Wiadomości

Doktor Ania: "Polacy wciąż wolą cenę niż jakość"

"Niestety, wciąż są osoby, dla których temat odżywiania nie istnieje. Nie przyjmują do wiadomości tego, że to, co jedzą, buduje ich organizm i bezpośrednio wpływa na ich zdrowie" mówi Doktor Ania.
"Niestety, wciąż są osoby, dla których temat odżywiania nie istnieje. Nie przyjmują do wiadomości tego, że to, co jedzą, buduje ich organizm i bezpośrednio wpływa na ich zdrowie" mówi Doktor Ania. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

Anna Makowska, w internecie znana jako Doktor Ania, od kilku lat uczy Polaków czytania etykiet, wpaja podstawy zdrowego odżywiania i zaraża miłością do kiszonek. Aktywnie udziela się w social mediach, gdzie śledzi ją ponad 100 tys. osób, prowadzi program "Zdrowo dla odmiany", pisze bloga, redaguje artykuły i kursy dotyczące odżywiania. Jest też autorką dwóch książek, w których pisze o przemyślanych zakupach i o żywieniu dzieci.



Czy czytasz składy kupowanych produktów spożywczych?

tak, skład jest dla mnie bardzo ważny 54%
tak, ale nie zawsze je rozumiem 13%
staram się, ale czasem o tym zapominam 22%
nie, bo i tak się na tym nie znam 6%
nie interesuje mnie to 5%
zakończona Łącznie głosów: 1068
Aleksandra Wrona: Pochodzisz z Warszawy, ale jako miejsce do życia wybrałaś Trójmiasto. Dlaczego zdecydowałaś tu zostać, skoro twoje zobowiązania zawodowe często wiążą się ze stolicą?

Doktor Ania: Mówi się, że w stolicy są wszyscy i jest wszystko, ale to nie do końca prawda. Na pewno byłoby mi łatwiej, gdybym tam mieszkała, przede wszystkim ze względów finansowych. Mimo tego nie zamierzam się przeprowadzać, mieszkam tu już od 12 lat i jestem zachwycona Trójmiastem. Każde z trzech miast ma dla mnie inny rodzaj energii - Gdańsk ma w sobie ducha historii, Sopot to miejsce, gdzie można się wyluzować i pobawić, za to Gdynia jest bardziej liberalna i otwarta na przedsiębiorców. Ta różnorodność bardzo mi odpowiada.

Zanim tu przyjechałaś studiowałaś w Warszawie farmację.

W stolicy skończyłam studia farmaceutyczne, ale doktorat z chemii medycznej zrobiłam już w Gdańsku. Na Politechnice Gdańskiej zrobiłam też studia podyplomowe z pedagogiki, które są dla mnie wyjątkowo ważne. Przed wszystkim, czuję się nauczycielem. "Gen przekazywania wiedzy" odziedziczyłam po mamie, babci i prababci. Moje pierwsze doświadczenia zawodowe związane są właśnie z nauczaniem - najpierw udzielałam korepetycji z chemii i matematyki, a w trakcie doktoratu miałam zajęcia ze studentami i prowadziłam zajęcia w szkołach weekendowych i policealnych.

Jak doszło do tego, że zaczęłaś edukować ludzi na temat zdrowego odżywiania?

Zdrowym odżywianiem po raz pierwszy zainteresowałam się z powodu problemów zdrowotnych. Nie miałam jednak w planach dzielenia się tym z innymi, aż do spotkania z koleżankami z liceum. Temat zszedł na jedzenie, a one przekonały mnie, że powinnam wyjść z moją wiedzą do ludzi. W ramach eksperymentu założyłam na Facebooku stronę "Doktor Ania" i krok po kroku zaczęłam ją rozwijać. W międzyczasie zrobiłam studia podyplomowe z dietetyki i planowania żywienia, a późnej kolejne z psychodietetyki. Nie zmieniło się to, że głównym motywem mojej pracy jest przekazywanie wiedzy. Cieszę się, że te różne drogi, którymi podążałam, spotkały się w jednym punkcie.

