• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Test Smaku: kameralnie i smacznie w Tupocie Mew

Beata Testsmaku
29 kwietnia 2015 (artykuł sprzed 7 lat) 
Opinie (64)
Najnowszy artykuł na ten temat Test Smaku: niebanalne i smaczne Dwie Zmiany

W kolejnym odcinku cyklu Test Smaku odwiedzamy restaurację Tupot Mew zobacz na mapie Sopotu w Sopocie. W ubiegłą środę pisaliśmy o Szafarni 10 w Gdańsku, za tydzień w środę opiszemy nasze wrażenia z restauracji Tłusta Kaczka w Gdyni (już tam byliśmy). Nasze recenzje są subiektywne, ale szczere - wszystkie restauracje odwiedzamy anonimowo, bez zapowiedzi i na własny koszt.



Ta oryginalna i poetycka nazwa skojarzyła mi się z tytułem piosenki Wojciecha Młynarskiego. Według mnie jest to doskonałe określenie dla sopockiej kameralnej restauracji, która znajduje się przy jednej z sopockich uliczek, z dala od gwarnego Monciaka. To doskonała alternatywa dla tych, którzy nie znoszą tłumów, nadętych i drogich miejsc, w których niekoniecznie można zjeść smacznie.

Tupot Mew to naprawdę malutki lokal. Jest w nim zaledwie kilka stolików, kolorowy bar, przeszklona szafka, która znalazła tutaj swoje drugie życie, bo wcześniej stała zapewne w jakimś gabinecie pielęgniarskim. Na białych ścianach powieszono ramki z czarno-białymi fotografiami. Uroku dodają różnego rodzaju lampy. Jest przyjemnie, ascetycznie, bardzo skromnie. Tych, którzy nie lubią klimatu starych kamienic, nie urzeknie ta aranżacja. Jednak dla tych, którzy lubią subtelne połączenie nowoczesności z tradycją, będzie tutaj naprawdę przytulnie.



Menu jest sezonowe i zależy od dostępności produktów. Jest to zapowiedź świeżych i wysokiej jakości potraw. W Tupocie nie używa się ulepszaczy, nie smaży we fryturze. Nie ma frytek, burgerów, ani pizzy. Są za to pierogi, sałaty, różnego rodzaju mięsa i ryba, o którą trzeba pytać, bo każdego dnia jest inna. Właścicielka deklaruje, że wraca do klasycznych, starych receptur mamy, bo ma na to czas i ochotę, a gotowanie to jej największa pasja. I faktycznie propozycje, które znalazły się w menu nie brzmią obco. To znane klasyki, ale z odrobiną pomysłowości i oryginalności.

Zamówiliśmy:
- Paryszankę (24 zł);
- Matiasa w śmietanie (16 zł);
- Rosół z bażanta (19 zł);
- Żeberka (30 zł - 1/2 kg);
- Pstrąga z ratatouille (28 zł);
- Wino domowe (12 zł);
- Prosecco (15 zł).

Podczas ostatniej wizyty w jednej z gdańskich restauracji śledź w śmietanie z jabłkiem okazał się najgorszym, jakiego kiedykolwiek próbowałam. Postanowiłam przetestować to proste danie w Tupocie Mew. I ku mojemu zadowoleniu ryba okazała się być naprawdę smaczna. Nie za słona, w bardzo delikatnym, wręcz aksamitnym śmietanowym sosie. Jabłko przyjemnie przełamało śledziowy smak. Przystawka idealna na zaspokojenie pierwszego głodu.

Podobnie zresztą jak paryszanka, czyli "specjalność domu". Cóż kryje się pod tą tajemniczą nazwą? Kaszanka, którą podano w niestandardowy sposób, bo z zapiekanką ziemniaczaną. Znakomite połączenie bardzo smacznej "krwistej kiełbasy" z cieniutko pokrojonymi w plasterki ziemniakami. Zapiekanka idealnie upieczona, każdy kartoflany plaster miękki, dobrze doprawiony. Do całości dodano odrobinę truflowej oliwy, która wyśmienicie podkręciła ten tylko z pozoru prosty smak.

