Wiadomości

stat

Fotografia kulinarna ma znaczenie. Wywiad z Joanną Ogórek

Joanna Ogórek specjalizuje się w fotografii kulinarnej. Współpracuje z najlepszymi restauracjami, w których, według niej, najciekawiej jest na kuchni, gdzie przygotowywane są wykwintne dania.

Zdjęcie wykonane w restauracji Mercato.
Joanna Ogórek specjalizuje się w fotografii kulinarnej. Współpracuje z najlepszymi restauracjami, w których, według niej, najciekawiej jest na kuchni, gdzie przygotowywane są wykwintne dania. Zdjęcie wykonane w restauracji Mercato. fot. Edyta Steć/ Trojmiasto.pl

Mieszka w Gdyni, ale podróżuje po całej Polsce. Zajmuje się fotografią kulinarną, która nieustannie ją pasjonuje. Współpracuje z najlepszymi restauracjami pokazując ich wyrafinowane i dopracowane dania. Joanna Ogórek w wywiadzie opowiada nam, dlaczego ciekawiej jest w restauracyjnej kuchni niż na sali i dlaczego akurat Trójmiasto jest idealnym miejscem do życia i rozwijania pasji.



Czy zwracasz uwagę na zdjęcia w przepisach kulinarnych?

tak, odpowiednie zdjęcie zachęca do gotowania, jedzenia

61%

tak, ale tylko poglądowo

15%

tak, uważam, że walory smakowe są tak samo ważne jak wygląd dania

7%

nie zwracał(a)em uwagi na zdjęcia dań do tej pory, ale zacznę to robić

2%

nie, nie interesują mnie zdjęcia jedzenia

15%
Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz: Od kiedy fotografujesz?

Joanna Ogórek: Niestety nie mogę rozpocząć zdaniem, że fotografia od zawsze była moją pasją. Nie była. Bardzo długo lokowałam swoje zawodowe plany w zupełnie innej dziedzinie sztuki i choć aparat towarzyszył mi na długo przed obraniem tej właśnie ścieżki, to nie wiązałam z nim większych planów.

Zawodowo fotografuję od 9 lat i myślenie o sobie w kategorii "fotograf" zaczęło się od momentu, kiedy stało się to moim źródłem utrzymania. Miałam aparat, kierunkowe wykształcenie, głowę pełną wyobraźni i wielką motywację w osobie mojego syna. Zaczęłam działać. Sesji zdjęciowych przybywało, zdjęcia wychodziły coraz lepsze. Mogę przyznać, że w życiu bym się nie spodziewała, że wyjdzie z tego taka dobra historia.

Nie zrozum mnie źle: uwielbiam swoją pracę i wkładam w nią mnóstwo serca, ale gdybym pewnego dnia nie musiała zorganizować świata dla dwojga, to na pewno nie byłoby tej rozmowy.
Kocham minimalizm, prostotę, nie lubię rekwizytów, które nic nie wnoszą. Nie szukam gadżetów do wzbogacenia stylizacji, a jedynie patrząc w aparat poszukuję najlepszego ujęcia dla danej potrawy


Świat gastronomii jest światem hermetycznie zamkniętym - wszystko kręci się wokół tych samych nazwisk i bardzo ciężko było przekonać wszystkich do siebie, a mając za motywację coś, co jest dla mnie najważniejsze, w połączeniu ze wsparciem rodziny i przyjaciół, to po prostu nie mogło się nie udać. Jak teraz o tym myślę, to zawód, który obecnie wykonuję, narodził się dzięki temu, co jest w moim życiu najważniejsze. Jednak nie ukrywam, że początek był trudny.

Na co dzień mieszkasz w Trójmieście, ale dużo podróżujesz służbowo. Jakie miasta najczęściej odwiedzasz?

Podróżuję coraz częściej, głównie są to wizyty w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu.

Twoją specjalizacją jest fotografia kulinarna. To świadomy wybór?

To był przypadek. Chciałam fotografować ludzi, a raczej nie wiedziałam, że mogę inaczej. Gdy na studiach dostałam się na praktyki do wydawnictwa Press and Journal to odkryłam, że praca jako fotoreporter, to moja droga. Nigdy nie miałam oka do fotografii przyrody, krajobrazów itp., a jedzenie to był bardzo odległy dla mnie temat, aż do pierwszej sesji w restauracji. Trochę jak z zakochaniem - to była miłość od pierwszego wejrzenia, a w tym przypadku zdjęcia.

