Wiadomości

Zupa owocowa, kasza z sokiem i kakao. Wspominamy smaki dzieciństwa

Kopytka - jedno z popularnych dań kojarzących się z dzieciństwem.
Kopytka - jedno z popularnych dań kojarzących się z dzieciństwem. 123rf.com/ katerinanikolaevna

Makaron z truskawkami, pampuchy od babci, oranżada czy jabłka i śliwki skradzione "na szaber" od sąsiada. To tylko niektóre przykłady smaków z dzieciństwa, które wspominamy po latach. Co jeszcze królowało na stołach w czasach, gdy byliśmy mali? Zapytaliśmy mieszkańców Trójmiasta o ich kulinarne wspomnienia.



Przedszkola w Trójmieście


Czy dobrze pamiętasz smaki swojego dzieciństwa?

oczywiście, tego się nie zapomina 71%
raczej tak, pamiętam sporo potraw i przysmaków 22%
coś mi świta, ale nie ma tego zbyt wiele 5%
nie, prawie nic nie pamiętam 2%
zakończona Łącznie głosów: 1105
Sklepy wypełnione słodyczami i szybkimi przekąskami, automaty w każdym biurze i szkole, knajpki na każdej ulicy i nieograniczony dostęp do fast foodów - dzisiaj dostęp do jedzenia i słodyczy jest niezwykle łatwy, łatwiejszy niż kiedykolwiek. Jednak jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Posiłki opierały się głównie na bazie nieprzetworzonych produktów, można zaryzykować stwierdzenie, że jedzono skromniej, ale zdrowiej.

Prawdopodobnie każdy z nas ma swoje wyjątkowe wspomnienia związane z przysmakami z czasów młodości. Wiele z nich to pierwsze szkolne lub przedszkolne posiłki, ulubione dania, ale także znienawidzone potrawy, na myśl o których nadal może robić się słabo. Zapytaliśmy mieszkańców Gdańska, Sopotu i Gdyni, co najbardziej zapadło im w pamięć.

Czytaj też: Telegram w butelce sprzed 50 lat odnaleziono w murach remontowanego dworca

- Moje smaki dzieciństwa przypadają na lata 60. - wspomina Maria z Gdańska. - Są to przede wszystkim chleb polany kawą Turek i posypany cukrem. Czasami w innej wersji, z kwaśną śmietaną i cukrem. To także bułka ze smalcem domowej roboty i solą, a do tego jabłko, czyli kwaśna "papierówka" prosto z jabłonki z ogródka. Oczywiście był też placek drożdżowy z rodzynkami, którym pachniał cały dom w sobotę po przyjściu ze szkoły. Nie zapomnę lodów Eskimos kupowanych na ul. Wyspiańskiego we Wrzeszczu. Była też oranżada od Cyrsona z budki z warzywami, którą wspominał również Paweł Huelle w książce "Weiser Dawidek". Zimą stawialiśmy ją za piecem kaflowym, żeby się ogrzała. A na koniec jabłko, tak zwana "zimówka", czyli pieczone w piecu.
Są dzieci, które na posiłki przychodzą z radością, lubią próbować nieznanych potraw i łatwo przekonują się do nowych smaków. Są również takie, które potrzebują znacznie więcej czasu i cierpliwości, dlatego szybko zostają okrzyknięte "niejadkiem".
Są dzieci, które na posiłki przychodzą z radością, lubią próbować nieznanych potraw i łatwo przekonują się do nowych smaków. Są również takie, które potrzebują znacznie więcej czasu i cierpliwości, dlatego szybko zostają okrzyknięte "niejadkiem". Fot. Unsplash/Providence Doucet
- Ja się zawsze na śniadanie w przedszkolu spóźniałam, bo nie liczyliśmy czasu rano i w przedszkolu lądowałam, gdy ze śniadania zostawało dosłownie kilka kanapek - opowiada Dominika, która do przedszkola chodziła w latach 90. - Pamiętam, że kanapki były z pastą jajeczną i choć dawniej jej nie lubiłam, to dziś z chęcią bym takie kanapki zjadła. Do tego pamiętam naleśniki serwowane wyłącznie w piątki, bo przestrzegano postu. Było też kakao i kompot. Do tego chyba najfajniejsze jest wspomnienie zapachu świeżej zupy czy kotletów, który niósł się przez całe przedszkole. Zawsze na mnie wrażenie robił ten gigantyczny gar z zupą i z ogromną chochlą w kuchni, gdy zaglądałam tam ukradkiem.