Rosół z bażanta to nieczęsto spotykana zupa w trójmiejskich lokalach. Wywar niezwykle esencjonalny, bogaty w smak umami. Nie za tłusty, świetnie przyprawiony, z paseczkami doskonale ugotowanej marchewki. Zamiast makaronu rosół podano z pysznymi pierożkami wypełnionymi mięsem. Ciasto cieniutkie, farsz bez zarzutu. Rosół pierwsza klasa. Polecam każdemu.

Rybą dnia był pstrąg, którego podano z ratatouille. Filety świeże, delikatnie oprószone przyprawami i usmażone na świeżym tłuszczu. Ratatouille to połączenie dużych kawałków czerwonej papryki, pokrojonej w kostkę cukinii i bakłażana, a także cebuli i pomidorów. Smak w porządku, bez dominacji żadnego z warzyw. Z delikatnym ziołowym posmakiem. Doskonały dodatek do subtelnej ryby. Szkoda tylko, że nie podano go w atrakcyjniejszej formie.

Miałam ochotę na królika, ale sposób przyrządzenia żeberek brzmiał tak obiecująco, że nie mogłam się oprzeć. Napisano, że żeberka duszono przez 6 godzin. Liczyłam na to, że będą niezwykle miękkie, a tłuszcz, którego jest zazwyczaj za dużo, zredukuje się na tyle, że pozostanie tylko to, co najlepsze. Porcja oszałamiająca. Niestety ze smakiem już tak nie było. Ciężkie, bardzo tłuste. Jak na sześciogodzinne duszenie nie było wybitnie kruche. I ten jeden ziemniak przy tak ogromnej porcji mięsa wyglądał dość groteskowo. Surówka z kiszonej kapusty pozbawiona jakichkolwiek przypraw. Szkoda, że tak niefortunnie wybrałam. Przy najbliższej okazji na pewno pójdziemy spróbować królika.

Deseru tego dnia nie było. Kucharze po dużej imprezie, która była organizowana w Tupocie dzień wcześniej, nie zdążyli niczego przygotować. Szczerze mówiąc, trochę się rozczarowaliśmy. Obsługa przesympatyczna. Uśmiechnięta, profesjonalna. Nie możemy, i oczywiście nie będziemy, się czepiać.

W Tupocie Mew jest naprawdę miło, dość smacznie (nie licząc żeberek i niezbyt apetycznych ziemniaków) i, jak na Sopot, przystępnie cenowo. Warto tutaj przyjść nawet choćby odsapnąć od tych wszystkich "modnych" lokali, w których często obowiązuje przerost formy nad treścią. W Tupocie Mew na pochwałę zasługuje pomysłowość i niesztampowe menu. Była to nasza pierwsza wizyta w tym kameralnym lokalu, jednak jesteśmy przekonani, że nie ostatnia.

Podsumowanie
Tupot Mew to przytulne miejsce, w którym można się zrelaksować przy herbacie czy kieliszku wina.
Karmią tutaj smacznie i niedrogo.
Wystrój skromny, dzięki czemu nieprzytłaczający.
W Tupocie Mew organizowane są imprezy okolicznościowe, a także warsztaty kulinarne.

Pierwsze wrażenie: 50 proc.
Aranżacja/wystrój: 80 proc.
Atmosfera: 85 proc.
Obsługa: 100 proc.
Estetyka dań: 75 proc.
Toalety: 50 proc.
Dla maluchów: 50 proc.
Smak: 60 proc.
Cena/zadowolenie: 75 proc.

Ocena ogólna: 3.8


Cykl "Test Smaku" powstaje we współpracy z serwisem testsmaku.pl. Odwiedzając restauracje, bez zapowiedzi i na własny koszt, chcemy prezentować szczere spojrzenie na trójmiejską gastronomię. Doradzimy, gdzie warto się wybrać, a które miejsca omijać. Nowa recenzja co środę!
Beata Testsmaku

Miejsca

Opinie (64) 5 zablokowanych

  • (8)

    Szczerze mówiąc, powalił mnie na kolana (albo i bardziej) następujący fragment - Rosół z bażanta to nieczęsto spotykana zupa w trójmiejskich lokalach. Wywar niezwykle esencjonalny, bogaty w smak umami...