Obecnie czuję się fotografką kulinarną. Kocham minimalizm, prostotę, nie lubię rekwizytów, które nic nie wnoszą. Nie szukam gadżetów do wzbogacenia stylizacji, a jedynie patrząc w aparat poszukuję najlepszego ujęcia dla danej potrawy. Lubię robić zdjęcia jedzenia i nawet jeśli komuś nie do końca podoba się taka praca, to ja czuję się w niej jak ryba w wodzie.

Nie da się ukryć, że dania i koktajle na twoich zdjęciach wyglądają jak małe dzieła sztuki. Co jest najtrudniejszego w pracy z jedzeniem?

Bardzo dziękuję za komplement, ale uważam, że aby na niego zasłużyć, czeka mnie jeszcze dużo pracy i musi upłynąć trochę czasu. Trudności na sesji oczywiście jest wiele. Bywa też, że oczekiwania klienta mijają się z moim pojęciem dobrego smaku.

Trudne natomiast było dla mnie znalezienie złotego środka pomiędzy ilością zleceń a aktywnym spędzaniem czasu w domu. Miałam jeden krytyczny moment, kiedy jednego miesiąca przyszło mi spędzić większość czasu w rozjazdach. Ciężko znosiliśmy rozłąki, chaos, brak organizacji obowiązków domowych. Wtedy podjęłam decyzję o ograniczeniu wyjazdów i zleceń. Zatracam się w swojej pracy bardzo, ale wiem, co jest dla mnie najważniejsze. Jeśli przyszłoby mi zrezygnować z kilku zleceń to myślę, że byłoby to z korzyścią dla spokoju w domu, a ten jest dla mnie ważniejszy.

Praca z szefami kuchni jest fascynująca, ale z drugiej strony wymaga ode mnie pokazania potraw tak, aby to ich talent podkreślić. Często zastanawiam się, czy moje umiejętności są wystarczające, aby to odpowiednio zrobić.

Jak często ktoś ciebie pyta: dlaczego dania w najlepszych restauracjach są takie małe?

Rzadziej słyszę to pytanie niż takie: "czy z fotografii jedzenia da się wyżyć?" albo "czy zjadam fotografowane potrawy?". Odpowiadam zawsze tak samo: żyje mi się świetnie, a zjadając 10 potraw dziennie miałabym wielki problem ze zdrowiem, tym bardziej, że często są to zimne i wielokrotnie dotykane dania, które nie zachęcają do konsumpcji. Mówiąc już całkiem poważnie, to lubię prosty obiad przygotowany w domu. Po całym dniu w pracy nie marzę o niczym innym, jak o spokojnym posiłku z rodziną.

Oglądasz restauracje najczęściej od zaplecza, od kuchni, prawda? To ciekawsza perspektywa niż ta, którą widzi klient?

Dla mnie na pewno. Każdy powinien wypełniać przestrzeń, w której czuje się najlepiej. Mnie zdecydowanie bliżej do pracy podczas kolacji z kucharzami niż do bywania na restauracyjnych salach. Fotografia kulinarna pozwala zachować mi moją nieśmiałość, choć może jest to trochę naiwne podejście do tego zawodu. Lubię obserwować pracę kucharzy, proces przygotowywania potraw, składniki, kolory, struktury i formy. Poza tym na kuchni więcej się dzieje. Czasem jest to istne wariactwo.

Staram się skupić na własnej pracy, nawet jeśli wokół wszystko szaleje, to ja się wyłączam i koncentruję na jednym talerzu, który akurat fotografuję.

Z których zdjęć jesteś najbardziej dumna?

Bardzo krytycznie podchodzę do swojej pracy i rzadko kiedy jestem w pełni zadowolona z efektu. Przejmuję się opinią klientów. Oczywiście są zdjęcia, które lubię bardziej, inne mniej. Nie mam jednego ulubionego zdjęcia mam wiele, które bardzo lubię. W Trójmieście jest wielu zdolnych szefów kuchni i dlatego kilka sesji z restauracji Mercato, Sztuczki czy z Białego Królika zaliczam do moich ulubionych.

Lubię trudne tematy. Kiedy danie na pierwszy rzut oka jest mało atrakcyjne, a ja muszę pokazać, że jest smaczne, to jeśli to się uda, to traktuję to jako mały sukces. Jestem dumna, gdy ktoś mi powie, że czuje się głodny, jak patrzy na moje zdjęcia lub przekaże pozytywny komentarz na temat mojej pracy. Popłakałam się jak dziecko, gdy pewnego dnia otrzymałam wiadomość, że moje zdjęcia znalazły uznanie na grupie The Best Chefs, a podczas wręczenia nagród najlepszym szefom kuchni ze świata, mogłam być ich fotografem.

