Wiadomości

Marcin Potkański: o dobrej kawie, która pomaga farmerom

Marcin Potkański to inaczej Pan od kawy. Na kawie zna się jak mało kto. Ta miłość zaprowadziła go na plantację w Indonezji, gdzie kawę poznał od tej prawdziwej strony, okupionej bardzo ciężką pracą.
Marcin Potkański to inaczej Pan od kawy. Na kawie zna się jak mało kto. Ta miłość zaprowadziła go na plantację w Indonezji, gdzie kawę poznał od tej prawdziwej strony, okupionej bardzo ciężką pracą. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Kiedyś prowadził agencję reklamową Brandish. Dzisiaj wszystko postawił na jedną... kawę. W przeciwieństwie do wielu baristów zamiast poszukiwać coraz to doskonalszych sposobów jej parzenia, Marcin Potkański (na Instagramie znany jako Pan od kawy) wyruszył w podróż do źródła - na indonezyjską plantację. To, czego tam doświadczył, odmieniło jego życie na zawsze. I chociaż część serca zostawił na wyspie Flores, do Gdańska przywiózł smak i aromat doskonałej kawy z tej egzotycznej plantacji. Skosztujecie jej w Mitte - chleb i kawa.



Palarnie kawy w Trójmieście

 

Jak często pijesz kawę?

codziennie, nawet kilka filiżanek/kubków 67%
codziennie, ale maksymalnie jedna filiżanka 17%
kilka razy w tygodniu 5%
rzadko, kiedy mnie najdzie ochota 5%
w ogóle nie pijam kawy 6%
zakończona Łącznie głosów: 561
Justyna Michalkiewicz-Waloszek: Zanim opowiesz mi o tym, jak rośnie kawa, skupmy się na czymś bardziej przyziemnym. Dobra kawa, czyli jaka?
 
Marcin Potkański: Każda! Bo każda kawa jest dobra, jeżeli komuś smakuje. Oczywiście nie zawsze tak myślałem. Podczas mojego wolontariatu na plantacji w Indonezji nabrałem szacunku do kawy. Czy wiesz, jak trudno ją wyprodukować?
 
Jako konsumenci widzimy ostatni etap, kiedy do wyboru mamy np. latte, cappuccino lub espresso. Zanim kawa trafi do naszej filiżanki, musi przejść długą drogę.
 
Wszystko zaczyna się od pozyskania owocu. Farmerki w Indonezji - bo na plantacjach pracują głównie drobne kobiety - mieszkają i pracują na zboczach gór, w bardzo ciężkich warunkach. Nie można tam wjechać maszyną czy traktorem. Trzeba po te ziarna najpierw wdrapać się na górę, a następnie ręcznie znieść. Dlatego właśnie uważam, że nie ma złej kawy. Na pewno nie należy poddawać się trendom, że np. od dziś będziemy pili tylko kawę z dripa czy przelewu - bo tak jest modnie. Pijmy taką kawę, jaką lubimy.

A jaką kawę ty lubisz?

To się zmienia. Kiedyś piłem cappuccino, ale gdy założyłem kawiarnię, pokochałem espresso. Ponadto mam swój codzienny poranny rytuał. Mielę ziarna kawy w młynku manualnym, a następnie zalewam przez dripa. Nie odmierzam odpowiednich proporcji, robię to intuicyjnie. Poranki z kawą to moje 10 minut oddechu, kiedy planuję cały dzień.

Czy zgodzisz się, że z kawą jest trochę jak z winem?
 
To podobna historia. Smak kawy - podobnie jak wina - warunkuje np. gleba albo wysokość, na której rośnie kawowiec. Dla przykładu: ziemia afrykańska przemyca w kawie smak cytrusów, a indonezyjska - śliwkę. Te aromaty nie są oczywiste, ale są wyczuwalne.   
 
Pogoń za kawą idealną to przerost formy nad treścią. Kawa ma sprawiać nam przyjemność. Nie musimy się w niej doktoryzować.
A co powiesz o kawie rozpuszczalnej?
 