    Zasadniczo już wcześniej chciałem autorce zadać pytanie, czy choć raz zapytała kogokolwiek w odwiedzanych lokalach, na jakiej bazie są tamże przygotowane zupy.
    Smak umami jednoznacznie kojarzy się z naturalnym lub nieco podrasowanym produktem hydrolizy białek czyli kwasem glutaminowym czy glutaminianem sodu.
    Z podawanych w recenzjach menu, trudno doszukać się produktów ubocznych do gotowania wywarów w lokalach.
    Same potrawy wchodzące w skład menu układają się w zestawy sporządzane z mocno już przetworzonych produktów czyli mrożonek, gotowych filetów, mięsa bez kości czy po obróbce rzeźniczej czyli porcjowanej przez kogoś innego. Owszem nie ma odpadków, wygospodarować można więcej miejsca w chłodni ale ... na pewno już na starcie jest drożej?
    Inaczej rzecz też ujmując, istnieje wielkie prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że w odwiedzanych lokalach zupy bazują na kostkach rosołowych lub paście, w najlepszym zaś razie (jeśli tu można mówić o czymś lepszym!) na gotowych bulionach zapakowanych w kartony.
    Dla mnie to potwarz dla klienta, któremu się wmawia świeżość, oryginalność czy niepowtarzalność, bo trąci to zwykłym fałszem i naciąganiem go na większy niż to jest warte wydatek.

    • 48 12

    • chyba ty (5)

      Mistrz wikipedysta, teoretyk, filozof, wybitny recenzent recenzentki atakuje... żenada jak zwykle piszesz jakies bzdury.

      • 10 27

      • (3)

        akurat w tym odosobnionym przypadku napisał coś z sensem. tak czy owak, wszystkie te bary (zwane niesłusznie "restauracjami"), a już zwłaszcza w Sopocie, to naciągalnie zalanych w trupa warszawskich bandytów.... wszystko odgrzewane w mikrofali, a w cenie orła bielika nadziewanego całymi truflami.

        • 31 10

        • Ty trollencio nie chcesz wyjść z domu, poznać ludzi ? (2)

          Siedzisz tylko na forach i myślisz jaki tu nick wymyślić, wszystko ok ? Czy tylko takie coś satysfakcjonuje twój niski poziom ambicji ? Beka z Ciebie .

          • 9 12

          • Ignorować internetowych onanistów!

            • 7 1

          • zakładam, że te żale co wylewasz pod moim co drugim postem, piszesz jadąc na rowerze w czasie wykonywania jednocześnie okrężnych ruchów ramionami? no wiesz, NIE siedząc w suterenie po babci przy zasłoniętych oknach, do połowy przysypany puszkami po harnasiach? ;)

