzicha"
              "Kuchnia babci Marysi"
              "Zapiekanki u Mariana"
              "Karczma świński ryj"
              itd.,itp................

              • 11 1

              • (1)

                mysle że np 'U Sąsiadów' lepiej by sie sprawdziła.

                • 7 0

              • tudzież "Kuchnia Sąsiada", "Sąsiedzka Kuchnia"

                albo - " U Sąsiadki" :)

                • 7 0

              • Knajpa pod złotymi łukami.....

                McDonald.

                • 6 0

            • Myślę, że właściciel nadający lokalowi pretensjonalną nazwę liczy się z tym. W mniejszym lub większym stopniu. (1)

              Jednak chodziło mi o coś innego - przywoływanie "ustawy o języku" i płacz, że mu Polskę odbierają jest zwyczajnie głupie. Taki zagrodowy patriotyzm to w moim mniemaniu też wioska.

              • 5 6

              • Jaka wioska. Może nie wiesz, ale Niemcy dużo bardziej dbają o ochrone swojego jazyka niż Polacy. Francuski minister, który na jakimś zjeżdzie w Brukseli zaczął mowić po angielsku prawie został przez prezydenta Francji zdymisjonowany.
                Twoi przodkowie umierali za to, zebyś mógł mówic po Polsku.

                • 2 0

          • Problem w tym,

            że w Polsce mówi się po polsku i pisze się po polsku. Jak Ci tak brak angielskiego, omijaj Polskę szerokim łukiem. W czym problem?

            • 4 1

      • Nazwy knajp dla matołów

        który łapie się na nazwę a nie na ofertę. Matoł wpitzieli bułe z parówką albo z mielonym w jakiejś paszarni i myśli że światowiec.

        • 2 0

  • Na zdjęciach ładnie wszystko wygląda. (9)

    Tylko gdy człowiek głodny to 200 złotych będzie mało aby trochę podjeść.
    Zupa krem z plasterkiem kaszanki i płatkiem sera 18 złotych ?
    Następne danie rzeczywiście tylko do patrzenia bo co tu jeść ? Dwie ćwiartki cebuli, dwie grzanki, dwa listki sałatki, grzyby chyba w lesie a wino kucharz wypił jak wkładał serce w tą potrawę :)
    A dalej ? Co tu opisywać, artyzm rzeczywiście widać, ale blisko 50 złotych za kilka kleksów sosu i śmietany, pół śliwki , dwa kęsy mięsa i kopytko ?
    Dobre wrażenie robi ravioli. Ale ta cena.
    A dalej nie ma co tu się rozpisywać jabłecznik i kawa jakich wiele.
    Zapewne jedzenie smaczne, ale jak na lokal o wystroju studenckiej stołówki czy burgerowni to trochę drogo.
    Życzę klientów z grubym portfelem.

    • 100 6

    • tak (3)

      zwłaszcza danie główne ze 49 zł - wieprz = 2 plasterki polędwiczki, kopytka 3 szt - 3x3x1 cm, śliwka węgierka 1 szt.
      Nie jest więc to chyba miejsce na dłuższą pogawędkę bo ile czasu może zająć zjedzenie tej potrawy?

      • 32 1

      • 2 minuty (2)

        • 10 2

        • bo Pan jesteś świnia nienażarta ! i grubas !

          i pan wypierdzielaj bo Pan tu nie mieszkasz !

          • 11 5

        • 2 minuty to chyba z dokładnym przeżuwaniem, po 50 x każdy kęs.

          • 7 0

    • słoju z mazur, po tekście wnioskuje, że lokal nie jest dlka ciebie (4)

      tu nie chodzi o ilość ale o jakość. jaki sens ma nażarcie się do bólu byle czym?? organizm to twój wróg? gdzie robisz zakupy? w biedronce?

      • 11 35

      • słoju.. powiedział pustak z kaszub..