Najbardziej znane trójmiejskie zespoły lat 90.



Z wizytą w Fabryce Czekolady "Bałtyk":


- Bardzo dużą część swojego dzieciństwa spędzałem na terenie klubu tenisowego na Lechii - opowiada Alan. - Pamiętam tamten sklepik, w którym często kupowałem słodycze czy frytki. W przedszkolu natomiast się jadło ryż z cynamonem i jabłkami, budyń z jakimś sztucznym różowym syropem, piliśmy też kawę zbożową. Moje smaki to także maliny w słoiku od dziadka, kotlet schabowy mamy i ciastko z nadzieniem jabłkowym, na które zawsze chodziłem po treningu.
- Do przedszkola chodziłem w latach 90. i najlepiej z tamtego okresu wspominam danie, które nazwaliśmy nie wiadomo właściwie dlaczego "lodziki" - śmieje się Daniel. - Był to po prostu makaron z twarogiem na słodko, za czym przepadali niemal wszyscy. Kiedy okazywało się, że tego dnia serwowane jest nasze ulubione danie, wbiegaliśmy do jadalni z radosnym okrzykiem "lodziki, lodziki!". Pamiętam też, że bardzo modne były wtedy tatuaże, które można było znaleźć w opakowaniach gum do żucia i przyklejało się je do skóry na wodę. Jeden z moich wujków, chcąc mnie zniechęcić do ich naklejania, wciąż powtarzał, że te tatuaże zmieniają kolor krwi i są strasznie szkodliwe.
Zobacz także: Mieszkaniec Witomina zebrał zdjęcia z 70 lat istnienia swojej dzielnicy

Naleśniki na słodko też mają wielu fanów w przedszkolu.
Naleśniki na słodko też mają wielu fanów w przedszkolu. fot. pixabay.com
- Moim ulubionym przedszkolnym daniem była "potrawka" - mówi Agata. - Było to mięso z kurczaka z ryżem i białym sosem, do tego gotowana marchewka. Ale były też dania, których nie znosiłam, takie jak zupa mleczna. Zjadłam ją tylko raz, gdy przymusiła mnie przedszkolanka będąca u nas na zastępstwie, nie znająca naszych zwyczajów i upodobań. Nadal mam bardzo wyraźne wspomnienie tego dnia. Na co dzień byłam fanką śledzi w śmietanie i parówek. Teraz uświadamiam sobie, że nie była to najlepsza dieta, ale łudzę się, że zdrowych rzeczy po prostu nie pamiętam. Zawsze lubiłam zupy, ale te domowe, nie z przedszkola czy od innych osób. Musiał być "mój" smak - opowiada.
- Moje smaki z dzieciństwa to przede wszystkim te związane z kuchnią regionalną - mówi Hubert, który pierwsze lata życia spędzał na Mazurach. - Na tamte rejony wpłynęła mocno kuchnia litewska, więc dużo było rzeczy mącznych i ziemniaczanych: babka ziemniaczana, kopytka, kartacze, pierogi. Natomiast w przedszkolu królowała zupa owocowa. Nikt jej nie lubił, ale ja się nią zajadałem. Do tego zupa mleczna na lanych kluskach lub z makaronem i oczywiście kaszka manna z syropem Paoli. Był także ryż z jabłkami i cynamonem lub z truskawkami. Oczywiście odbywał się też zawsze rytuał mycia rąk przed i po jedzeniu. Mieliśmy taki bardzo długi zlew z wystającymi kurkami i myliśmy w nim ręce aż po łokcie. A słodycze to przede wszystkim lody Bolero albo wodne lody pałki po 30 groszy. Do tego flipsy i gumy kulki. A jak brakowało słodyczy, ojciec robił mi kogel-mogel, a mama zawsze wołała na wylizywanie miski z kremu do ciasta.
- W okresie przedszkola byłem strasznym niejadkiem i toczyła się zawsze walka na stołówce o jedzenie - wspomina Tomasz z Gdyni. - Dopiero w wieku sześciu lat wysłano mnie do przedszkola, wcześniej byłem przyzwyczajony do posiłków, które gotował mi dziadek. Nie mogłem się długo przestawić na te wszystkie owocowe zupy. Była też zawsze walka o picie mleka, którego do dziś nie znoszę. Mój przysmak z dzieciństwa to kanapka z masłem i solą. Natomiast nie mogłem przekonać się do gotowanego mięsa z zupy i nigdy go nie jadłem. Jeśli chodzi o słodycze, pamiętam chrupki, w których można było znaleźć różne gadżety. Pamiętam serię kart z ciekawostkami ze świata "Ile zjesz, tyle wiesz". Lody "Solo" zajadałem, aż mi się uszy trzęsły. I uwielbiałem pić oranżadę Helenę, litrami.
A jakie są Wasze ulubione smaki z dzieciństwa? Czekamy na wspomnienia w komentarzach.