            • 16 3

      • Pracowałem wiele lat na kuchni, także za granicą (Francja, Włochy) czy na statkach. Prowadziłem też catering i miałem swój lokal. Nie działam w branży od lat 19-tu. Oczywiście wiem że się wiele pozmieniało i że czasy sa jednak trudniejsze niż były ale dostrzegam też spora dozę nadrabiania braku podstawowych umiejętności kulinarnych jakimiś wariacjami i wzmacnianiem ich przekazu że to nowa jakość choć wcale niekoniecznie smakowita.
        Sprawę w kuchni zawsze traktuje poważnie i głównie zasadzam się na obowiązującej od lat etyce, że nic lub niewiele może się zmarnować. Niektórzy rozumieją to ostatnie jako kilkanaście razy odgrzewany ten sam kotlet czy tłuszcz który winien trafić do rafinerii a nie byc ponownie użyty do smażenia. Nie tu na myśli mam wykorzystanie produkty maksymalnie jak tylko można. Najlepsze (podkreślę) NAJLEPSZE lokale na świecie używają produktów pochodzących wprost z pola, pastwiska, łąki, uprawy, zagrody, morza itd czyli czasem żywe ale najczęściej świeżo ubite zwierzęta ale nie oprawione czy warzywa i owoce prostu z pól i sadów, nie myte, nie pryskane itd. Oczywiście najlepsze lokale mogą sobie na to pozwolić ale też dzięki takiej formule ma się 100% pewność że jak piszą że coś jest świeże, to po prostu jest. Dalej jest tez tak, że te produkty dzieli się na odpowiednie części czy porcje do dań głównych lub podstawowych, zaś pozostałe fragmenty, najczęściej zużywa się do sporządzania wywarów. najczęściej jest to garnek min. 50 l czy kociołek ok. 50-100 l, do którego wrzuca się właśnie to wszystko co pozostanie z przygotowania produktów. Zatem trafiają tam kości z drobiu, mniej kształtne warzywa, np jest potrzebna "prosta" marchewka a jej fragment jest łukowato wygięty, na danie się nie nada ale do wywaru jak najbardziej.
        I tak z wszystkim, siekamy drobne listki koperku czy pietruszki ale pozostałe gałązki wrzuca się do wywaru, poprawiamy więc smak. ITD, ITP, ETC
        Powstaje zatem wywar, bulion o wyraźnym smaku, mocny, esencjonalny i w praktyce bez żadnego bólu oraz (licząc zwrot z sprzedaży przygotowanych wcześniej produktów) w zasadzie za DARMO.
        Można to potraktować jako bazę do zup, sosów, galaret (jeśli jest robiony garmaż) a każda uzyskana złotówka za sprzedaż tegoż, to najczystszy zysk w gastronomii.
        Reasumując, gdy czytam te zestawy menu w lokalach odwiedzanych przez p. Beatę, dostrzegam luki towarowe, co skłania mnie do złożenie twierdzeń wcześniej zawartych.

        Ot i tyle.

        • 25 5

    • (1)

      Najwidoczniej kojarzysz smak umami tylko i wylacznie z ulepszaczami. Wspolczuje ci.

      • 5 13

      • Chyba nie wiesz o czym piszesz.
        Umami to w uproszczeniu smak (przefermentowanego) białka.
        W naturalnej formie znajdziemy go m.in. w suszonych grzybach (naturalna hydroliza), w produktach fermentacji wysokobiałkowych warzyw czy np ryb czy rybich odpadów czyli sosie sojowym, rybnym czy znanym włoskim garum.
        Zwykłe gotowanie i dodawanie soli i przypraw ziołowych, nie da posmaku umami tu musi byc coś zawierające kwas glutaminowy lub tego kwasu sól zwaną glutaminianem sodu.
        Zatem smak umami będzie i musi być zawsze skojarzony z dodaniem sosu sojowego, rybnego, Worcester, płynnych przypraw do zup czy "rosołków" w kostkach a także spotykanego czasem w czystej postaci glutaminianu sodu z wyglądu podobnego do grubej soli.

        • 14 5

  • (2)

    A macie gołąbki?
    Bo mew się niedopatrzyłem.

    • 12 3

    • (1)

      "nie dopatrzyłem." skrajny imbecylizm tego "społeczeństwa" przyprawia mnie o skręt kich.

      • 9 10

      • Szkoda że nie karku.

        • 8 5

  • (2)

    A i tak najbardziej rozwala mnie stwierdzenie: "Nasze recenzje są subiektywne, ale szczere - wszystkie restauracje odwiedzamy anonimowo, bez zapowiedzi i na własny koszt."

    • 19 18

    • (1)

      w zasadzie dlaczego rozwala? uczciwe i sensowne.

      • 17 8

      • Rozwala

        Bo wszyscy wiemy, że tak wcale nie jest - opisy nie pokrywają się z doświadczeniami ludzi.