        • 13 6

      • Sznowny "yntelygencie" z koziej d..... (2)

        W życiu chodzi o zdrowy rozsądek, rozwagę i świadome podejście do otaczającego nas świata.
        Wyjście do restauracji normalny człowiek rozpatruje w kategorii zaspokojenia przede wszystkim uczucia głodu. Fajną sprawą jest jak przy okazji nasze doznania estetyczne również zostaną połechtane.
        I nie chodzi tu o nażarcie się a o normalne najedzenie za rozsądne pieniądze.

        W biedronce kupuje tylko to co uważam za słuszne. Czytam etykiety i porównuję ceny i widzę co warto kupić a co nie.(Z moich obserwacji widzę że coraz mniej rzeczy warto tam kupować z artykułów spożywczych)

        • 24 4

        • (1)

          ja prdl, to tłumaczy te wszystkie "małe porcje" albo "świetnie, duże porcje" komentarze w katalogu firm.... całe to "społeczeństwo" prymitywów, troglodytów żyje permanentnie w piwnicy piramidy Maslowa, musi się nażreć i nachlać, do wypęku obowiązkowo. z ilości "plusów" pod komentarzami jak powyższy wnoszę, że do wyjścia z mentalnego pegieeru i "wsi spokojnej, wsi wesołej" daleko nam jeszcze, oj daleko.

          • 3 12

          • Według półgłówka Trollencia

            społeczeństwo dojrzałe i w pełni rozwinięte umysłowo to takie które za garść zieleniny z grzankami i kawałeczkiem mięsiwa okraszonego kleksami sosu jest gotowe zapłacić sporo pieniędzy, spożywając do te wiktuały w atmosferze stołówki szkolnej.

            • 17 0

  • potrawy jak potrawy, nie szokują ani in + ani -, za to ceny jak z dobrej restauracji hotelowej (1)

    a to jednak dziupla z wiejskimi stołami i minimalizmem - biedalizmem w wystroju - mocno przestrzelony cennik

    • 53 6

    • Haha, pokaż mi "dobrą" restaurację hotelową jako regułę

      dobra, przeczytałem cennik i zgadzam się w 100 %

      • 8 2

  • Oszustwo (2)

    Z tym niezapowiedzianym ...
    Wizyta była niezapowiedziana ale wszyscy o niej wiedzieli.
    Poza tym co to za autorytet kulinarny ta Beata test smaku ?
    Kto to ? Z jakim doświadczeniem? Jaką wiedza ?
    Czy to kolejny samozwańczy krytyk, który nie zna się na produktach ....
    Dramat trojmiasto.pl schodzi na psy

    • 26 19

    • Konkurencja nie śpi. (1)

      I toczy pianę, że o jej przybytku w internetach nie piszą.

      • 13 9

      • a jakie doświadczenie i widzę trzeba mieć? :P
        przecież to recenzja, rzecz subiektywna

        • 7 1

  • 50 pln (6)

    Za obiad dla jednej osoby ??? Polska to kraj milionerów :)

    • 20 13

    • Nie za obiad a za jedno danie z tego obiadu. (1)

      Zestaw z deserem to minimum 120 zeta.

      • 18 1

      • ja tam naliczyłem prawie 150 zł za zestaw bo porcje takie że trzeba 3 potrawy zamówić

        • 16 1

    • nie bądz śmieszny, to 10 euro za dobry posiłek. najmniej wykształcony pracownik (3)

      w Niemczech typu sprzątaczka albo baba na kasie, ma tyle na godzinę. to są wg ciebie milionerzy?

      • 3 16

      • To my już Niemcy? Nas nawet nie stać żeby zapłacić 8,5 euro kierowcom którzy przez 5h jadą przez Niemcy.

        • 25 3

      • Ta knajpka jest w Polsce, więc jaki jest cel tego co napisałeś?

        • 11 3

      • W Norwegii ceny są jeszcze wyższe, a i stawki godzinowe większe.
        Więc może od razu ceny norweskie?