Opinie (240) 8 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • do dnia dzisiejszego nie cierpię kakao... (5)

    .

    • 3 37

    • Kożuch był okropny (2)

      • 13 6

      • Zacznę od Marii "w sobotę po szkole, w domu pachniała drożdżówka". Tak, sobota była nie tylko normalnym dniem pracy, ale i nauki. Nie było cateringu. Każda szkoła i przedszkole miały własne kuchnie i kucharki na etacie. Nie było chipsów i Nutelli. Zamiast tego uwielbiane przeze mnie prażynki z solą. W przedszkolu mleko lub kakao ...z kożuchem! Nie ciemny, a czarny, kwaśny chleb. Nawet ser go nie ratował :( Nie zjadłeś? Pani chodziła po "dywanie" i wmuszała ostatnie kromki. Ale za to uwielbiałem na przedszkolnym podwórku rozcieńczoną do granic możliwości zimną kawę zbożową wystawianą w wiadrze. W szkolnej stołówce: kotlety z dorsza w sosie pomidorowym, ryż z truskawkami, kasza pęczak i zrazy lub gulasz i kiszony, pyzy z kapustą kiszoną, racuchy!!! takie jak wielkie pączki, pyzy na parze - pampuchy. Wszystko pycha. Zupy? Każdą się jadło. W domu: kapuśniak, mama teraz już taki nie wychodzi :( Knedle ze śliwkami. Drzem renklodowy. Oranżada? Kiedyś napój bogów, dziś woda z cukrem i barwinkiem, ale pewnie kiedyś była taka sama. No, i Michałki, i czekoladowy serek homo. Na plaży: Calipsiaki i pieczona kiełbasa z musztardą i bułką. W domu na minus: zupa mleczna przed szkołą. Brat nie mógł patrzeć jak z obrzydzeniem omijam kożuchy. Leciały brzydkie słowa.

        • 6 0

      • Kluski lane w mleku, owsianka

        • 2 0

    • (1)

      A wiele studentek lubi... ;)

      • 2 6

      • ty Mamba dobrze wiesz tranzystorku jeden

        • 0 0

  • Opinia wyróżniona

    (5)

    Gumy kulki i turbo... to były czasy;) Swoją drogą, to z tego co widziałem to wznowiono ich produkcję i są osiągalne w mniejszych spożywczakach;) Zbierało się te samochody i wklejało do specjalnego zeszytu;) Lody Solo i Oskary oraz z tańszych to Topixy i lody pałki po 30 groszy... człowiek wcinał je hektolitrami;)

    • 13 0

    • Czy były już wtedy widoczne na niebie "koniugacje astrologiczne"? (3)

      No powiedz "Pastalasi.