Jakie masz marzenia związane z fotografowaniem?

Chciałabym, żeby nie okazało się za jakiś czas, że to chwilowa moda - teraz jest, a za rok przeminie. Po prostu, aby nadal to wszystko trwało. Jest mi bardzo dobrze w tym momencie życia, w którym jestem. Nie czekam na tytuł mistrza świata fotografii kulinarnej - moim największym marzeniem jest, żeby ta historia się nie skończyła.

Mam przyjemność prowadzić sporadycznie zajęcia z dziećmi i na jednych mój syn przedstawił mnie reszcie klasy słowami: "moja mama jest fotografem, ale nie takim zwykłym. Moja mama fotografuje kotlety i makarony. Kto z was miał kiedyś w kuchni 16 tortów?". To są właśnie spełnione marzenia. Dziecko, które mówiło o mnie jakbym co najmniej wymyśliła szczepionkę, albo uratowała ludzi z płonącego autobusu. (śmiech)

Każdego dnia słyszymy rozmowy w prasie i mediach na temat podnoszenia poprzeczek, kwalifikacji, pokonywania konkurencji. Mi jest wygodnie i komfortowo tu gdzie jestem i dopóki mój synek widzi we mnie powód do dumy, to czas, który miałabym spędzić na gonitwach i walkach, wolę spędzić z nim i wspomnianymi 16 tortami. Może trochę rozczarowałam takim podejściem, ale pozwalam życiu szykować dla siebie niespodzianki, a największe marzenia ulokowane mam w życiu rodzinnym, a nie zawodowym.

Zdradzisz jak wyglądają twoje plany na najbliższą przyszłość?

Niebawem rozpocznie się dla mnie moja największa zawodowa przygoda. Wraz z Anią Dowgiałło-Sługocką, współwłaścicielką Przystanku Orłowo, otwieramy w centrum Gdyni restaurację, w której będę mogła dać upust wszystkim swoim fotograficznym zachciankom i w której będę mogła każdego dnia obserwować prace zdolnych kucharzy i przedstawiać ich dania na zdjęciach. Kilka lat temu, w wywiadzie radiowym, powiedziałam, że chciałabym być fotografem, który jest częścią zespołu i każdego dnia uczestniczy w przygotowaniach, planowaniu, który tworzy historię dań. Teraz będę miała taką możliwość. Razem z Anią zebrałyśmy komplet niesamowicie fajnych, otwartych i zdolnych ludzi i już za kilka tygodni, rozpoczniemy przygodę - również fotograficzną.

Co lubisz robić w wolnym czasie?

Nie wymienię nic bardzo oryginalnego. Lubię grać z synem w kości, porozmawiać z nim siedząc na drzewie czy pójść na spacer z psem. Bycie mamą sprawia mi najwięcej przyjemności i jak tylko mogę, to czerpię z tego całymi garściami.

Możesz powiedzieć, że Trójmiasto, to zdecydowanie twoje miejsce na ziemi? Za co lubisz Trójmiasto? Czy są tu miejsca, które cię inspirują, pobudzają wyobraźnię? Gdzie lubisz bywać?

Zawęziłabym to nawet do miasta. Gdynia to moje miejsce na ziemi - mam tu wszystko: ciepło rodzinne, świetnych przyjaciół, przytulne mieszkanie i las. Przez dziewięć lat wracałam tu na weekendy, na święta, na urlop. Napis na wjeździe: "uśmiechnij się, jesteś w Gdyni", ma dla mnie zupełnie inny wymiar niż dla ludzi mijających go codziennie. Jestem bardzo związana ze swoją rodziną, siostrą, przyjaciółką i to wszystko zawsze na mnie tu czekało. Nie chciałabym mieszkać w żadnym innym mieście.

Co do inspiracji, to dostaję je w prezencie każdego dnia: wzór na plisowanej spódnicy mijanej dziewczyny, bańki mydlane, woda, światło słońce, kamienie, struktury - ciągle uważam, że w Gdyni jest ich na pewno najwięcej (śmiech).

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (60)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

18

czerwca

23

czerwca

23

czerwca

Slow Fest Sopot - Sopot od ... Sopot, Molo w Sopocie

Rozrywka

Ricky Martin wystąpi w Ergo Arenie
Ricky Martin wystąpi w Ergo Arenie
Sławomir rozgrzał publiczność w Gdynia Arenie
Koncert Sławomira w Gdynia Arenie

Kultura

20 lat z gdańskimi carillonami
20 lat z gdańskimi carillonami
Gilbert & George: chcemy być normalni i dziwni
Gilbert & George: normalni i dziwni

Planuj z nami tydzień