Ludzie często zakładają, że jej nie znoszę. To nie tak! Myślę, że branża kawowa trochę oderwała się od rzeczywistości. Gonimy za najlepszym ziarnem, za coraz to nowszymi sposobami parzenia. W związku z tym rośnie cena, bo farmerzy muszą sprostać większym wymaganiom. Moim zdaniem pogoń za kawą idealną to przerost formy nad treścią. Jak już wspomniałem, kawa ma sprawiać nam przyjemność. Nie musimy się w niej doktoryzować. Jeżeli rozpuszczalna nam smakuje - pijmy ją. Zawsze jednak zachęcam, aby spróbować kawy ziarnistej i poczuć różnicę.  
 
Takie czasy - ma być szybko i prosto. Zalewamy instant i jest gotowa.
 
I bardzo łatwo przyzwyczajamy się do smaków. Wiesz, że kawa rozpuszczalna nie jest aż tak bardzo chemiczna? Gorsze są kawy z ekstraktami smakowymi. Kawa rozpuszczalna jest po prostu najtańsza. Produkuje się ją z ziaren, które mają defekty.
 
O jakich defektach mówisz?
 
Zobacz, to są ziarna najlepszej jakości. Skupuję je bezpośrednio od farmerów z Indonezji. A teraz zobacz ziarna na zdjęciu. Widzisz różnicę? Są połamane, mają nieregularne kształty. Powstanie z nich najprawdopodobniej kawa rozpuszczalna. Na plantacji nic nie może się zmarnować, bo farmerzy nie mają pieniędzy. Sortują więc ziarna po kilka razy. Na każde znajdą się kupcy i konsumenci.

Zanim rozpocząłeś przygodę ze swoją kawiarnią Mitte - chleb i kawa, przez kilkanaście lat prowadziłeś agencję marketingową Brandish. Jak to się stało, że z marketingu trafiłeś na plantację w Indonezji?
 
Dostałem propozycję, aby wyjechać do Singapuru i podjąć pracę jako dyrektor kreatywny jednego z największych wydarzeń start-upowych na świecie - Slush. Wówczas prowadziłem już swoją kawiarnię i coraz intensywniej kiełkowała we mnie potrzeba porzucenia pracy w marketingu. W Singapurze, gdzie reklama jest wszechobecna, zrozumiałem, że nie chcę dłużej przykładać swojej ręki do rosnącego konsumpcjonizmu. Czułem, że ludzie, który sprzedają street-food, mają bardziej wartościowe zawody ode mnie. I właśnie wtedy poznałem mądrego człowieka. Opowiedział mi o Kindze i Ayrtonie - małżeństwie, które żyje i pracuje na plantacji kawy w Indonezji.
 
Farmerki znoszą 40-kilogramowe worki na własnych plecach. W ogromnym upale, bez pomocy maszyn. I tak dzień w dzień, od świtu do nocy, przez cały sezon. Nie mają czasu na życie prywatne, nawet dla swoich dzieci.
Zrezygnowałeś z prestiżowej pracy i pojechałeś na plantację?
 
Dokładnie tak! W Singapurze jest wielu mądrych ludzi, często bardzo bogatych, którzy do swoich sukcesów dochodzili ciężką pracą. Po każdej z takich rozmów utwierdzałem się w przekonaniu, że nie powinienem ciągnąć kilku srok za ogon. Zrozumiałem, że chcę robić tylko jedną rzecz. Nie wirtualną, jak do tej pory, ale rzemieślniczą i namacalną.
 
Jak wyglądało twoje życie na plantacji w Indonezji?
 
Spędziłem tam miesiąc w ramach wolontariatu. Dołączyłem do zbiorów na wyspie Flores, w górskim miasteczku Bajawa. Żyją tam warany z Komodo, pająki i inne straszne stworzenia, które nieustannie planują, jak ciebie zjeść (śmiech). Za dnia jest parno, a w nocy temperatura spada do 10 stopni. Spałem więc w kurtce i śpiworze, okryty moskitierą, aby chronić się przed malarią. Pracę zaczynaliśmy o godz. 6 rano, od razu po przebudzeniu. Nie było czasu na leniwe poranki.
 
A był czas na poranną kawę?
 
Na plantacji każdy dzień rozpoczyna się od kawy.
 
To najlepsza rekomendacja. Jaką kawę piją farmerzy?
 
Zwykłą zalewajkę. Na miejscu nie ma pieców do wypalania, więc ziarna praży się na zwykłej patelni, często aluminiowej, co nie wpływa dobrze na zdrowie. Rozgrzewa się ją nad ogniskiem, które rozpala się... w domu.
 