      • 1 3

      • (1)

        Czy chcesz mi to powiedziec w twarz denerwujacy cwaniaczku? Gdzie i kiedy?

        • 0 0

        • chce, ale ty dojedziesz

          skoro nalegasz Pantaloni

          • 0 0

      • Naprawdę mi Ciebie szkoda. Denerwujący pajac

        • 1 0

    • obrazki z gum turbo stały się nawet pewnego rodzaju walutą

      co do lodów to pamiętam te takie na dwóch patykach o smaku koli. Można było se z kumplem na spółe kupić i podzielić. Kosztowały 4500 zł

      • 0 0

  • Guma donald (4)

    Szkoda że już jej nie ma

    • 82 0

    • (1)

      Były też pyszne batoniki lila pause.

      • 3 0

      • TAK

        przypomniałeś mi, szukałem smaku. Taki dostałem z darów z Bremy. Jadłem tylko raz w życiu, ale pamiętał że obłędny.

        • 1 0

    • (1)

      Gumy turbo były lepsze

      • 0 2

      • Historyjki były lepsze w Donaldach.

        Pamiętam jeszcze starą wersję - z czerwonym nagłówkiem, który w późniejszych latach zniknął.

        • 4 0

  • (6)

    Kiedyś w latach 80 poszedłem na pachtę/szaber na ogrodki i nie było nic ciekawego oprócz niedojrzałego bobu. Pamietam, ze był w takie różowe plamki. Mimo to zajadaliśmy się tym bobem a potem 2 dni wymiotów :D
    Standardem byly niedojrzałe jabłka, śliwki czy gruszki a płoty na dzialkach jak zasieki przeplatane drutem kolczastym, starymi kołami od roweru, deskami z gwozdziami i innymi wynalazkami utrudniającymi wtargnięcie :)))

    • 46 2

    • No to są w końcu wspomnienia z dzieciństwa! (4)

      Podzielam, też miałem takie doświadczenia. A nie to co niektórzy tu piszą, że chleb z nutellą. :)))

      • 25 0

      • (3)

        I te ostrzezenia na osiedlu od już wracających z pachty innych ekip: "tam nie idźcie i uważajcie bo dziadek( własciciel dzialki) z siekierą stoi za domkiem" :)))) piękne czasy :)

        • 18 2

        • (2)

          Mirabelki przy torach przy Pomorskiej :) I obowiązkowa gruźliczanka w musztardówkach. Czemu dziś tego nie ma? A, pewnie kradliby szklanki. Kiedyś jak nie stłukłeś, to była używana latami. Dziś pięć minut i nie ma. Co do chleba: koledzy chleb z octem lub z masłem, ogórkiem i cukrem. Ale to nie mój klimat. A propos cukru. Tato opowiadał, że po wojnie brali łyżeczkę masła i zanurzali w cukiernicy. To zamiast cukierków, czy czekolady. P.S. Ja w dzieciństwie: ryż dmuchany wrzucany do polewy czekoladowej, kogel mogel z kakaem.

          • 5 1

          • Za jednorazowy kubeczek trzeba było dopłacić (taki biały łamliwy). (1)

            Należało go po użyciu zniszczyć, żeby - jak niosła wieść gminna - nie wrócił ze śmietnika do obiegu.