Czy od momentu założenia strony "Doktor Ania" zauważyłaś zmianę w podejściu społeczeństwa do kwestii odżywiania?

Stronę prowadzę zaledwie od czterech lat, więc kiedy zaczynałam pewna "praca u podstaw" była już wykonana. Teraz, zdrowe odżywianie wpisuje się w szerszą tendencję do życia bardziej świadomie. Cieszy mnie, że coraz młodsi ludzie zaczynają dbać o siebie i swoje nawyki, zaczynają kupować świadomie.

Cykl "Okiem dietetyka"


Niestety, wciąż są osoby, dla których temat odżywiania nie istnieje. Nie przyjmują do wiadomości tego, że to, co jedzą, buduje ich organizm i bezpośrednio wpływa na ich zdrowie i samopoczucie. To nie zmieni się tak szybko. Mimo tego, że o odżywianiu coraz więcej mówi się w mediach, że każdy ma dostęp do Internetu, to nadal jest grupa osób, która nie zdaje sobie do końca sprawy, że błędy żywieniowe mogą prowadzić nie tylko do zmian wyglądu ale też do poważnych chorób, kalectwa czy przedwczesnej śmierci. I to jest rzecz, którą bardzo chciałabym zmienić, choć mam świadomość, że to praca nie na kilka, lecz kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat.

Nie chcę też nikogo krytykować. Rozumiem, że czasem trudno jest zacząć, że być może trudno otworzyć się na coś nowego i innego niż dotychczas. Wolę dyskusje, w których mówi się: "Szanuję twoje zdanie, ale moje jest inne. Jeśli jesteś w moim domu, czy zajmujesz się moim dzieckiem, proszę respektuj moje zasady".

"Żywność dla dzieci" to najnowsza książka Ani Makowskiej. Możecie wygrać ją w naszym konkursie.
"Żywność dla dzieci" to najnowsza książka Ani Makowskiej. Możecie wygrać ją w naszym konkursie. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl
Jakie są według ciebie największe grzechy żywieniowe Polaków?

Bardzo nie lubię używania słowa "grzech" w kontekście jedzenia, seksu zresztą też. Wiem, że to bardzo chwytliwy zwrot, ale kojarzy się z poczuciem winy i wyrzutami sumienia. Łączenie negatywnych emocji z potrzebami fizjologicznymi jest w moim odczuciu szkodliwe. Wyznaję zasadę, że jako osoba jestem wystarczająco dobra, a moje niekoniecznie zdrowe przyzwyczajenia to po prostu "obszary, w których można coś poprawić".

Przyglądając się bliżej tym obszarom wydaje mi się, że wciąż jemy za mało warzyw. Niektórzy wierzą, że butelka soku z koncentratu załatwia sprawę, jednak to trochę za mało. Jestem orędowniczką małych zmian. Możemy dalej jeść swoje ulubione dania, może nieco je zmodyfikować, aby małym nakładem sił i kosztów były zdrowsze: spróbujmy dodać nawet niewielką porcję warzyw, np. posypać je natką pietruszki. Gwarantuję, że później odruchowo zaczniemy tę zieleninę wkładać do koszyka z zakupami i dodawać do dań.

Druga rzecz to mięso. Bardzo lubimy mięso, w wielu domach panuje przekonanie, że obiad bez mięsa to nie obiad. Nie mówię, żeby miłośnik mięsa zupełnie je odstawił, ale warto postarać się je ograniczyć, zwłaszcza mięso przetworzone. Co jeszcze? Jemy za mało ryb. Boimy się tłuszczu, bo wmówiono nam, że od tłuszczu się tyje, a to nieprawda, bo tyje się nie od poszczególnych składników, ale od ich nadmiaru.

Która z tych rzeczy jest najtrudniejsza do zmiany?

