Wiadomości

stat

Jemy na mieście: Neon - plusy i minusy

W Neonie dania pięknie wyglądają, ale czy też tak samo dobrze smakują? Na zdjęciu: chilli kurczak
W Neonie dania pięknie wyglądają, ale czy też tak samo dobrze smakują? Na zdjęciu: chilli kurczak fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl

Jemy na mieście to cykl artykułów, w których opisujemy trójmiejskie restauracje. Testowane dania zamawiamy na własny koszt i nie zapowiadamy naszej wizyty. Piszemy szczerze, lekko i unikając nadmiernej pretensjonalności. Dziś recenzujemy Neon w Gdyni. W poprzednim odcinku jedliśmy w Polędwicy sopockiej w Sopocie, a za dwa tygodnie w środę ocenimy Machinę w Gdańsku - już tam byliśmy.



Gdyński Neon kusił mnie, odkąd obserwowałam potyczki kulinarne szefa kuchni Jana Kilańskiego w ostatniej edycji programu "Top Chef". Uwielbiam kuchnię azjatycką, a wizja baru z azjatyckimi tapasami wydała mi się bardzo kusząca. Szczerze mówiąc, wyobrażałam sobie, że trafię do takiego miejsca, jakie miałam okazję odwiedzać w innych krajach, a więc pełnego niewielkich azjatyckich przekąsek.

Bar mieści się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie jeszcze do niedawna funkcjonowała popularna Główna Osobowa (ulica Abrahama 39 zobacz na mapie Gdyni). Właściciel oraz szef kuchni pozostał ten sam, zmienił się koncept gastronomiczny.

Lokal jest nieduży. Dominuje w nim bardzo modny ostatnio kolor petrol (ciemnia zieleń z odcieniem niebieskiego), który świetnie kontrastuje z jasnym drewnem, którym obita jest część ścian. Czerwone lampy, stoły wyłożone pastelowymi ceramicznymi kostkami ocieplają nieco chłodne wnętrze. W centralnym punkcie stoi duży bar z widoczną kuchnią.

Jak wspomniałam, autorem kuchni jest Jan Kilański, finalista ostatniej edycji "Top Chef". Obserwując go w programie byłam przekonana, że Neon zaskoczy mnie feerią azjatyckich smaków z polskim twistem. I z takim to nastawieniem w pewne sobotnie popołudnie zabrałam moją koleżankę na azjatyckie tapasy. Warto zaznaczyć, że Neon czynny jest od poniedziałku do soboty od godziny 16.

Całe szczęście, że była piękna pogoda i można było usiąść przy stoliku na zewnątrz, gdyż w środku muzyka dudniła tak głośno, że zagłuszała myśli, a o spokojniej rozmowie nie było mowy. Niestety, mimo próśb nie udało się jej ściszyć. Ok, może tak musi być, taki mają zamysł i muzyka musi dominować.

Karta jest bardzo krótka i podzielona na kilka sekcji: startery, bułeczki - bao, zupy oraz dania z woka i grilla.

Zamawiamy po jednym daniu z każdej sekcji:

- kimchi (5 zł);
- bao z marynowaną karkówką (14 zł);
- rosół tajski (15 zł);
- chilli kurczak (14 zł);
- brokuł w sosie sezamowym (12 zł);
- żeberka w czerwonym tajskim curry (18 zł);
- ryż słodko-kwaśny jako dodatek(4 zł).

Do picia wybrałyśmy popularną tajską herbatę na zimno (9 zł) oraz bezalkoholowego drinka na bazie cytrusów i mango oraz wody sodowej o wdzięcznej nazwie Virgin Funky Monkey (14 zł).

Kimchi była doskonała. Dobrze ukiszona, pełna smaku właściwie sfermentowanej kapusty. Piekielnie ostra miło paliła w gardło. Zaostrzyła tylko mój apetyt.

Kimchi
Kimchi fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Brokuł w sosie sezamowym, karmelizowany i lekko pikantny z  prażonym czosnkiem, dla mnie okazał się bardzo łagodnym, ale przyjemnym w smaku daniem. Z ryżem jaśminowym warzywa stanowiły bardzo udaną kompozycję. Sam ryż, lekko słodkawy w smaku i z cytrusową kwaśną glazurą, był genialny, mogłabym zjeść miseczkę bez niczego.