        • 14 3

  • dobre tam mają jedzonkę tylko szkoda, że większości ludzi nie stać na takie (8)

    jedzenie. ich wiedza na temat jedzenia ogranicza się do śledzenia pseudo promocji w biedronce czy lidlu. motto życia dużo i tanio a co jest na talerzu, to nie ma zanaczenia. typowe polskie bydlo. na Zachodzie takie knajpy pekają w szwach

    • 13 27

    • Gacie ci chyba pękają w szwach, a na Zachodzi to chyba byłeś u kolegi co na zmywaku w UK robi przemycając przy okazji kilka kartonów fajek by się podróż zwróciła.

      • 7 4

    • Dla biedniejszych tez sa knajpy. (2)

      Ta knajpa po prostu nie jest jedną z nich. Po co to jęczenie?

      • 8 9

      • a wygląda jak dla biednych

        bogaci to się stołują w szeratonach

        • 6 1

      • wygląda na to że bogaci lubią być dymani...

        • 0 0

    • W Niemczech może pękają.. (2)

      .. ale polsza to nie Niemcy . Polak jak cię nie oszuka , nie wciśnie byle czego do gara to " myśli " ze będzie stratny . Jak ktoś jest burakiem , to wyjście do restauracyji podnosi jego morale. My przestaliśmy chodzić , gdy po raz kolejny stwierdziliśmy że to co sami przygotowujemy jest o niebo smaczniejsze . Żona miesa , ryby sosy dipy zupy pysznie prZyżądza . Ja pizze , ciasta , kluchy ziemniaczane , mięso , ryby , naleśniki . A jeszcze córka lat 7 pomaga i uczy się .

      • 8 1

      • Prawidłowo
        Też tak zaczęliśmy robic po wydymaniu w paru knajpach.
        Kupujemy porządne składniki i robimy sami, choć stać by nas było na częste wizyty w restauracjach.

        • 8 1

      • W jakich Niemczech?

        Niemiec lubi dobrze zjeść i zapić piwkiem. Takie skrawki świniny to chyba by za przystawkę przyjął i się za daniem głównym rozglądał. Wieprzowina dla Niemca jest OK dopiero wtedy, gdy przybierze postać sznycla.

        • 7 0

    • A na jakim Zachodzie?

      Bo wiesz, to że Lębork jest na zachodzie to jeszcze nie znaczy, że gdzieś byłeś. Uwielbiam takich kanapowych ekspertów sadzących głodne kawałki. Jakby jeden z drugim faktycznie ruszył doopsko, pojechał na ten mityczny Zachód i zobaczył, jakie knajpy naprawdę pękają w szwach, to by mu zadęcie trochę zeszło. Prawda taka, że Niemcy wpie***lają sznycle jak koła od wózka dziecięcego, Holendrzy uwielbiają steak-house'y i restauracje indonezyjskie (z których nie da się wyjść nie nażarłszy się jak świnia, a podobno tylko cebulaki z Mazur tak mają), a przeciętny Francuz na takie coś by spojrzał i się spytał "Oui, ładne, a gdzie jedzenie?"

      • 5 2

  • Hmm... (2)

    Kolejna nachalna reklama tej restauracji. Widocznie właściciele zrozumieli, że strzelili sobie w stopę opisując ją na początku działalności jako miejsce dla lokalnych mieszkańców, a nie dla przypadkowych ludzi z miasta. W restauracji nie byłem, więc się nie wypowiem. Natomiast sam tekst jest tragiczny - czy pisała go osoba po nowej maturze? Infantylny i grafomański, pełen nieadekwatnych do tematu określeń. Niedobrze się robi od zawartej w nim słodyczy. Tan nadmiar lukru sprawia, że autorka brzmi niewiarygodnie i wręcz zniechęca, a nie zachęca do odwiedzin w opisywanej restauracji.

    • 37 9

    • (1)

      Autorka incognito robiła profesjonalnie doświetlone zdjęcia?

      • 11 5

      • Profesjonalnie to za duże słowo, aczkolwiek raczej nie "z partyzanta".

        • 4 4

  • ciekawe jak te zdjęcia dań zrobili ...pewnie z ukrycia!!! he he (1)

    • 25 4

    • W kiblu

      • 8 3

  • (11)

    To gdzieś w UK?
    Po angielsku się zamawia?