        • 1 3

  • Kaszankę z ziemniakami zjem w domu za 3 zeta. (3)

    Zatem w knajpie dałbym za to do 12 zł. Cena 24 zaś wydaje się grubo paryska...

    • 35 16

    • (1)

      zapomniałeś napisać, że za 24 zł możesz zjeść 24 hotdogi w IKEA.

      • 23 5

      • 24!!!

        Po dwóch ma się ich dość a po trzecim zmienia smak w ustach na nie mniej niż 6 godzin.

        • 7 0

    • Te hot-dogi to syf

      • 1 1

  • Fajnie się jest przyczepić ale podstaw do tego w artykule bez liku.
    Autorka pisze (zdaniem właścicielki), że lokal wykorzystuje sezonowe produkty w zależności od dostępności itd, nie ma ulepszaczy czy smaży w fryturze. Wszystko w porzo, tylko jak to rozumieć skoro w samym tekście są raczej dowody na to, że rozumienie właścicielki to jedno a rzeczywistość to drugie. Dodawanie czegokolwiek do potraw by uzyskać smak umami, to jest właśnie formuła ... ulepszenia smaku, czyli nie takim jakim on jest naprawdę a przy pomocy choćby najdroższych i najbardziej naturalnie wytwarzanego sosu np sojowego. Autorka czy właścicielka rozumieją znaczenie nazwy ulepszacz?
    Kolejna sprawka to ten śledź. Bo rzesz, matias to raz że do dostania cały czas na okrągło a dwa, że to zasadniczo gotowy produkt lub półprodukt jako podstawa do dalszej obróbki. Tu wielkiej filozofii znów nie ma, bo wystarczy zalać go zimną wodą z dodatkiem odrobinki octu (winnego, spirytusowego, jabłkowego itd) lub soku z cytryny oraz niedużej ilości cukru i tak wymoczyć go z min. 6 godzin. Po tym czasie można go zalać czymkolwiek co lubimy, bo utracił swą słoność oraz najintensywniejszy posmak i zapach rybny.
    Nie chcę negować samej istoty powstawania lokali jak powyżej ale autorka robi swe wypady i opisuje wyjątkowo po "łebkach".

    • 22 9

  • Czegoś nie rozumiem (10)

    Ostatnio w opisie lokalu dania zjechane od góry do dołu - ocena ogólna: 4.5.

    Dzisiaj, za wyjątkiem żeberek, wyśmienita kuchnia, peany, ochy i achy, ale ocena ogólna to tylko 3.8.

    O co chodzi?

    • 44 6

    • (5)

      O nic, wszak obiektywnie patrząc ocena jest ... subiektywna.
      Więc te małe punkciki mają znaczenie, żadne!

      • 11 1

      • A może autorka jeszcze nie zrozumiała, że można zrobić średnią ważoną? (4)

        Jeśli już ktoś się chwyta narzędzia jakim jest ocenianie, to niech chociaż rozumie, co robi.

        • 16 5

        • (3)

          No i właśnie na tym od tygodni polegają dysputy (próżne) z autorką.
          Gadał dziad do obrazu ...

          • 14 4

          • Dokładnie. Jak grochem o ścianę (2)

            Ostatnio czytałem tu artykuł przedstawiciela "młodego pokolenia" o idiotyzmach na placu zabaw.

            W komentarzach przewijała się litania przekleństw na "zatwardziały beton", "leśne dziadki" czy "komunę". Do tego wytykanie braku logicznego myślenia oraz nieumiejętności kontaktu z klientem i reagowaniem na jego potrzeby.

            Co ciekawe, pani Beata, reprezentantka "młodego pokolenia" prezentuje dokładnie taki sam mechanizm działania. Nie reaguje na krytykę, nie zmienia idiotycznych założeń, nie patrzy na niespójność logiczną wyniku. Jako, że jest młoda nie identyfikuje się z "komuną" czy "betonem", ale mechanizm jej działania jest identyczny.