Z moich obserwacji wynika, że najtrudniejsza jest zmiana światopoglądu w kwestii pieniędzy. W Polsce wciąż cena czyni cuda. Pytałam producentów, dlaczego ten sam produkt w Polsce ma w składzie olej palmowy, a za zachodnią granicą masło. Właśnie dlatego, że Polacy nie czytają składów, wolą niższą jakość za niższą cenę. Rozumiem, że wynika to w dużej mierze ze względów społeczno-ekonomicznych, ale wbrew pozorom zdrowe, proste jedzenie nie jest dużo droższe niż żywność przetworzona, np. płatki owsiane to koszt ok. 2 zł, natomiast słodzone płatki śniadaniowe kosztują często trzy razy tyle. Zdrowe odżywianie wcale nie musi być czasochłonne i kosztowne.

W temacie zmian bardzo nie lubię takiego zero-jedynkowego doradzania typu "białko dobre, gluten zły". To problem naszych czasów, że oczekujemy szybkich i jednoznacznych werdyktów. Ludzie nienawidzą mojej ulubionej odpowiedzi "to zależy", a to niestety jedyna poprawna odpowiedź na większość pytań dotyczących żywienia.

Wspomniałaś o producentach. Na blogu prowadzisz plebiscyt, w którym co miesiąc wybierasz najlepszy i najgorszy produkt ze sklepowych półek. Czy miewasz nieprzyjemności z tego powodu?

Bardzo rzadko. Warto podkreślić, że nie hejtuję marek, bo wiem, że najczęściej mają w asortymencie lepsze i gorsze produkty. Nie zależy mi na liczbie odsłon mojego tekstu z chwytliwym tytułem, za którym nic nie stoi. Chcę dostarczać rzetelnej informacji, w lekkiej i krótkiej formie: analizuję skład, wybieram np. trzy najważniejsze fakty i je opisuję.

Na Facebooku obserwuje cię ponad 80 tys. osób, na Instagramie 100 tys. To bardzo dużo ludzi. Jak wpływa to na twoją pracę?

Nie widzę różnicy między 1 a 100 tys. obserwatorów. To dla mnie wirtualny temat... Co tak naprawdę znaczą te cyferki?

Cyferki niewiele, ale gdyby wszystkie te osoby przyszły w jedno miejsce...

Wiem, wiem... Byłam na Openerze i wiem jak wygląda małe miasteczko, tylko że ja od samego początku podchodziłam do tego, co robię bardzo odpowiedzialnie. Nie zakładałam tych profili dla pieniędzy, popularności czy podreperowania sobie ego. Mam profil prywatny na Instagramie po to, żeby uniknąć botów, odrzucam mniej więcej 1/3 próśb o obserwowanie m.in. od kont bez znajomych, kont zwierząt, anonimów itp. Zależy mi na tym, żeby tworzyć społeczność składającą się ze świadomych ludzi, którzy nie będą bali dzielić się swoimi doświadczeniami. Szanuję swój czas i czas innych, jeśli ktoś chce mi poświęcić te kilkanaście sekund, to staram się dać mu coś w zamian - wiedzę, refleksję lub rozrywkę. Instagram to najbardziej osobista z moich platform, Facebook to strona publiczna, głównie o żywieniu, a blog to platforma startowa, gdzie m.in. umieszczam nominacje w plebiscytach, teksty, kursy online i sprzedaję książki.

Wydarzenia kulinarne w Trójmieście


Twoja najnowsza książka dotyczy żywności dla dzieci. Co w niej znajdziemy i dla kogo jest przeznaczona?

Napisałam tę książkę, żeby uświadomić moim czytelnikom jak ważne jest żywienie dzieci. Rodzice często nie zdają sobie sprawy, że ich kilkuletnie dziecko je codziennie nawet kilkadziesiąt gramów cukru. Na razie dziecko jest szczupłe i pełne energii, ale być może nie zawsze tak będzie. "Żywność dla dzieci" powstała też z myślą o babciach i dziadkach, którzy niejednokrotnie trzymają się kurczowo starych przyzwyczajeń i podważają autorytet rodziców. Ta książka ma zdjąć trochę ciężaru z rodzica, który może nie mieć siły przebicia, żeby iść na wojnę z rodziną. Babcia, której zależy na zdrowiu wnuczka sama przyswoi tę wiedzę, jeśli będzie miała dobre źródło.