No proszę, mają taki sam rytuał, jak większość z nas - bez porannej kawy ani rusz. A potem zaczyna się ciężka praca...
 
Bardzo ciężka, w ciężkich warunkach i słabo płatna. Złapałem się za głowę i nabrałem szacunku do farmerów. Jak już wspominałem, większość z nich to kobiety. Najpierw wspinają się na zbocza góry, aby zebrać z drzew dojrzałe owoce kawy. Muszą uważać na pająki, mrówki i inne owady, które mogą pokąsać. Później znoszą 40-kilogramowe worki na własnych plecach. W ogromnym upale, bez niczyjej pomocy. I tak dzień w dzień, od świtu do nocy, przez cały sezon. Nie mają czasu na życie prywatne, nawet dla swoich dzieci.

Postanowiłeś więc dać im ten czas.
 
Tylko tyle mogłem zrobić. Wiedziałem, że nie zmienię sytuacji finansowej farmerek, więc zaproponowałem rozwiązania, które dały im więcej czasu wolnego. Razem z Ayrtonem zbudowaliśmy drewniane łoża, na których łatwiej suszyć owoce. Przykryliśmy je folią, aby w razie deszczu nie trzeba było ich ściągać.
 
Ponadto zmieniłeś zasady gry. Pomijasz sieć dystrybucji, a ziarna do swojej kawiarni sprowadzasz bezpośrednio od farmerów, prawda?
 
Mam to szczęście, że ziarna przypływają do portu w Gdyni, więc mogę kupować je bezpośrednio od Ayrtona. Dzięki temu ja skupuję kawę od ludzi, których znam, a farmerzy z Indonezji dostają pieniądze od razu, bez ryzyka, że coś po drodze się nie powiedzie. Bardzo często, gdy jeden z wielu pośredników zawiedzie, to właśnie farmerzy nie dostają swojej zapłaty. Muszą wtedy sprzedawać swoje ziemie albo się zapożyczać. Bez nich nie byłoby tej kawy, a nie dość, że pracują najciężej i zarabiają mikroskopijny procent wartości, to jeszcze czasami nawet to minimum jest im zabierane. Kupując bezpośrednio od Ayrtona, który zawsze płaci farmerom z góry - nie narażam ich na ryzyko. Ja mam dobrą kawę, a oni dostają uczciwe wynagrodzenie za swoją pracę.

Jaka jest dalsza droga kawy, którą skupujesz?
 
Wypalam ją w mojej palarni. W zależności od potrzeb - pod przelew wypalam na jasno, a pod espresso na ciemno. I takie ziarna trafiają ostatecznie do Mitte - chleb i kawa.

Jak wygląda życie na planacji kawy poza sezonem?

Kawowiec owocuje raz, maksymalnie dwa razy w roku. W przypadku plantacji w Indonezji jest to przełom czerwca a lipca. Nie oznacza to, że po zbiorach farmerzy mają wolne. W pozostałych miesiącach dbają o plantację. Drzewka kawowca są bardzo wymagające, więc praca jest całoroczna.

Za pracę na plantacji otrzymałem zapłatę w najpiękniejszej walucie, jaką można sobie wyobrazić - wdzięczności. To najwyżej notowana waluta na giełdzie.
Wrócisz tam?

Jestem tego pewien. Kiedy żegnałem się z farmerami, mieliśmy łzy w oczach. Pracując w marketingu, robiłem świetne projekty, które kończyły się dobrym wynagrodzeniem i uściskiem dłoni zadowolonego prezesa. To było oczywiście bardzo nobilitujące, ale za pracę na plantacji otrzymałem zapłatę w najpiękniejszej walucie, jaką można sobie wyobrazić - we wdzięczności. To najwyżej notowana waluta na giełdzie.

A może warto poznać inne plantacje?

Myślałem o tym. Kawa rośnie w różnych częściach świata. To niekończąca się podróż na całe życie.

Nigdy nie żałowałeś, że odsunąłeś pracę w marketingu na bok?

Nigdy. Polecam książkę "Esencjalista. Mniej, ale lepiej", która otworzyła mi oczy. Po tej lekturze i rozmowach z mądrymi Chińczykami wiedziałem, że warto robić tylko jedną rzecz naraz. Od kiedy skupiłem się wyłącznie na kawie, mam czystą głowę, a świadomość, że robię coś, co dla ludzi jest wartościowe i użyteczne, jest nie do zastąpienia.