            Pani Beato, proszę poczytać komentarze i wziąć sobie je do serca. A potem zmodyfikować swoje postępowanie. Czytelnicy wytknęli już wystarczająco dużo błędów w Pani osądach, aby teraz to wszystko poprawić.

            I pisać dalej dla dobra lokali i społeczności trójmiejskiej!

            • 18 6

            • (1)

              Tez tak myslalem, lecz nie jestem ignorantem i poczytalem o systemie ocen na ich stronie. I sie wyjasnilo.

              • 4 4

              • To wykażę się raz jeszcze ignorancją...

                Nie znalazłem opisu kryteriów na ich stronie... buuu... Interfejs okazał się sprytniejszy ode mnie.

                Znalazłem listę kryteriów, ale nie są one skalibrowane ani nie jest podana waga poszczególnych elementów. A bez tego nie można dokonywać oceny.

                • 8 4

    • Dokładnie na to samo zwróciłem uwagę. (2)

      W restauracji nie jest ważne "pierwsze wrażenie" czy "kącik malucha", a jeśli koniecznie chce się je jako składnik oceny upchnąć, to powinny być inaczej ważone, niż przede wszystkim smak oraz obsługa. W przeciwnym wypadku restauracja pałacowa z mini lunaparkiem i złotymi kiblami, ale kuchnią rodem z dworcowej garmażerii, będzie zawsze zwyciężać.

      • 18 6

      • (1)

        akurat istnienie gigantycznego, pełnego Brajanków i Dżesik "kącika bachora" ma na moją decyzję o odwiedzeniu restauracji wpływ znaczący. w sensie, jeśli kącik jest, to nie idę.

        • 25 3

        • celny komentarz, przyłączam się :)

          • 22 0

    • Brak kącika dla dzieci

      • 0 3

  • Grubo. Paryszanka - pół kaszanki i jeden ziemniak 24 zety. (9)

    Za 24 zety mamy w lidlu 3 kilo kaszanki i 3 kilo ziemniaków. Można z tego zrobić z 30 takich porcji.
    I co to za wiejska moda z podawaniem dania na desce (żeberka). Co na to sanepid?

    • 22 5

    • A widzisz JEDNORAZOWY papier pod żeberkami? (1)

      Nie, nie jest to zwykły papier jaki znasz z zeszytu.

      • 2 10

      • Ciekawe tylko jak manewrować na tym skrawku papieru tymi żeberkami?

        Nie ma szans aby nie zsunęło się nam danie na deskę.A kości chyba pod stół trzeba rzucić.

        • 12 0

    • (3)

      serio nie wiecie jak funkcjonuje gastronomia czy udajecie głupich? To nie są stołówki Caritasu, tam się zarabia na jedzeniu. Właściciel knajpy musi zapłacić czynsz, prąd, pensje, zusy, srusy itp. Nie liczę kosztów remontu i wyposażenia kuchni czy sali. 24 zł za kaszankę to niemało ale widocznie targetem nie sa tam klienci Lidla czy Biedry.

      • 7 11

      • Aaaaa...... murgrabia przyjdzie na kaszankę

        w końcu dla niego to pewnie jest rarytas jak nie chodzi do lidla czy biedronki taki jak dla gawiedzi kawior,chociaż ten drugi jest dostęny od czasu do czasu w dyskontach.

        • 9 4

      • My o tym wiemy, tyle że dla niektórych kaszanka kupiona w Lidlu czy nawet Piotrze i Pawle jest karmą z pogranicza pies lub menel ale w rzekomo ekstra knajpie za 24 zeta to już przysmak na miarę ryby Fugu.

        • 5 1

      • czyli targetem są tam frajerzy? bo tak duża przebitka to chyba tylko dla nich

        szanujmy się

        • 5 2

    • (2)

      To spadaj pod lidla i jedz z papieru niecnoto Jak cię nie stać to są bary mleczne

      • 1 10

      • To idź tam jadaj i rób za frajera udając ze takim nie jesteś.