    • 29 1

    • (9)

      Jak będę chciał oglądać dzieła sztuki to pójdę do galerii.
      W restauracji chcę zjeść smacznie, zdrowo, podkreślam zjeść, nie obeżreć, choć i tak zostanę nazwany cebulakiem:)
      Ceny widzę, że pod Skandynawów i Nazistów/Niemców.
      Zatem powodzenia.
      Póki co widzę, że dobrze wybrałem gotując w domu (a nie lubię), po iluś eksperymentach,, próbowania różnych restauracji w tym smutnym jak pi... mieście, wychodzi na to, że lepiej kupić kawałek zarąbis... j wołowiny na steki, upiec ziemniaki i zapić porządnym winem u siebie w domu i jeszcze zostanie sporo pieniędzy.
      Podkreślam - powyższe nie wynika z biedy/sknerstwa.

      • 42 7

      • skąpa cebula. ok są lokale gdzie jak coś zamówisz, to kucharz bawi (8)

        się w archeologa grzebiąc w zamrażarce ale są też miejsce(które znają ludzie którzy bywają), gdzie jest świeżo i smacznie. porcje są dopasowane do potrzeb człowieka który prowadzi aktywny tryb życia a nie skupia się tylko na obżeraniu się. zobacz na swoja oponę i odpowiedz sobie czy warto

        • 6 14

        • (7)

          Ok
          Nie chce mi się gadać z idiotami.
          Sądząc po umiejętności czytania ze zrozumieniem to chyba nawet nowa matura była wyzwaniem, a analiza wyglądu mojej osoby i mojego zachowania to rozumiem, że zdolności nadnaturalne - wróżenie z kuli?
          Świadomy to ty nie jesteś nawet swojej głupoty.

          • 15 3

          • każdy kto myśli inaczej niż ty jest idiotą, głupi itd (6)

            jesteś żałosną osobą pewnie niańczony przez mamuśkę hipster po 30 roku życia.tylko naśladować

            • 2 12

            • (5)

              Idiotą jest ktoś kto na przykład ma problem z czytaniem ze zrozumieniem, oczywiście zakładając, że nie ma kilku lat.
              Hipsterami są raczej bywalcy takich miejsc, ja nim nie jestem w ogóle, mam koło 40 lat i mieszkam we własnym domu z ogrodem.
              Reasumując:
              Znów szklana kula podała ci nieprawdziwe informacji.
              Próbuj dalej.

              • 8 4

              • czyli na parterze w bloku na Kowalach? tam są takie apartamenty (4)

                z "ogrodami" pewnie nawet dostępne w mdm hahhaa

                • 3 11

              • Walnij się tę szklaną kulą w głowę.

                • 2 4

              • Słyszałem ze te ogródki przyparterowgo mieszkania na Kowalach (2)

                Uwielbiają wszystkie okoliczne koty , piasek piaskiem ale trawką tez nie pogardzą by załatwić swoją potrzebę .
                Stefan co tak kotem śmierdzi ?
                Ogródek .

                • 4 6

              • czyli ma apartament z ogrodem zoologicznym (1)

                • 3 2

              • Noooo
                Trzymam w nim takie przypadki bez mózgu jak wy.

                • 2 4

    • Nie to Polak z Angli wrócił, 5 lat był i języka zapomniał

      • 5 1

  • W głowach im się zdrowo popie****iło! (7)

    Porcje spod mikroskopu, a ceny z kosmosu! I za co te ceny? 49 zł za dwa krążki polędwicy?? Jeśli nawet miałyby łączną wagę 100 gram, w co wątpię patrząc na zdjęcie, to wychodzi na to, że chcą nam wciskać poledwicę w cenie 490zł za kilogram! Tyle to kosztuje CAŁA stu kilowa świnia przemysłowa najniższej jakości, którą właśnie podali na talerzu, bo innych nie kupują, aby nie przepłacać, a nawet eko-wieprzowinę kupi się za 800-1000, czyli CAŁĄ świnię, a nie 2 kilogramy polędwiczki za 980zł wg tej jadłodajni i zdzierskich cen przy porcji dla niemowlaka.