Właśnie dlatego jest to książka dla początkujących. To prosta lektura, którą da się przeczytać w jeden wieczór i z łatwością przyswoić zawarte w niej informacje. Na ostatnich stronach umieściłam listy, które można uzupełnić razem z dziadkami i przyczepić np. na lodówce. Chcę, żeby ta książka była początkiem szerszych działań.

Jakich?

Zmiana myślenia o jedzeniu wymaga czegoś więcej niż gadania na Instagramie. To projekt, który musi dziać się jednocześnie na wielu płaszczyznach. Książka skierowana jest do rodziców i dziadków, do tego mam w planach zabrać się za przedszkola i żłobki. Takich zmian nie da się przeprowadzić bez wcześniejszego uświadomienia rodziców. Jestem na etapie przygotowywania materiałów dla żłóbków i przedszkoli oraz osób, które zajmują się wybieraniem cateringu lub samym cateringiem dla dzieci.

Planujesz rewolucję?

Bardzo bym chciała zwiększyć świadomość ludzi w temacie żywienia dzieci. Mam nadzieję, że się uda.

Opinie (133) ponad 20 zablokowanych

  • nie wiem czy "wolą" (6)

    sporej czesci moze byc nie stac na bio jajeczka po 1,59/szt. Pani Doktor, proszę to wziac pod uwagę przy zakładaniu na nos okularów za tysiaka od Diora

    • 42 10

    • (2)

      No tak, bo jak ktoś ma zwracać uwagę na jakość to od razu znaczy jajka po 1.59.

      • 7 2

      • (1)

        Maslo po 15 za kostke czy mleko za 6 1l
        Albo szynka za 75
        Ewentualnie marchew za 12 zl

        • 8 2

        • Na wsiach jadali olej rzepakowy z ciemnym chlebem zamiast masła, a mięso raz w tygodniu. Podstawą były ziemniaki, kasze i fasole. Co prawda warzywa mieli swoje. Ale żyli i pracowali ciężko. Dla chcącego nic trudnego ...lecz pracochłonnego.

          • 8 1

    • A gdzie ta Pani napisała ze zdrowo tzn ze trzeba kupić bio jajeczka ? Zdrowo według tej Pani to : zamiast wpitolenia 3 paczek chipsów na kanapie w sobotę pochrup kiszonego ogórka i słupek marchewki. Ta Pani nie raz u siebie na insta podkreśla ze Bio Eko lub gluten free nie musi oznaczać zdrowe

      • 3 0

    • (1)

      Faktycznie zbrodnia, 1000 pln na artykuł pierwszej potrzeby, używany non-stop przez lata :-)
      Wyszłą cebula.

      • 3 7

      • no tak masz racje

        kazdy Polak zarabiajacy 2500 w lidlu na kasie, siegnie po Diora. wiadomo - zakup na lata. najwyzej danego miesiaca nie zaplaci za czynsz (chyba ze dziecku tez trzeba kupic, to przez dwa miesiace) ale w zyciu trzeba wybierac.

        • 7 1

  • (2)

    Szczerze mówiąc, to patrząc obiektywnie, moje świnki morskie są odżywione lepiej ode mnie. Zarazem kupując dla nich żarcie, "szpanuję na dzielni" mą (a raczej świń) jakże zdrową dietą. W koszyku w Biedronce seler naciowy, pomidorki koktajlowe, sałata rzymska, szpinak, jarmuż. W warzywniaku botwina, ogórki świeże, koper i pietrucha, cykoria, kukurydza, zielona papryka. Po prostu ponad pół lodówki zawalone warzywami, z których ja zjem ze dwa ogórki, garść pomidorków do pracy i trochę kopru do ziemniaków. Cóż, świnki odżywione jak ksiądz na bogatej parafii, a ich pańcia zajada się niezdrową żywnością, bo lubi. Tyle w temacie świadomego odżywiania. :,)

    • 25 4

    • Haha (1)

      Też mam świnki, ale akurat przez nie bardziej chętnie jem warzywka. Pozdrawiam z moimi.