            • 5 0

            • Jak były musztardówki, to na świecie nie było jeszcze plastiku ;)

              • 1 2

    • oj na szaber się chodziło, nie raz psy na nas spuszczali

      ale oprócz Jabłek na osiedlu Pana Tadeusza pamiętam jeszcze truskawki które rosły na polu nad byłą strzelnicą w rejonie Madalińskiego, która odchodzi od Wilanowskiej na Chełmie. Truskawki też były przy Warszawskiej. Tam dorabialiśmy w 95, chyba ze 30-40 groszy za kobiałkę :D

      • 0 0

  • Opinia wyróżniona

    (3)

    Ryz z cynamonem, bułki (z nutella w pierwszej kolejności) słodki piątek (w piątek zawsze było coś słodkiego z piekarni) wszelkiej rodzaje zupy. A dom to potrawka, rosół najbardziej. Gumy turbo, Donald, kulki, lody Iza z koralu, calypso.

    • 28 6

    • (2)

      Nitella? Nie śniło się. Jeszcze nie te czasy. Samemu trzeba było robić polewę czekoladową: kakao, masło, mleko i cukier.

      • 7 0

      • jaka nutella? (1)

        był taki krem czekoladowy "z wiewiórką"; nie mogłam się doczekać jak wrócę ze szkoły i zanurzę palec w słoiku....

        • 4 0

        • Bibi, tak się nazywał :).

          • 0 0

  • Opinia wyróżniona

    (6)

    Najlepszy chleb namoczony w wodzie i posypany cukrem . Dziadek tak zawsze nam robił i cała wieś się zlatywala. Babcia zawsze serwowała najlepsze kladziaki i kopytka. To było dzieciństwo. W przedszkolu zmuszano żebym zjadła zupę mleczna, do dzisiaj mleka się nie napije! Ale przedszkole było inne niż te do którego chodzą teraz dzieciaki , żadnych diet, innych posiłków. Wszyscy jedli jedno i to samo .

    • 50 4

    • oj tak, chleb namoczony wodą i z cukrem, myślałam że tylko ja takie dziwactwa jadłam :)

      • 4 2

    • (2)

      Nie chleb namoczony, bo z niego byłaby papka. Cukier sypało się na kromkę chleba i delikatnie po kilka kropel polewało wodą.

      • 2 0

      • (1)

        Kiedyś chleb kupowało się w prawdziwej piekarni a nie supermarkecie. Kiedyś chleb pachniał, ze każdy chciał piętkę zjeść, dzisiaj chleb nie ma żadnego zapachu. Kiedyś chleb czuć było w siatce, dzisiaj jest lekki jak piórko. Kiedyś chleb to był chleb dzisiaj to sama chemia. I kiedyś ten chleb pomoczony w wodzie nie był papką tylko rarytasem. Przykre ale prawdziwe.

        • 10 3

        • Chleb kupowało się w samie. I faktycznie, zanim doniosło się do domu jakoś piętki same się odgryzały. Ale prawda. Kiedyś chleb pachniał. Był z państwowej piekarni, więc nikt nie kombinował. Oczywiście, że kilogram był kilogramem. Teraz wymiar ten sam, a waga 0,5. Kapitalizm sprawił, że mamy mniej chleba w chlebie. Dziś czasem bochenek nie starcza na jeden dzień. Jemy gąbkę, przez co mimowolnie stajemy się gąbkami.

          • 12 1

    • (1)

      Rano w domu świerzy chleb sopocki ze sklepu Społem z maslem i pasztetem Mamy (Mniaaam!), na to pomidor i szczypiorek albo cebula, albo twaróg ze Społemu w papierze. Mamy dżemy (Mmmm!) Mleko z butelki, czesto siadłe domowo :)
      Herbata Assam chyba zwykle albo gruzińska?
      Do szkoły bułki w papierze woskowanym i jabłko.
      Czasem była oranżada w butelkach.
      Po szkole na Monciaku gruźliczanka, kurczak z ogórkiem pod Społem, potem loda Giusti za 1zł.
      W domu rosołek, gołąbki (bue), kurczak, schab, zrazy (bue!), flONdra, ziemniaczki z pietruszką, albo Mamy frytki i sosy (pycha!), albo ketchup. Do tego zwykle kompot i herbatka.
      Donald rzadko, nie lubiłem rzuć. Później były donaty (odjazd!) Do tego najlepiej żółta albo czerwona oranżada. W cukierni pod SKM Kamionka rurki ze śmietaną albo ciepłe lody.