    • 35 5

    • (6)

      Zaraz ci napiszą hipstery mieszkające z mamą, że jesteś cebulakiem:) i byś chciał się nażreć jak świnia:), światowcy co u kolegi ze zmywaka byli na weekend w Londynie (nocleg na podłodze, a lot za 50 zł kupiony rok wcześniej).
      Zabawne, jadłem w kilku krajach - normalne, nie luksusowe restauracje, w centrum, na zadupiach, na wsi, w hotelach, smakowało raz lepiej, raz gorzej, ale słowo honoru nigdy za tak duże pieniądze, oczywiście odnosząc do konkretnego kraju, nie dostałem takiej mikroskopijnej porcji...co więcej za te same pieniądze co w tej knajpie już nawet bym dobrze zjadł w innych krajach, gdzie ludzie lepiej zarabiają.

      • 17 4

      • Zgadza się! ;) ...a ja jestem mega cebulakiem (5)

        lubię zjeść smacznie i tak, by czuć się najedzonym, a jednoczeście nie czuć się wydymanym w d**ę (z kolei hipstery to lubią) z powodu ceny... ale tak tu smaka nabrałem z tych komentarzy, że na wiosnę sprawię sobie na początek taką 50kg eko świnkę i upiekę w całości nad ogniskiem, by się nażreć jak świnia! Zapraszam "Test Smaku" na ocenę. Za pewne żadna knajpa nie da rady sprostać i smakowi i cenie potrawy, bo będzie smacznie i tanio, a do tego z produktów najwyższej jakości, a nie z najgorszych jak wszędzie podają, by tylko zarobić na konsumencie, nie dając mu nic specjalnego w zamian!

        • 15 4

        • Racje
          Sam już doszedłem do tego samego wniosku.
          Ja planuję budowę wędzarni!
          By jeść jak świnia! niezdrowe, rakotwórcze jedzenie.

          • 12 4

        • dziad z mazur. (1)

          przyznaj się skąd przybyłeś i gdzie to pieczenie świni? w norze na Kowalach? ta świnka zajmie ci cały "salon z kuchnią". hahaha

          • 3 12

          • co do wpisu "gratuluję"-widać, że ten sam typ pisze pod każdym negatywnym komentarzem

            odnoszę wrażenie, że siedzi tu kilku nudzących się lamusów, co chwilę odświeżają i klepią to samo, broniąc swych naiwnych poglądów

            • 4 4

        • (1)

          Zamiast piec, proponuję podzielić na porcje i upiec w stylu pierwotnym, tak jak się to robi np na Nowej Zelandii i nie tylko.
          Kopie się głęboki dół wrzuca się dużo żaru, na to kładzie się gałęzie z liśćmi zielonymi (sporo), na to sporą brytfankę (najlepsze są stalowe jakie mają w zakładach mięsnych) załadowana poporcjowaną wieprzowiną ale i baraniną, szczelnie się ją okrywa folią, pokrywkami, nawet jakaś blacha płaska może być, na to worki jutowe (sporo, na to kolejna porcja gałęzi z liśćmi i zasypujemy ziemią by się nic nie dymiło. Po 4-5 godzinach rozgarniamy i mamy niebo w gębie. Nawet jesli ktoś zapomni posolić (mieliśmy już takie przypadki) to smak jest i tak wyśmienity. Wyżerka na 30 osób i więcej. Oczywiście zajmuje to sporo czasu przygotowanie ale ponoć slow-food święci triumfy?!
          A wszystko za cenę max 4 zestawów jak wymienione w tekście.
          W żadnej najlepszej i najbardziej modnej knajpie takie jedzenie nie zobaczycie.

          • 4 1

          • Dzięki.
            Poczytam - nie znałem patentu.

            • 1 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kultura

Nowe lokale

Ideolo Pizza

Pizzerie
Gdynia
Tucholska 3

Koi Koi

Restauracje
Gdańsk
Antoniego Lendziona 14

Mleczna Krówka

Restauracje
Gdynia
Świętojańska 82

Najczęściej czytane