Opinie (41) ponad 10 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Mitte to w reichu określenie centrum miasta chyba. Mają dwaduże urzędy pod nosem. Klienteli chyba nie trzeba dorabiać teorii..

    • 7 11

  • (7)

    Kiedyś prowadził agencję reklamową Brandish

    ciekawe dlaczego zrezygnował?

    • 9 10

    • (3)

      Bo zbankrutowała, a teraz pan Potkański wymyślił Pana od Kawy, ciekawe co będzie następne. Klakier.
      Jaki szef taka firma, jaka firma taki produkt.

      • 14 13

      • Tak właśnie myśle przeglądając te zdjęcia (1)

        Trochę przezroczysta lura, chyba ze to ta co słoń przegryzal. Sąsiadka taka siekierę robi ze jest czarna.

        • 6 5

        • Jaka lura? Po prostu kawa, zależy jak parzysz.

          Jeden woli mniej esencjonalną, drugi ,,siekierę" (akurat bym nie wypiła ani łyczka).
          Zrób kawę, którą sobie parzysz codziennie, w szklance i unieś ,,pod światło"- na pewno nie będzie czarna jak smoła.

          • 5 2

      • Szef ma pasję, fajnie się wypowiada, chce mu się więcej niż zrzędzić w Internecie,

        na pewno wypiję kawę w Mitte.

        • 10 3

    • zrezygnowal bo mial dosyc tych pieniedzy!

      ile mozna! codziennie zarabiasz wiecej, to jest meczace. zaproszenia, gale, telewizja....poza tym tez sprawa transportu. biznes tak szalał ze szybko wsiadl w mercedesa i...to po prostu nie jest tak fajne jak wam sie zdaje.

      dlatego zrezygnowal!

      • 6 3

    • dlaczego zrezygnował w agencji?
      Widać że nie czytał Pan lektury do końca...

      • 3 0

    • Jest wyjaśnione w tekście dlaczego zrezygnował... :)

      • 1 0

  • Sympatyczny gosciu.

    • 32 7

  • Jaka drogę przebędzie kawa po wypiciu

    • 11 1

  • :)

    Nigdy nie pijam kawy w filiżance, tylko w kubku

    • 6 4

  • Źródło kawy nie jest w Afryce? (5)

    • 3 5

    • Tak, kawa wypływa ze świętej góry Kavecida. (4)

      • 6 0

      • H A H A aleś zabłysnął (3)

        Kawa pochodzi z Etiopii. Wybiorę się do Mitte na kawę :)

        • 2 3

        • Nigdzie się nie wybieraj (2)

          To tylko dla entuzjastów kawy. Ludzi pijących rozpuszczalna z biedry nie wpuszczają

          • 1 6

          • Widzę, że nie przeczytałeś artykułu

            • 3 1

          • Nie przeczytałeś artykułu ?

            • 2 1

  • Super

    Super sprawa! Pogratulować pomysłu na własny biznes, rozwój i jednoczesne zaangażowanie w sprawy najbiedniejszych.

    • 37 3

  • Kuźwa coś ze mną jest nie tak - nie lubię kawy i jej nie piję (1)

    Za to uwielbiam desery kawowe

    • 3 6

    • Ja też nie przepadam za kawą, ale na pewno mi smakuje w kawiarni w miłym towarzystwie

      • 2 2

  • Brawo Marcin! (1)

    Zdecydowanie lepiej Ci w czarno-białej czapce niż czerwonej :)
    Przepiękna przemiana...Tak trzymaj!
    Kibicuję i chętnie wpadnę na kawę do Mitte :)

    • 24 5

    • Ja też kibicuje ale kawa tylko z zabki

      • 0 1

  • Interesujący wywiad, z interesującym gościem na interesujący temat.

    • 22 7

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Bary i puby komentują obecną sytuację
Bary i puby komentują obecną sytuację

Kultura

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Hasztagi na plakaty. O czym i do kogo krzyczą protestujący?
O czym i do kogo krzyczą protestujący?

Nowe lokale

Umiko Sushi

Sushi
Gdynia
Świętojańska 130

Palec do budki

Pizzerie
Gdańsk
Śląska 17A

NOI pizza i wino

Pizzerie
Gdańsk
Obrońców Wybrzeża 3C/U13-14