      Ulubione Słodycze sklepowe to białe albo kolorowe drażetki w bębeniku, suche wafle, ryż dmuchany :)

      • 5 0

      • Aaaa, jeszcze dropsy i szklaki w papierku!

        • 5 0

  • (7)

    Pomidorowa z ryzem i chleb z margaryna i dzemem. Prawie przez caly tydzien. Tak wlasnie wygladal PRL w rodzinie bez znajomosci wsrod rolnikow. Zeby kupic cos innego do jedzenia, matka brala mnie i brata na łowy do Poznania. Ustawiala nas w kolejkach i krazyla od jednego do drugiego, ktory jest blizej kasy. Jesli chcecie poczuc klimat tych kolejek widzianych oczami dziecka to wlaczcie sobie na yt jakis film z "walka o karpia na promocji". Wcale nie bylo tak milo, uprzejmie i kulturalnie jak to niektorzy wspominaja. Dla mnie to byla obrona przed stratowaniem. Mojemu mlodszemu bratu w takiej kolejce zgnieciono dzwiami palec.

    • 28 9

    • My nie mieliśmy znajomości wśród rolników, ale mama kupowała w sklepie komercyjnym wędlinę , (2)

      Tak jak dzisiaj- 15-20 kg dziennie. Zarabiała przeciętnie pewnie- pracownica poczty, tata stoczniowiec.

      • 6 3

      • (1)

        20 kg to chyba kartofli i sruuuuuu worek do piwnicy.... a wędliny to raczej 20 dkg czyli w skrocie: deko :D

        • 14 0

        • Worek kartofli i cebuli się zamawiało

          • 0 0

    • Noo

      Pomidorowa z ryżem, pycha jak dawbo nie jadlam, babcia zawsze robila

      • 2 0

    • Bez przesady - tak wyglądały lata osiemdziesiąte ew. końcówka Gierka (2)

      Lata sześćdziesiąte i część siedemdziesiątych były "normalniejsze".

      • 4 0

      • (1)

        "Za mlody" jestem i pamietam tylko 80te :)

        • 1 0

        • Zazdroszczę, bo ja niestety pamiętam jeszcze gierkowski "dobrobyt przedkartkowy".

          • 0 0

  • Batony Krymskie (7)

    Batony Krymskie zniknęły bez śladu w zamian szajs z zachodu.

    • 54 1

    • Wow

      Wlasnie czemu ich nie ma?.. ! Ale byly dobre !

      • 6 0

    • (5)

      Dobre były wtedy, na tle wyrobów czekoladopodobnych.

      Jak byłoby dziś tego nie wiemy.

      • 5 1

      • Pierrot i Bajeczny są nadal OK. (4)

        PrincePolo chyba trochę zmieniło smak.

        • 11 0

        • a Prince Polo były w ogóle? (3)

          Ja z późnego PRLu pamiętam raczej wafle "Koncertowe"

          • 1 0

          • teatralne! (1)

            nadal są.

            • 0 0

            • faktycznie teatralne

              • 0 0

          • Prince polo były na pewno już w latach 70-tych

            • 2 0

  • Dla mnie mleczna z makaronem to trauma z dziecinstwa (8)

    i przymusowe picie cieplego mleka w szkole. Milo wspominam zapieiekanki: bulka paryska, cebula, pieczarki i ketchup, deser typu wafle przekladane masa czekoladowa, polaczenie chyba kakao, cukier i masla. Pyszne kluski lane, kopytka i murzynek. Uwielbialam tez sok z woreczka, andruty, gume Donald i wafelki Kukuruku, tu dodatkowo byl szal bo w srodku byly naklejki do zbierania.