      • 2 0

      • bardziej chętnie?

        • 0 0

  • Czym rozni sie myslenie wspolczesnego polaka od spartanina?

    Spartanin myslal "z tarcza albo na tarczy" wspolczesny polak mysli "starczy czy nie starczy"...

    • 27 0

  • (4)

    Wolą, nie wolą... To kwestia priorytetów, mamy najwięcej w Europie sklepów monopolowych na liczbę mieszkańców, bo tam chcemy wydawać. Czy my żabojady, żeby się interesować jakością jedzenia? Wiemy, że nasze najlepsze, bo ksionc tak powiedział i wystarczy.

    • 9 6

    • (1)

      No właśnie, włodarze Gdańska każą Ci iść się utopić, to idziesz? A gdzie Twoje zdanie, nie daj się manipulować bo będziesz zerem.

      • 1 2

      • Ja sie nie daje manipulowac, bo na nich nie glosowalem jak cala masa lemingow i sloikow + mafia i uklad. Nie znaczy to, ze mam czas i ochote czytac blogi jakichs tempych dzid, ktorym sie wydaje, ze zbawia ludzkosc poprzez wpie*rzanie kiszonek i tofu. Zacznijcie dbac o lasy i postarajcie sie nie smiecic w nich, a swiat bedzie lepszy.

        • 2 2

    • Nie jest prawdą, że Polacy dużo piją. (1)

      Z racji wykonywania zawodu często wyjeżdżam do Niemiec, Francji i Szkocji. I wiesz co? Tam to się pije. Na co dzień i w dużych ilościach. A Francuzi wcale nie mają dobrej kuchni. Tworzą mit i nic więcej.

      • 3 0

      • Francuzi mają tłustą kuchnię. Jadają podobnie do Greków, z tym, że Grecy są zdrowsi od Francuzów. Tajemnica tkwi w dużej ilości spożywanej przez Greków dobrej jakości oliwy.

        • 0 1

  • Wszystko można jeść tylko z umiarem (1)

    • 8 5

    • kreta w granulkach

      mozna zrec?

      • 2 2

  • (3)

    Ryby dzisiaj w ogóle nie są zdrowe, zawierają wiele toksycznych substancji; Szwedzka Agencja ds. Żywności ostrzega kobiety ciężarne lub planujące ciążę, aby unikały jedzenia ryb z Bałtyku ze względu na wysoką zawartość m.in. dioksyn

    • 20 1

    • Ryby z oceanu zawierają

      mikrogranulki plastiku. Co za tem jeść? Żaby?

      • 2 0

    • Szkodliwe ryby (1)

      Łosoś to ryba hodowana ,karmione odpadami śledzi ,barwione, zawierająca szkodliwe pierwiastki.Znam temat i unikam tej ryby a jem śledzia dalekomorskiego,czarniaka.makrele.

      • 3 0

      • Sama prawda. Trudno dziś zjeść dobrą, zdrową rybę. Bałtyk z pewnością nie jest miejscem, z którego można pozyskać zdrowe danie. Dzikie łososie już też nie są dzikie, bo część z nich to uciekinierzy z farm karmionych paszą i antybiotykami. Później trą się gdzie popadnie i narybek już nie jest taki dziki.

        • 2 0

  • nie wiedziałem, że tyle sie da napisać! (1)

    znaczy o żywności, aż cud, że kiedyś ludzie żyli bez umiejętności czytania

    • 12 0

    • Bo im nikt tyle nie słodził ;)

      • 1 0

  • Z miłości do kiszonek mam piekielne gazy!!! (1)

    • 9 1

    • Lubię sok z kiszonego buraka..polecam.

      • 1 0

  • Bo kupuja tanie... na takie ich stać.

    Proste.

    • 7 1

  • lepsza taka niz zadna

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kultura

Kobiety jak landrynki. Recenzja książki "Mój ukochany wróg"
"Mój ukochany wróg" - kobiety i psychopaci