        • 8 0

      • A ty do kuchni bo tłum gości faluje w oczekiwaniu na kiszkę z kartoflami.:-)

        • 1 1

  • Matko, kolejna knajpa z odrapanymi cegłami na ścianie.

    • 14 8

  • Matjas (5)

    Matjas w śmietanie, ludzie! Aż mewy tupią ze złości. Matjasa podaje się bez żadnej zalewy, oczywiście jeśli to prawdziwy matjas holenderski złowiony w maju i jednoroczny. Może być tylko cebula. 100% śledzi podawanych u nas to stare norweskie śledzie w solance nie mające nic wspólnego z matjasem. Reasumując, albo właścicielka nie ma pojęcia albo wprowadza w błąd klientów. Może też recenzentka się nie zna bo to był zwykły śledź a nie matjas.

    • 26 4

    • Matjasa oryginalnego u nas raczej nie uświadczysz, natomiast zgoda że to co sie tak u nas zowie, ma tyle samo wspólnych cech, co krzesło elektryczne z eklektycznym

      • 10 2

    • Śledź ala Matias

      Nie bądz taki znawca.Jak znajdziesz MATIASA w Polskich sklepach albo w knajpach to postawię Tobie beczkę piwa .Wiadomo że w tym kraju matias nazywa się śledz ala matias.I oto chodziło ,pewnie P Beacie troszkę uśmiechu i dystansu do naszej codzienności facio by ci się przydało

      • 2 4

    • śledź deluxe

      to był śledź a la matias czyli czyli taki śledź że jak go nazwiesz matiasem to wszystkim bardziej smakuje. i zgadza sie - testsmaku od razu go awansował do pierwszej ligi śledziowej

      • 3 2

    • (1)

      jak to?! przecież na plastikowym opakowaniu w stonce czy rydlu jest napis matjas?!

      • 0 4

      • nie, nie ma takiego napisu. jest napis (małymi literkami) "śledź a la" (i już dużo większymi) "matjas."

        • 1 2

  • Żarty chyba... (3)

    Byłem aż dwukrotnie.. niestety... Nie polecam. Nie chodzi o cenę, którą jestem wstanie przeżyć, ale o jakość i smak serwowanych dań. Nie polecam, używają nieświeżych produktów co ukrywane jest dużą ilością przypraw, cukru i soli. Poza tym miejsce w ogóle nie przygotowane dla dzieci. Słabo z miejscami parkingowymi, jak zresztą w całym Sopocie.

    • 9 13

    • uwielbiam rozwydrzone sopockie bachory spazmujące po całym lokalu w przypływie ADHD-szału wywołanego konsumpcją worka cukru popitego dwulitrową kolą (=drugi worek cukru.)

      • 16 2

    • Słaba ta opinia, bo brak miejsc parkingowych czy miejsc dla dzieci ma niewiele czy nawet nic z daniami podawanymi w lokalu.
      Poza tym , wyjątkowa niespójność, smacznie nie jest ale gdyby były miejsca dla dzieci czy samochodów to by było juz OK?!

      • 9 5

    • E...E...Sopocianin

      a Ty naprawdę taki niedołężny jesteś, że po Sopocie furą się bujasz? Rusz tyłek, bo coś za bardzo narzekasz- więcej ruchu zapewni Ci więcej endorfin i może na świat przyjaźniej spojrzysz. Kto powiedział, że w każdej knajpie musi być bawialnia? sama mam dwójkę dzieci w "wymagającym wieku" w Tupocie byłam z nimi, bez opiekunek i kolorowanek, dały radę. Rodzicu ! więcej entuzjazmu i kreatywności w ogarnianiu dziatwy. A jak szukasz miejsc by się dzieci i Ty najedli, pobawiły i furą pod oknem staniesz to już. MC Donald'sik zaprasza

      • 6 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Bufet włoski - Pasta e vino

degustacja

Niedzielne Rodzinne obiady w My Place Gdynia

degustacja

Włoskie czwartki na 32 piętrze!

street food, pubbing

Nowe Lokale

Wkrótce otwarcie