    • 55 3

    • (6)

      Zapiekanka taka prawdziwa, a nie "cultowa" jak dziś. I bułka faszerowana pieczarkami z cebulą na Żabiance przy Gospody. Pepsi w szkle z rodzimego browaru we Wrzeszczu. Pierwsza pizza we Wrzeszczu przy dworcu. Gruba na 10cm z serdelkami ;)

      • 10 0

      • Pepsi miała zupełnie inny smak niż dzisiaj - była pewnie z cukrem, a nie z tablicą mendelejewa. (5)

        • 6 2

        • nie sądzę, receptura ta sama od kilkudziesięciu lat (4)

          • 1 2

          • Tylko zawartość cukru inna / (3)

            • 1 0

            • cukier możliwe ale nie tablica mendelejewa (2)

              • 0 0

              • Tablica zamiast cukru - aspartany i tym podobne. (1)

                Obstaję przy swoim - pepsi w szkle z browaru miała inny smak niż obecna.

                • 0 0

              • nieno to musisz odróżnić zwykłą pepsi od pepsi zero

                ta druga ma zamiast cukru aspartam, pierwsza nie ma w ogóle. Co do smaku, jak po latach przypomniałem sobie niektóre smaki to więcej bym już nie spróbował. Nie twierdzę że wszystko, ale za małolata inaczej się je odbierało niż teraz

                • 0 0

    • teraz sobie przypomniałem - wafelki kukuruku, zbierałem naklejki do albumu

      • 4 0

  • (8)

    W latach dziecinstwa jadlo sie za duzo slodyczy i miesa. Teraz mamy wybor a i tak wiekszosc je to co popadnie.

    • 12 29

    • To prawda, nigdy w miesiącu nie jemy tyle mięsa, ani innych wyrobów rzeźniczych, ile wtedy było ,,na kartki" (2)

      • 5 7

      • Za to cukru, a przede wszystkim słodu z kukurydzy jemy aż nadto

        - jest we wszystkim.

        • 1 0

      • no co ty, na kartki było tego tyle co kot napłakał

        zależnie od grupy zaopatrzenia bo były różne i niektórzy mogli mniej, inni więcej, to jeszcze był podział na województwa. W Gdańskim był jeden z gorszych przydziałów, a takie Elbląskie czy Olsztyńskie jeden z lepszych. Np. ja pamiętam że jak był przydział 3,5kg mięsa miesięcznie to tego najlepszego np. schabu czy wołowiny można było kupić tylko 400g. A to i tak był jeden z lepszych przydziałów dla wykonujących tzw, prace uspołecznione i miałeś szczęście jak się na to w ogóle natknąłeś w sklepie. Dalej były np. wędliny też chyba 400g, potem jakaś martadela i inne g... i z czasem to malało, systematycznie od lat 70 szło w dół. To były lata 80

        • 1 0

    • (2)

      W latach dzieciństwa jadało się nieprzetworzone. 100% mięsa w mięsie, pomijając pasztetową. Bardzo dużo jadało się podrobów: cynaderki, żołądki, serca, płuca, flaki, wątróbki, móżdżki, nóżki, kurze łapki.

      • 13 3

      • (1)

        Fakt, podrobów teraz się prawie nie je.

        • 3 1

        • Uwielbiam wątróbkę

          • 5 1

    • Teraz to mak albo kebs w większości niestety

      • 5 0

    • to chyba w latach 90

      w 80 były na kartki. Dopiero chwilę przed upadkiem systemu wróciła normalność

      • 1 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kultura

Nowe lokale

Ideolo Pizza

Pizzerie
Gdynia
Tucholska 3

Koi Koi

Restauracje
Gdańsk
Antoniego Lendziona 14

Mleczna Krówka

Restauracje
Gdynia
Świętojańska 82

Najczęściej czytane