Brokuł w sosie sezamowym z ryżem
Brokuł w sosie sezamowym z ryżem fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Tajski rosół okazał się być dla mnie łagodnym, a nie ostrym. Dość aromatyczny, gęsty, esencjonalny, z miłym charakterystycznym azjatyckim posmakiem i lekko słodko-kwaśną nutką. Uważam, że za słabo w tej zupie przebijały się tajskie aromaty, a za mocno chińskie. Ale prócz tego, że był za mało pikantny, był bez zarzutu, czyli tłusty i sycący z bardzo fajnym drobniutko pokrojonym delikatnym mięsem i z odpowiednią ilością makaronu ryżowego. Mojej koleżance smakował najbardziej i do dziś go wspomina jako jedną z lepszych zup w stylu azjatyckim.

Rosół tajski
Rosół tajski fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Kurczak chilli z woka to skrzydełka z kurczaka w lekko pikantnym sosie z pomidorów, czosnku, imbiru. To danie zburzyło pierwsze dobre wrażenie. Otóż skrzydełka sobie, a sos sobie. Mięso było niedosmażone, bez smaku i gumowate. Zakładam, że skrzydełka wrzucono do woka, podsmażono i podano z sosem, który nie ukrył tego, że są na wpół surowe. Nie wyczułam, aby były przedtem marynowane ani też w odpowiedni sposób przyprawione. Jak biorę kurczaka, który ma w nazwie chilli, to zakładam, że będzie ostry, a nie mdły i bez wyrazu. Niestety to danie do poprawki.

Chilli kurczak
Chilli kurczak fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Bao z marynowaną karkówką, cukinią i prażonymi orzeszkami mogę uznać za nie najgorsze danie, ale mało wyraziste. Owszem, mięso było kruche, ale słabo doprawione, zabrakło intensywnych orientalnych przypraw, smak Azji kompletnie się tu zagubił. Bułeczka za to perfekcyjna. Przydałoby się też trochę sosu.

Bułeczka bao z marynowaną karkówką
Bułeczka bao z marynowaną karkówką fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Żeberko z grilla w czerwonym curry to kulinarne nieporozumienie. To samo, co przy skrzydełkach: żeberka bez przypraw, niezamarynowane, suche, niedopieczone, z małą ilością twardego mięsa, polane sosem z czerwonym curry. To połączenie kompletnie ze sobą nie zagrało. Szkoda, bo w tym daniu był potencjał.

Żeberko z grilla w czerwonym curry
Żeberko z grilla w czerwonym curry fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Bezalkoholowego drinka o nazwie Virgin Funky Monkey przemilczę, bo miał być z mango, a okazał się trzema łykami kwaśnej wody z ogromną ilością kruszonego lodu. Za to szklanka była fantazyjna i wielka. Natomiast tajska herbata była dobra.

Woda sodowa Virgin Funky Monkey
Woda sodowa Virgin Funky Monkey fot. Agnieszka Haponiuk/Trójmiasto.pl
Po wizycie w Neonie mam mieszane uczucia. Wiem, że to nie jest stuprocentowe odzwierciedlenie azjatyckiego street food, ale kuchnia autorska inspirowana orientalnymi smakami. Zamysł fajny, szef kuchni utalentowany, ale coś poszło nie tak. Ceny również nie powalają - wiem, że to azjatyckie tapasy, więc niewielkie dania, ale jednak według mnie powinny być odrobinę tańsze.

Nie ukrywam, że idąc do Neonu oczekiwałam wielkiego "wow", a tymczasem dostałam nie zawsze udaną interpretację kuchni azjatyckiej. Zabrakło feerii smaków, ostrości, wyrazistości. Jestem zmuszona wystawić mocną "trójkę". Plus, bo nie wątpię w talent kulinarny Jana Kilańskiego, ale może przydałaby się inna, bardziej dopracowana interpretacja Azji? Chętnie jeszcze raz odwiedzę Neon i sprawdzę nowe propozycje szefa kuchni.

3.5 /6
Ocena autora
4.3
12 ocen
Ocena czytelników

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (77)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

21

lipca

Kulinarna Świętojańska Gdynia, ul. Świętojańska

28

lipca

Samo dobro w Muzeum - śniad... Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni

Rozrywka

Planują otworzyć nowe kasyno w centrum Gdańska
Planują nowe kasyno w centrum Gdańska

Kultura

Filharmonia Bałtycka usunie kontrowersyjny wyświetlacz
Filharmonia usunie szpetny wyświetlacz
Światowy sukces gdańskiego chóru 441 Hz
Światowy sukces gdańskich Herców

Nowe lokale

Bacalao

Kluby, dyskoteki
Gdańsk
wejście nr 52

Plaża

Bary, bistro
Gdańsk
Piastowska 210

Pizzarium

Pizzerie
Gdańsk
Podwale Staromiejskie

Planuj z nami tydzień